W poprzedniej edycji jego pilotem był Xavier Panseri. Tym razem Francuz zasiadł obok Adama Małysza, ale w innym Mini. - Mój samochód, którym zająłem trzecie miejsce, przejął Hirvonen. Ponadto obsługiwał go mój zespół, z Pawłem Paziem z Olsztyna w składzie. Jednak nie przez żadną sympatię twierdzę, że największą rewelacją tegorocznego Dakaru jest fiński kierowca. Ja wiem, co to znaczy debiutować w rajdzie terenowym. W pierwszym starcie byłem 60., zaś Hirvonen jest czwarty, a mógł być trzeci, gdyby jego pilot Michel Perin nie popełnił błędu, przez co stracili 40 minut - powiedział Hołowczyc.

 

Rajd Dakar: Peterhansel triumfuje po raz dwunasty. Pierwsza wygrana Price'a

 

Zwrócił też uwagę, że podium 38. edycji Rajdu Dakar jest podobne do 37., z tą tylko różnicą, że w sobotę w Rosario na najwyższym stopniu stanął Francuz Stephane Peterhansel, a obok niego ci sami co w 2015 roku - Katarczyk Nasser Al-Attiyah (był pierwszy) i Giniel de Villiers z RPA (drugi).

 

W pierwszym tygodniu rywalizacji w Argentynie wielu sympatyków motosportu zachwycało się jazdą Sebastiena Loeba, który był zdecydowanie najszybszy na odcinkach specjalnych. Jednak w końcowej klasyfikacji dziewięciokrotny rajdowy mistrz świata uplasował się na dziewiątej pozycji ze stratą 2 godzin 22 minut do zwycięzcy.

 

Faktycznie, Francuz jechał świetnie, bowiem nawierzchnia trasy preferowała kierowców WRC, a on wykorzystywał maksymalnie sprzęt. Ja natomiast twierdziłem, że sytuacja wyprostuje się na piaszczystych, wydmowych odcinkach. Tam dopiero, w wielkim upale, zaczynają się prawdziwe zmagania w najtrudniejszym na świecie rajdzie terenowym. I nowicjusze, nawet najlepsi na szosie, mają znikome szanse na sukces w zupełnie innym ściganiu - ocenił Hołowczyc.

 

Przekonał się o tym nie tylko Loeb, ale również wielu innych debiutantów we wszystkich kategoriach: samochodów, motocykli, quadadów i ciężarówek. - Uważam, że szczęście sprzyja lepszym, bardziej doświadczonym kierowcom w pokonywaniu wydm. Na odcinkach WRC Loeb jest genialny, ale... Jak się pięciokrotnie zakopuje w piachu, to nie ma jeszcze wyrobionej umiejętności jazdy na takim podłożu. Potem próbował odrobić straty i... dachował. Natomiast Katarczyk Al-Attiyah, jak się powiada, urodził się i żyje na wydmach, więc trudno z nim konkurować. Dlatego w przygotowaniach tak ważne są starty w innych piaszczystych rajdach - zaznaczył 53-letni kierowca, który po zakończeniu ścigania na szosie niejednokrotnie powtarzał, że jego celem jest wniesienie na podium Dakaru polskiej flagi.

 

Rok temu zrealizowałem swoje wielkie sportowe marzenie. Kosztowało mnie to 10 lat ciężkiej pracy, wiele wyrzeczeń i zupełnego poświęcenia się pasji. Gdy pierwszy raz w 2005 roku dojechałem zupełnie wycieńczony do mety w senegalskim Dakarze na 60. miejscu, byłem pewny, że więcej tam nie wrócę, że to nie dla mnie. Jednak czas leczy rany i zmienia podejście, nawet do tego, czego się początkowo nie chce - dodał.

 

Hołowczyc przyznał, że spodziewał się co najmniej jednego Polaka w czołowej "10", zwłaszcza że dysponowali znakomitymi pojazdami i dobrym zapleczem. - Mieli jednak wyjątkowego pecha, jak nigdy. Walczyli z wielką ambicją i chęcią dorównania najlepszym. Dali z siebie wszystko, co do tego nie mam wątpliwości. Bardzo im współczuję - powiedział olsztynianin.

 

Pytany, czy nie jest mu żal, że nie wybrał się do Ameryki Południowej, podkreślił: - Jestem konsekwentny. Swoje już w Dakarze zrobiłem. Przyszedł czas na inne wyzwania, chociaż niektórzy odsyłali mnie już na emeryturę. A ja jeszcze pociągnę i ponaciskam prawy pedał. Przede mną sezon zawodów rallycrossowych i emocje z potworem - 650 koni mechanicznych, co w niespełna dwie sekundy osiąga szybkość 100 km/h.

 

Na trasę Rajdu Dakar, długości 9500 km, wystartowało z Buenos Aires 2 stycznia 358 zawodników i załóg. Do mety dojechało nieco ponad 60 procent: 84 motocykle, 67 samochodów, 44 ciężarówki i 23 quady.