Sowiński: Z chłopca przeobraziłem się w mężczyznę. Nadszedł mój czas!

Sporty walki

Kiedyś nie byłem gotowy na bycie mistrzem i dlatego przegrałem walkę mistrzowską z Maciejem Jewtuszko. Wtedy nie zagrała głowa, teraz jestem świadomym mistrzem. Z chłopca stałem się mężczyzną. Pewna śrubka przekręciła się z tyłu głowy i wszystko się zmieniło - mówił Artur Sowiński, mistrz kategorii piórkowej KSW, w rozmowie z Polsatsport.pl.

Maciej Turski: Po zdobyciu mistrzowskiego pasa Twojej życie zmieniło się diametralnie?

Artur Sowiński: Mam pas i to jest chyba największa zmiana. Cieszę się bardzo z tego pasa, bo w głowie zawsze gdzieś to siedziało w sferze marzeń. Kiedyś po walce chciałem odpocząć i przestać mysleć o przygotowaniach, a teraz nie mogę się już doczekać kolejnej walki.

 

KSW 33: 10 najlepszych akcji


Do pojedynku z Kleberem przygotowywałeś się w jakiś szczególny sposób?

Wszystko poszło po naszej myśli. W trakcie przygotowań nie spotkały mnie żadne urazy, dobrze zagrało przygotowanie fizyczne z przygotowaniem mentalnym. Treningi prowadzone przez Tomasza Brondera świetnie połączyły się z zajęciami kondycyjnymi, nad którymi czuwał Jakub Chycki. Oddałem Kubie pole do popisu i wszystko się sprawdziło.

Przeszedłeś również transformację mentalną. Widzieliśmy to przed pojedynkiem, a później potwierdziłeś to w trakcie walki. Co na to wpłynęło?

Wydaję mi się, że wiek.

Widać u Ciebie dużą pewność siebie...

Tak, ale wszystko poparte jest argumentami sportowymi. Dopiero po trzech obronach mistrzowskich pas zostanie u mnie na własność, a ja już teraz wiem, na której półce go położę.

W Twoim przygotowaniu sporą rolę odegrała także odpowiednia dieta. Co się w tej kwestii zmieniło?

Takiego długiego okresu przygotowawczego w swojej karierze jeszcze nie miałem nigdy. Do limitu wagi piórkowej muszę pozbyć się aż kilkunastu kilogramów. Poza dietą i odpowiednim kateringiem w zbijaniu wagi sporą rolę odgrywa również doświadczenie zawodnika. Kazdy musi poznać swój organizm i intuicyjnie podejmować niektóre decyzje. Przed walką z Kleberem wszystko wyszło idealnie i choć po ważeniu waga nie wróciła do takiego poziomu jaki sobie życzyłem, to  samopoczucie wynagrodziło mi to w stu procentach.

W ostatni dzień zrzucasz około ośmiu kilogramów. Jak dokonujesz takich rzeczy?

W tym przypadku dieta nie ma nic wspólnego. Ostatnich kilogramów pozbywam się odwadniając organizm. Ja to robię metodą wody z gorącą wanną. Dodaję do wanny siarczan magnezu, ale uważam, że bez tej substancji efekty byłyby podobne. Jeśli nawet ma działanie neutralne, to nic nie szkodzi, więc trzymam się założonego planu. Przed walką z Kleber wagę wypełniłem w czasie krótszym o dziesięć godzin niż przed pojedynkiem z Bakocevicem i efekty były odczuwalne. Organizm zdecydowanie lepiej zareagował i bardziej komfortowo czułem się podczas walki.

Nad Kleberem miałeś zdecydowaną przewagę fizyczną. Myślisz, że miało to decydujące znaczenie?

Teraz ta różnica była zauważalna, bo Koike nie zbija dużo kilogramów do kategorii piórkowej. Na walce z Bakocevicem byłem zawodnikiem cięższym, ale już nikt nie zwracał uwagi na dysproporcje. Podczas ostatniej walki wyglądałem po prostu jak gladiator!

Co sądzisz o wprowadzeniu testów antydopingowych w MMA?

Jestem jak najbardziej za, ale to na razie jest niemożliwe. MMA nie jest sportem sankcjonowanym przez Ministerstwo Sportu i każdy organizator musiałby wykładać pieniądze na testy z własnej kieszeni. Nie wierzę w takie rozwiązanie i wydaję mi się, że takie dyskusje można odłożyć w czasie. Chociaż zdaję mi się, że w kontrakcie KSW istnieje zapis o możliwości przeprowadzenia badań antydopingowych.

Byłbyś gotowy poddać się testom dopingowym przed walką z Kleberem? Pojawiły się głosy, że mogłeś używać jakichś substancji, bo niemożliwa jest regeneracja organizmu w takim stopniu i w tak krótkim czasie.

Oczywiście, że tak! Ludzie oceniają mój wygląd na podstawie Koike, ale we wcześniejszym pojedynku nikt o tym nie mówił, a teraz ważyłem mniej niż ostatnio. Poza okresem przygotowawczym ważę ponad 82 kilogramy, więc różnica musi być widoczna, bo jednak zbijam ich kilkanaście.

Całą karierę łączysz muzykę z MMA. Nie bywa to czasami uciążliwe?

Muzyka towarzyszyła mi już od czasów gimnazjum, ale na studiach, ze względu na MMA, poszła w odstawkę. Rano miałem trening, do Katowic na uczelnie jeździłem autobusem i nie było po prostu czasu na granie. Po zakończeniu studiów ze starymi znajomymi postanowiliśmy wrócić do naszej pasji i jakoś to zagrało. W okresie przygotowawczym muzyka, podobnie jak wszystko inne, idzie w odstawkę, ale chłopaki z zespołu to rozumieją. Poza treningami jestem do ich dyspozycji i poświęciłem naprawdę sporo czasu na pasję jaką jest muzyka. Obowiązek jest jednak obowiązkiem, a MMA jest priorytetem w moim życiu.

Którą porażkę w swojej karierze wspominasz najczęścięj?

Nie ma takiej. Porażki wymazuje z pamięci jak najszybciej i tak naprawdę nie jestem w stanie powiedzieć z kim przegrałem. Był na pewno Niko Puhakka i... Conor McGregor. Kiedy przegrywam walkę wyciągam z niej wnioski i nie wracam już do niej pamięcią.

Masz jakiegoś rywala, z którym chciałbyś się zmierzyć?

Nigdy nie wybierałem sobie przeciwników i nawet nie wiem czy tak można.

Nie myślisz o zakończeniu trylogii z Maćkiem Jewtuszko?

To tak! Ale jeszcze nie teraz, może później. Dzieli nas obecnie sporo kilogramów, ale ten pojedynek mógłby być naprawdę ciekawy. Ludzie chcą tej walki i na pewno takie zestawienie by się dobrze sprzedało. Maćka kariera jest bliżej końca niż początku, ale z medialnego punktu widzenia ta walka to strzał w dziesiątkę!

Jesteś zadowolony z przebiegu swojej kariery?

Nie mogę narzekać. Porażki doprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem obecnie. Mam pas mistrzowski i będę walczył, aby go zatrzymać. W końcu dojrzałem do bycia mistrzem i wiem, że mój czas właśnie trwa.

Wspomniałeś wcześniej Conora McGregora. Myślisz, że gdybyś z nim wygrał to Twoja kariera mogłaby się inaczej potoczyć?

Wygrana z McGregorem nie doprowadziłaby mnie do miejsca, w którym on jest teraz. Ja dojrzałem dopiero niedawno, a on myślał jak mistrz już w tamtym czasie. Nie przepadam za porównaniami z McGregorem, a ostatnio ich sporo. Daleko mi do niego. Jego zegarek jest pewnie równowartością moich dwóch samochodów, a być może warty jest znacznie więcej. McGregorowi bliżej do filantropa, ja jestem bliżej gwiazdy rocka.

Masz jakieś marzenia sportowe?

Niedawno rozmawiałem o tym ze swoją mamą. Nie można mnie nazwać marzycielem. Nie mam po prostu marzeń, a wszystko zamieniam na cele. Będzie to co sobie założę w głowie, a w głowie mam same pozytywne scenariusze, więc musi być dobrze.

Cała rozmowa z Arturem Sowińskim w załączonym materiale wideo!

Maciej Turski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze