Iwanow: Chojnowski, czyli "farbowana lisica". Czy Basiuk będzie miał więcej szczęścia niż Smuda?

Piłka nożna

Zaczął się bardzo ważny rok dla kobiecej piłki w naszym kraju. Po wizerunkowym sukcesie, jakim był rozegrany przy 6-tysięcznej widowni (na nowym stadionie w Tychach) meczu eliminacji mistrzostw Europy 2017 ze Słowacją, o zaniedbanej dość medialnie żeńskiej reprezentacyjnej piłce znów zrobiło się głośniej.

Wygrana 2:0 przy pięknej oprawie, gorącym dopingu i transmisji w Polsacie Sport, którą oglądało ponad 150 tysięcy widzów, nie przeszła bez echa. W listopadzie zespól Wojciecha Basiuka pokonał w Orhei Mołdawię 3:1 i z nadziejami przystępuje do przygotowań do nadchodzących miesięcy. Ważnych miesięcy także z punktu widzenia obecnego sztabu szkoleniowego.

 

Mateusz Borek walczy o Telekamerę za 2015 rok

 

Finałowy turniej EURO 2017 odbędzie się w Holandii. Sympatycy kobiecej odmiany futbolu żałują, że nie w Polsce, a przecież taka opcja była brana pod uwagę. Sternicy naszej federacji rezygnując z aplikowania do współuczestniczenia w EURO 2020, które wyjątkowo odbędzie się w kilku miastach Starego Kontynentu, „dostali” w zamian możliwość powalczenia o organizację innej piłkarskiej imprezy. EURO kobiet przegrało jednak z mistrzostwami Europy do lat 21 mężczyzn. Wiara w utalentowaną młodzież Marcina Dorny, którą za półtora roku mają wesprzeć „gwiazdy” pierwszej reprezentacji z Arkadiuszem Milikiem, Karolem Linetty’ym czy Bartoszem Kapustką na czele jest większa, niż w nasze dziewczęta. A szkoda, bo na ME kobiet przyjechałoby z pewnością więcej kibiców niż na młodzieżowców. Mógłby to być też dobry impuls dla kobiecej piłki. Seniorska reprezentacja nigdy w żadnej dużej imprezie nie grała.

 

Bitwa z Dunkami

 

Z ośmiu grup eliminacji ME 2017 bezpośredni awans uzyskają zwycięzcy oraz sześć drużyn z najlepszym dorobkiem. Dwaj „najgorsi” grupowi wicemistrzowie o ostatnie miejsce stoczą baraż. W naszej grupie poza zasięgiem wydają się być Szwedki, które we wrześniu ograły Polskę 3:0. O drugie miejsce biało-czerwone będą musiały powalczyć z Danią. Słowaczki po porażce w Tychach i u siebie z Dunkami mają zdecydowanie trudniejsze zadanie do wykonania.


Dla reprezentacji Wojciecha Basiuka kluczowy będzie kwiecień. Najpierw Polki zagrają (prawdopodobnie znowu w Tychach) z Danią, by kilka dni później na wyjeździe zmierzyć się ze Słowaczkami. Komplet punktów w tych meczach otworzy nam drogę do Holandii, bo w czerwcu do Polski przyleci faworyt grupy Szwecja.

 

Utytułowany w roli trenera akademiczek z Wrocławia Basiuk (m.in. pięć tytułów mistrza Polski) nie ma zbyt szerokiej kadry dającej gwarancję sukcesu zawodniczek. Zna mankamenty materiału, z którym pracuje – także pod względem warunków fizycznych – więc sięga po piłkarkę, którą wychowała dużo mocniejsza, nie tylko w męskim futbolu, szkoła niemiecka.

 

Damska wersja Polanskiego

 

Najwięcej problemów polski zespół ma w napadzie. Rolę wysuniętej atakującej pełni Ewa Pajor, która po transferze z Medyka Konin próbuje swych sił w bardzo mocnym klubie z Wolfsburga. Strzelająca jak na zawołanie w polskiej lidze Agata Tarczyńska nie sprawdza się na reprezentacyjnej arenie, bo w 44 meczach kadry strzeliła zaledwie cztery gole. Prezentująca dobre warunki fizyczne Katarzyna Daleszczyk sporo potrafi, ale lepiej czuje się w roli ofensywnej rozgrywającej. Dlatego Basiuk z uporem maniaka namawiał do gry biało-czerwonych barwach mającą polskie obywatelstwo Sylviane Chojnowski, grającej na co dzień w Hoffenheim. Jak żywo może się przypomnieć sytuacja sprzed polskiego EURO 2012, kiedy do gry w polskiej kadrze namówiono Sebastiana Boenischa, Eugena Polanskiego, Damiena Perquisa czy Ludovica Obraniaka. To wtedy powstało słynne określenie: „farbowany lis”. Przypadek Chojnowski najbliżej przypomina casus Polanskiego, tyle, że Silvana urodziła się w Niemczech, a nie Sosnowcu…

 

21-letnia zawodniczka – podobnie jak Polanski i Boenisch - grała w młodzieżowych reprezentacjach naszych zachodnich sąsiadów. Do pierwszego zespołu nie miała jednak szans się dostać. Niemki to w seniorskiej piłce najwyższy poziom. Hegemon większy, niż męska kadra. Bo proszę sobie wyobrazić, że sześć ostatnich turniejów EURO kończyło się ich sukcesem!  „Tylko” czwarte miejsce na MŚ w Kanadzie spowodowane było tym, że w półfinale na ich drodze stanęły najlepsze od lat Amerykanki. Dla Chojnowski to za wysokie progi. Basiuk wierzy, że polskiej kadrze może dać więcej niż „farbowane lisy”. Tej drużynie jest potrzebny lis „pola karnego”. Przepraszam – lisica.

 

Mówiąca dobrze po polsku Silvana była już przed rokiem na jednym zgrupowaniu kadry poza terminem UEFA. W Licheniu. Święte miejsce jeszcze jej nie przekonało do wyboru kraju swoich rodziców, ale Basiuk nie zaprzestał starań. Tuż przed świętami wybrał się ponownie do Hoffenheim. Zaopatrzony w materiały dotyczące prowadzonej przez siebie reprezentacji, koszulkę i mnóstwo gadżetów namówił dziewczynę, by 17 stycznia wybrała się z kadrą do Portugalii (dwa mecze towarzyskie  z reprezentacją tego kraju).

 

Podczas spotkania w obecności rodziców, którzy w żaden sposób nie nalegali na córkę, ostateczna deklaracja jeszcze nie padła. Ale kilka dni później Silvana przyjęła zaproszenie. Powołanie zostało wysłane do Hoffehneim… Za dwa tygodnie będzie wiadomo, czy „farbowana lisica” będzie w stanie dać więcej żeńskiej reprezentacji, niż Boenisch czy Obraniak najważniejszej narodowej drużynie spod znaku białego orła.

 

W załączonym materiale reportaż Bożydara Iwanowa "Piłkarki są... gorące!"

Bożydar Iwanow, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze