W tym roku to już 99-ta edycja Coupe de France. W pierwszym finale w 1918 roku klub z paryskiego przedmieścia, Pantin, pokonał FC Lyon (3:0). We Francji liczącej ponad dwa miliony zrzeszonych piłkarzy puchar jest bardzo popularną imprezą, prawdziwą instytucją. Rozgrywki mają 10 milionów euro dotacji, a zwycięzca w majowym finale na Stade de France otrzyma 930 tys. euro. Obecność w 1/32 finału to już gwarancja zarobienia ok. 40 tys. euro. A do dobrych manier należy również to, że kluby pierwszoligowe goszczące u amatorów zostawiają przynależną im część dochodów, co często stanowi przysłowiową mannę z nieba dla małych drużyn.

 

Mateusz Borek walczy o Telekamerę za 2015 rok

 

Regulamin związku przewiduje, że po odliczeniu kosztów organizacyjnych (ok. 25%) kluby dzielą się dochodami równo. Dla przykładu FC Nantes Waldemara Kity (48 mln. euro budżetu) "zostawiło" szóstoligowemu Blanc-Mesnil (450 tys. euro budżetu) blisko 14 tys. euro. PSG amatorom Wasquehal z Północnej Francji – prawie 100 tys. (mecz odbył się w Lille w obecności 12 500 widzów). Tak samo postąpił Olympique Lyon w stosunku do piątoligowego Limoges.

 

Wiele meczów pucharowych pokazywanych jest na żywo w telewizji. Warto podkreślić również, że wśród startujących występują kluby departamentów zamorskich, oddalone od metropolii nawet o 9 tys. km. Wtedy francuski związek gwarantuje koszty podróży i pobytu. Taka frajda spotkała tym razem zespół US Sainte-Marienne, szóstoligowca z wyspy La Reunion położonej na Oceanie Indyjskim. Ich przygoda zakończyła się jednak na Korsyce, gdzie polegli GFC Ajaccio (2:0).

 

Na blisko 7 500 klubów, które rozpoczęły eliminacje już w lipcu 2015 roku, na polu bitwy pozostały trzydzieści dwa zespoły. Tym razem ligowcy uniknęli kompromitacji. Do 1/16 finału awans zapewniło sobie 17 przedstawicieli Ligue 1. Jednak chociażby takie PSG, które nie ma sobie równych w rozgrywkach ligowych, długo nie mogło znaleźć drogi do bramki Wasquehal, przez godzinę forsując obronę czwartoligowca, i dopiero bramka niezawodnego Zlatana Ibrahimovicia wyręczyła podopiecznych Laurenta Blanca. Najwyższą stawką u bukmacherów cieszyło się za to spotkanie sąsiadów księstwa Monaco. Małe derby Lazurowego Wybrzeża. Na trybunach stadionu Ludwika II zasiadło ponad 9 tys. widzów, czyli więcej niż na meczach ligowych zespołu. Na murawie „Kopciuszek” z Saint-Jean-Baulieu (7 liga) nie sprostał jednak zadaniu i przegrał 2:10, ale i tak może się pocieszyć strzeleniem dwóch bramek renomowanym sąsiadowi (plus sporym zastrzykiem finansowym).

 

W następnej rundzie powinniśmy zobaczyć Kamila Grosickiego, który z powodu kontuzji nie wystąpił w zwycięskim meczu swojego zespołu. Bretończycy po rzutach karnych pokonali na Allianz Arenie Niceę.