Najbardziej prestiżowa imprez kolarska na świecie po raz 22. rozpocznie się poza granicami Francji, a do Niemiec powróci po 30 latach. Szczegóły dotyczące "Wielkiego Startu" zaprezentowane zostały jednocześnie podczas konferencji prasowych w Paryżu i Duesseldorfie.

 

Froome przedłużył kontrakt z zespołem Sky

 

Jak przypomniał Prudhomme, w 1987 roku, jeszcze przed zjednoczeniem Niemiec, "Wielka Pętla" rozpoczęła się w Berlinie Zachodnim, a 104. edycja rozpocznie się "czasówką" na 13-kilometrowej trasie, na tyle długiej, że może być zaliczona do klasyfikacji jako etap. Następnego dnia zaplanowano drugi etap, prowadzący 50-kilometrową pętlą po terenach doliny Neandertal w pobliżu Duesseldorfu.

 

Przeżywaliśmy okres szalonej miłości, a następnie równie szalonej niechęci Niemców do wyścigu - powiedział dyrektor TdF nawiązując do okresu sukcesów Jana Ullricha i "bojkotu" wyścigu przez niemieckie media po dopingowej wpadce tego kolarza.

 

"Teraz nasze relacje są bardziej dojrzałe" - ocenił przypominając wysiłki środowiska w walce z dopingiem i rosnącą popularność tej dyscypliny związanej z sukcesami Niemców Marcela Kittela czy Johna Degenkolba.

 

W ostatnich pięciu latach Niemcy są krajem, który ma na koncie najwięcej wygranych etapów - 24 - zauważył Prudhomme.Z kolei burmistrz Duesseldorfu zaznaczył, że miasto dysponuje wszystkim, co jest potrzebne do przyjęcia wielkiego wydarzenia, jakim jest start Tour de France. Według Geizela całkowity budżet imprezy zamknie się w granicach 10-12 milionów euro.

 

Władze miasta spodziewają się, że w roku bez igrzysk olimpijskich i mistrzostw piłkarskich "Wielka Pętla" stanie się najważniejszym wydarzeniem sportowym, a start w Duesseldorfie przyciągnąć może nawet milion kibiców.

 

Poprzedni "niemiecki" początek TdF szczególnie zapisał się w pamięci polskich kibiców, bowiem po prologu i pierwszym etapie koszulkę lidera wyścigu założył Lech Piasecki. Najbliższa, tegoroczna edycja, wystartuje z wyspy Mont-Saint-Michel.