17 kategorii, 42 mistrzów? Niemożliwe? Nie dla WBA

 

Idea jest prosta. Rozdamy jak najwięcej pasów, to zarobimy na opłatach sankcjonujących walki. Promotorzy będą też zadowoleni, bo ich zawodnicy (czy na to zasługują czy nie) będą paradowali w pasach z logo WBA. Na plakatach reklamujących walki, słowa "mistrz świata" też na pewno sprzedzą pare ekstra biletów. WBA wymyśliła pas dla "super championa" (bokser, który ma pas nie tylko WBA), ale też "super championem", jest w rankingach World Boxing Association zawodnik, który ma przynajmniej dwa mistrzowskie tytuły... ale żadnego wywalczonego dla WBA. Szukanie logiki nie ma sensu.

 

Szpilka: Nie chcę walczyć z leszczami. Ciągle mierzę w mistrzostwo świata!

 

Turniej wagi ciężkiej: plan dwuletni?

 

Najnowszy pomysł Gilberto Mendozy Jr., ma na calu wyłonienie jednego mistrza. W jednej części pięściarskiej drabinki wagi ciężkiej, "mistrz regularny" Rusłan Czagajew walczyć ma z Lucasem Brownem, tylko po to, by zmierzyć się z Fresem Oquendo. Tym samym (zresztą przemiłym) Oquendo, który z nikim znaczącym nie wygrał od dekady, a miejsce w rankingu nie zawdzięcza pięściom, tylko znakomitemu chicagowskiemu prawnikowi.

 

W drugiej części drabinki stworzonej przez WBA, są - przynajmniej niektórzy - prawdziwi pięściarze. Jest więc walka rewanżowa Tysona Fury z Władymirem Kliczko, gdzie zwycięzca ma wyjść na ring z triumfatorem pojedynku pomiędzy "mistrzem tymczasowym" (Luis Ortiz) i wziętym z czapki Aleksandrem Ustinovem. Piszę "wziętym z czapki", bo sportowe umiejętności Rosjanina są gdzieś około 30 miejsca na świecie. Może dalej.

 

Plan wygląda dobrze... jeśli się nie zna realiów. Po pierwsze, w najlepszym przypadku, wyłonienie mistrza WBA taką drogą, trwałoby minimum półtora roku. To ten mniejszy problem w sporcie, gdzie planowanie choćby sześć miesięcy do przodu, to sportowe i finansowe science fiction. Drugi problem to pieniądze. Przynajmniej trzech (Fury, Kliczko, Ortiz) pięściarzy z listy Mendozy, po zaliczeniu walk z którymi prezydent miał niewiele wspólnego, będzie mogła wychodzić na ring za nieporównywalnie większe pieniądze... gdzieś indziej. Turniej nie będzie im do niczego potrzebny. Prezydent zabrał się za kategorię wagową, która tak naprawdę pomocy WBA nie potrzebuje. Gilberto Mendoza Jr. o tym wie, więc przynajmniej na razie nie dotyka tematów dla swojej organizacji drażliwych. Jak na przykład nakazanie walki o tytuł Giennadij Gołowkin kontra Daniel Jacobs (nie ma nic bardziej logicznego) czy spojrzenie na własny ranking np. wagi półśredniej. Tutaj numerem1 jest niejaki Dawid Avanesjan, który z tymi, którzy za nim (Amir Khan, Danny Garcia, Shawn Porter, Marcos Maidana czy Errol Spence Jr) przetrwałby w ringu może parę minut.

 

Ale po co się wychylać?