O kryzysie Kamila Stocha i jego kolegów pisali wszyscy. Podwójnemu złotemu medaliście igrzysk w Soczi wyraźnie nie szło już od pierwszych konkursów. Pozostali nasi skoczkowie też lądowali blisko. Nieudany Turniej Czterech Skoczni tylko to potwierdził. Głośno mówiono o błędach szkoleniowych, narzekano na kombinezony, które ponoć nie pozwalały naszym orłom daleko latać. Na pytanie o przyczyny zdecydowana większość odpowiadających bezradnie rozkładała ręce.

 

PŚ w biathlonie: Świetna postawa Polki! Guzik piąta w Anterselvie

 

Tylko prezes Apoloniusz Tajner i Łukasz Kruczek, trener naszych skoczków byli pewni, że będzie lepiej. Powtarzali, że naprawdę niewiele potrzeba, by tak się stało. Pomóc miało, jak zwykle magiczne, Zakopane.

 

Tu, pod Giewontem, odradzał się wiele razy Adam Małysz, tu wpadał w mistrzowski trans Kamil Stoch. I teraz znów zaczął latać tak, jak potrafi. A wraz z nim koledzy: Andrzej Stękała, Maciej Kot i Stefan Hula.

 

Polacy od początku sobotniego konkursu drużynowego spisywali się na miarę oczekiwań. Na tyle dobrze, że przed ostatnim skokiem (132 m) Stoch wiedział, że nie może zmarnować ich wysiłków. I o tym właśnie mówił ciesząc się z pierwszego podium. Mówił o odpowiedzialności, presji i radości, która uskrzydla i pozwala wierzyć, że będzie jeszcze lepiej.

 

Za nami kończyli ten konkurs znakomici w tym sezonie Niemcy i Słoweńcy. Nie pomógł wspaniały skok (135 m) dominatora Petera Prevca. Słoweńcy skończyli na piątym miejscu, Niemcy na czwartym. Przed Polakami byli tylko Austriacy i Norwegowie. Michael Hayboeck pofrunął na 136,5 m i pokazał, że będzie też walczył o podium w jutrzejszej rywalizacji indywidualnej.

 

Drużynowy konkurs kończył Norweg Kenneth Gangnes i trzeba przyznać, że zaimponował 20 tysięcznej publiczności pod Wielką Krokwią. Skoczył najdalej ze wszystkich – 138 metrów i przypieczętował sukces swojego zespołu. Jeśli będzie tak fruwał jutro to trudno będzie go pokonać. Ale kandydatów do podium jest znacznie więcej.

 

Wśród nich aż dziewięciu naszych skoczków, na czele ze Stochem, z coraz pewniejszym Maciejem Kotem, młodym Andrzejem Stękałą i rutynowanym Stefanem Hulą.

 

Święto pod Giewontem trwa, a dla niektórych, tak jak dla Stękały, sobota i trzecie miejsce w rywalizacji drużynowej, to najpiękniejszy dzień w życiu.

 

– Od dziecka marzyłem, że kiedyś stanę na podium w Zakopanem. I stanąłem. Cóż można więcej powiedzieć, gdy łzy cisną się do oczu – mówił najmłodszy z naszych skoczków.