Sezon 2006/07, styczeń. Na El Madrigal przyjeżdża lider La Liga – wypełniony gwiazdami pokroju Sergio Ramosa i Gonzalo Higuaina Real Madryt. Villarreal nie zamierza jednak łatwo składać broni – zajmuje piąte miejsce w tabeli, a w zeszłym sezonie odpadł dopiero w półfinale Ligi Mistrzów. Jest na fali. W ataku niezawodny Diego Forlan, w pomocy supertalent z Chile – król rabony Matias Fernandez. Bohaterem spotkania został jednak ktoś inny.

 

Emerytura pod palmami – Valeron po 40-tce, a wciąż na boisku!



Ikera Casillasa pokonał 19-letni Marcos Garcia Barreno, dziś szerzej znany jako Marquitos. Chłopak wykończył akcję Forlana, po podaniu „w uliczkę” Fernandeza – z zimną krwią, lobem z 10 metrów. Mina Fabio Capello bezcenna. Więcej goli w tym meczu nie padło.

Cztery miesiące później na El Madrigal zawitała druga w tabeli Barcelona. I też dostała bęcki. Marquitos golem z Realem zyskał zaufanie Manuela Pellegriniego i w okresie pomiędzy spotkaniami grał praktycznie non stop. Tym razem jednak rywala napoczął legendarny Robert Pires, 19-latek ustalił wynik – silnym strzałem z linii pola karnego – dopiero w 85. minucie. Andres Iniesta, Lionel Messi i Ronaldinho byli tego wieczoru bezradni.



Sezon 2015/16, wrzesień. Miedź Legnica podejmuje u siebie MKS Kluczbork. Na trybunach 1500 osób. W zespole gospodarzy debiutuje 28-latek z III ligi hiszpańskiej. Pomocnik od początku robi show – w trzeciej minucie dośrodkowuje z rzutu rożnego wprost na głowę Grzegorza Bartczaka, który otwiera wynik spotkania. Pół godziny później ma już na koncie pierwszego gola w I lidze. Wykorzystuje podanie Wojciecha Łobodzińskiego, nie dając Krystianowi Rudnickiemu najmniejszych szans... Nazywa się Marquitos.

Co poszło źle?

Chłopak miał pecha. Trafił mu się najlepszy okres w historii Villarrealu – m.in. półfinał Ligi Mistrzów z Arsenalem (cały dwumecz przesiedział na ławce), wicemistrzostwo Hiszpanii – dlatego, jako młody potrzebujący ogrania zawodnik, był regularnie wypożyczany. W tym czasie zdążył rozegrać 67 spotkań w La Liga, zdobyć sześć bramek (w tym dwie z Realem – ukąsił Królewskich jeszcze w barwach Valladolid, podawał mu wtedy Diego Costa) i raz asystować – z Deportivo La Coruna.



Z roku na rok grał jednak coraz mniej. Wypożyczano go do coraz słabszych klubów. W końcu Villarreal o nim zapomniał i z etatowca La Liga, stał się niespełnionym talentem z Segunda Division. Czegoś zabrakło. W II lidze występował od trzech lat, rozegrał 185 spotkań, zdobył 14 bramek. W zeszłym sezonie jego zespół zajął jednak przedostatnie miejsce w tabeli, spadł, on sam zresztą też nie imponował formą – zdobył jedną bramkę, raz asystował.

Potrzebował zmiany.

A więc wcale nie jakiś spektakularny zjazd, ale normalna kolej rzeczy. Selekcja naturalna. To że strzelasz Realowi, nie znaczy, że od razu jesteś ustawiony do końca życia. Owszem, Marquitos bardziej niż do I ligi, pasowałby do Ekstraklasy, gdzie trafiają Hiszpanie z nieporównywalnie gorszym CV. Co zrobić, że Miedź ma taki skauting? Hiszpan wygląda dziś bardzo dobrze. W 10 meczach zdobył trzy bramki i zanotował tyle samo asyst. - Liczę, że w Polsce się odbuduję. Kiedy dostałem propozycję z Miedzi, pomyślałem, że fajnie spróbować w życiu czegoś nowego. Innej ligi. Grę tutaj traktuję jako wyzwanie – wyznał niedawno. Ponoć obserwuje go już pół Ekstraklasy.