Pierwszy przegrany

 

W Ameryce nie ma drugiego miejsca, jest tylko pierwszy przegrany. Brutalność tego stwierdzenia - paradoksalnie - nie sprawdza się w boksie. Stephen Espinoza, szef sportu w Showtime już powiedział, że po takim występie jak w Barclays Center, ponownie chce Artura zobaczyć w ringu. Słowa dotrzymuje, o czym przekonał się Andrzej Fonfara po walce z Adonisem Stevensonem, kiedy zapewnienie Espinozy zamieniło się w przełomową dla "Polskiego Księcia" walkę z Julio Cesarem Chavezem Jr.

 

Eksperci o Szpilce: Kliczkę też nokautowali, a on później rządził przez dekadę!

 

Fonfara przegrał, ale wygrał, zostawiając na ringu serce, walcząc i na granicy ryzyka próbował wygrać z mistrzem świata, a nie tylko przeżyć na ringu. Tak jak Szpilka. W przypadku Artura różnię się od moich polskich kolegów z oceną występu Artura - nie usiadłem przy ringu, licząc tylko na to, że Artur "ma przeżyć" ileś tam rund. Moja poprzeczka była wyżej, bo tak ustawił ją Ronnie Shields i sam Szpilka. Mówili, że będzie walka o zwycięstwo, bo Artur ma wystarczające umiejętności, więc im wierzyłem. Nie kłamali - Artur zawalczył na sto procent tego, co w wieku 26 lat potrafi, zrobił w Houston olbrzymie postępy.

 

Zawalczył doskonale? Nie, bo gdyby tak było, mielibyśmy dziś pierwszego polskiego mistrza świata. Nie lubię polskiej tradycji i specjalności świętowania "pięknych porażek", bo czegoś takiego nie ma. I jestem pewien, że ta sportową złość, że był gorszy, w Szpilce zostanie. Jak u "Polskiego Księcia", który mało mnie nie znokautował, kiedy w Montrealu wywiad po Stevensonie rozpoczęłem od słów "Andrzej, znakomita walka...", na co usłyszałem: "Przemek, co ty pie...! Przegrałem!" Takie nastawienie musi mieć (i pewnie ma) Artur Szpilka.

 

Leon Margules o Barclays i przyszłości "Szpili"

 

Leon Margules mógł sobotni wieczór na Brooklynie zakończyć jako promotor dwóch mistrzów świata wagi ciężkiej (jest promotorem Charlesa Martina), ale i tak nie narzekał. Oto co powiedział na temat walki Szpilki z Wilderem oraz przyszłości Artura w wadze ciężkiej. "Szpilka walką z Deontay\'em Wilderem udowodnił, że wspólnie z moimi partnerami, Andrzejem Wasilewskim i Piotrem Wernerem nie popełniliśmy błędu podejmując ryzyko - nie tylko finansowe - sprowadzenia Artura do Houston. To inny pięściarz, niż ten, który przyleciał do Stanów osiem miesięcy temu. Znacznie lepszy w defensywie, zdyscyplinowany bardziej różnorodny w ataku - to nie jest opinia, to fakt.

 

Sama walka? Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to do faktu, że kilka razy, kiedy Wilder był w opałach, Artur miał szanse zadać dwa, trzy ciosy albo choć wyprowadzić ten jeden. Było miejsce na dodatkowe ryzyko. Ryzyko to nie to samo, co błąd. Kilka tygodni temu, kiedy rozmawialiśmy, powiedziałem, że to będzie walka jednego błędu. Wilder na niego czekał, podobnie jak Artur. Deontay doczekał się pierwszy. Taktyka przed walką była taka, żeby w ostatnich trzech rundach polować na KO. Może by się Artur doczekał, gdyby nie błąd, który pewnie nie zemściłby się przeciwko słabym rywalom, ale nie nie było szans, żeby nie wykorzystał go ktoś z tak szybkimi rękoma jak Bomber.

 

Nie przyjmuję argumentu, że walka była dla Szpilki za wcześnie - przebieg tego, co działo się na ringu to udowodnił. Dzięki walce z Wilderem, to dziecko o imieniu Artur - bo w wadze ciężkiej 26 lat to baby, był najmłodszym na gali - jest znacznie lepsze niż przed Barclays. Nie będziemy się spieszyli z powrotem. Artur i tak nie będzie miał wyjścia bowiem na sto procent Komisja Sportowa Stanu Nowy Jork nałoży na niego trzymiesięczne wykluczenie z boksowania po takim nokaucie.

 

Komentarz do szpitalnych słów Artura, że chce teraz pójść w kierunku pasa IBF? Spokojnie, kiedy wróci na ring opcji będzie wiele, choć gdyby to była najlepsza dla Charlesa Martina i samego Szpilki, to dlaczego miałbym tej walki nie zrobić? Na razie poczekajmy na to, czy i kiedy będzie walka Powietkina z Wilderem. Waga ciężka zrobiła się ekscytująca - w USA są między innymi Breazeale, Mansour, poza USA takie nazwiska jak Parker, Joshua, Haye. Każdy z nich uważa, że może być mistrzem. Podobnie jak Artur, więc szans, żeby mógł pokazać co potrafi, na pewno nie będzie brakować.