Pan korzysta ze wzorca Barcelony...

 

I jeszcze za to płacę! To był jednak mój wybór. Barcelona ma ogromne doświadczenie. Ich siła rażenia jest niezwykła, poczynając od mediów, przez marketing, aż do istoty tego sportu – do szkolenia. Nic dziwnego, że dziś na świecie 300 milionów ludzi kibicuje Barcelonie. Zastanawiałem się nad kilkoma modelami pracy. Ze strony Barcelony otrzymałem zielone światło. Jednak rokrocznie muszę płacić za licencję 100 tysięcy euro. Też chciałbym wyjaśnić tę kwestię. To nie Barcelona daje mi pieniądze, a to ja płacę Barcelonie. W zamian otrzymuję coś niezwykle cennego – „know how”... Pan, redaktorze z pewnością wie, jak to cenne...Zamiast błądzić, idę właściwą drogą, sprawdzoną.

 

„Know how” to wiedza z danej dziedziny, która pozwala tworzyć...

 

I nam ta wiedza była niezbędna. Ze strony Barcelony przysłany jest dyrektor sportowy – teraz jest nim Enric Davi Parera. Jego pensję – jako jedynego – opłaca Barcelona.

 

Ceryfikacja akademii młodzieżowych? Powinien powstać – i to na gwałt - wspólny projekt PZPN, Ekstraklasy i Ministerstwa Sportu. Te trzy podmioty stać na to, aby przyciągnąć również wielką spółkę skarbu państwa, albo jakiś inny podmiot. Projekt należy zasilić rzeczywistymi środkami, co najmniej 10 milionami złotych. I wprowadzić konkurencję.

 

Przedstawił mi pan jednak nie jednego Hiszpana, a czterech.

 

A tak, na koszt Escoli zatrudniamy jeszcze trzech! Dyrektorem Ecoli Varsovia jest Jose Rico Huerta, trener z licencją UEFA-Pro, który jest profesorem madryckiej szkoły trenerów, wcześniej pracujący dla Getafe i Atletico Madryt. Hiszpanem jest również trener od przygotowania fizycznego, Alex Accensi Farnos. Pracuje z nami również Samuel Garcia... Wie pan po co są Parera i Huerta? Aby szkolili naszych trenerów. Tych od dzieciaków w wieku przedszkolnym, przez tych w wieku szkolnych, aż po tych w naszych reprezentacjach. I ta praca odbywa się dzień w dzień... Tworzę kapitał trenerski, intelektualny. Wie pan ilu łącznie zatrudniam trenerów?

 

Mówił mi pan przez telefon. 52 i... niemal wypadł mi telefon z wrażenia. Myślałem, że kilkunastu...

 

Gdy wymyśliłem projekt akademii, trenerom dzieci w Warszawie płaciło się 1000 złotych, ba, często nawet jeszcze mniej. U mnie płaci się 2800-3000, są to głownie osoby z podwójnym zatrudnieniem (nauczyciele, menedżerowie). Wielu z nich pomagamy, aby znaleźli jeszcze zajęcie – u nas w biurze, czy w gimnazjum i liceum na Lindleya, z którym ściśle współpracujemy. Escola służy przygotowaniu piłkarzy do zawodu. Tak – nasza inicjatywa selekcjonuje piłkarzy do zawodu. Staramy się stworzyć im optymalne warunki do profesjonalnego uprawniania piłki nożnej. Od specjalistycznych zajęć w najlepszych warunkach, od opieki medycznej, po edukację, w której kładziemy nacisk na języki obce. Pracujemy dopiero cztery i pół roku, ale pierwsze efekty już są. Za kilka lat nasi wychowankowie będą grali w drużynach Ekstraklasy. Jestem pewny, że to będzie fala... A wie pan, kiedy będę spełniony? Kiedy usłyszę „Mazurka Dąbrowskiego” i kilku naszych wychowanków będzie stało na murawie i śpiewało hymn w meczu reprezentacji. Wie pan, kiedyś - gdy grano hymn - to łzy same spływamy mi z oczu... Później jakoś się uodporniłem, choć zawsze mocno przeżywam „Mazurka Dąbrowskiego”. Jednak gdy moi chłopcy zaintonują go przed spotkaniem drużyny narodowej, jestem pewny, że znowu wzruszę się na maksa... Wynagrodzi mi to te lata walki, czasami z wiatrakami... Iluż ludzi było nam niechętnych, iluż urzędników, czy ludzi – z tak zwanego – „środowiska piłkarskiego”. Tak się czasami zastanawiam nad stanem tego środowiska...

Zmienia się...

 

Zmienia, ale bardzo powoli...

 

Zbigniew Boniek ożywił PZPN, a taki Bogusław Leśnodorski Ekstraklasę...

 

Co do Bogusia, to zgadzam się – gdy tu u nas gościł, to cmokał z zachwytu. I Legia idzie tym samym torem. Widać, że zależy im na szkoleniu młodych ludzi i wprowadzaniu do pierwszego zespołu. Byle trener pierwszego zespołu Legii nie mówił, że „przedszkolem nie będzie się zajmował”... To może zniechęcać.

 

U nas ćwiczy tysiąc dzieci! Staliśmy się gigantycznym impulsem na rynku. Hasło „Barcelona” podziałało na wyobraźnię – rodziców i dzieci. Kiedyś Legia konkurowała z Polonią, a dziś niech pan prześledzi, jakie emocje towarzyszą naszej rywalizacji z Legią. Tak sobie myślę, kto zmienił pewien „porządek”, konkurencję na Mazowszu? Bez kokieterii mogę powiedzieć – tak, moje projekty, moi ludzie!

 

A PZPN?

 

PZPN musi pomóc w systemie certyfikacji akademii. Słyszałem, że trwają intensywne prace w Ekstraklasie...

 

Dariusz Marzec działa bardzo prężnie i porozumiał się z klubami, aby realizować ambitny projekt w oparciu o belgijską firmę Double Pass...

 

Tylko dlaczego ten projekt ma się ograniczać do klubów Ekstraklasy? Niech uczestniczy w nim dwadzieścia najlepszych akademii w Polsce. Czy założeniem projektu ma być wpłata określonych pieniędzy z praw telewizyjnych i później otrzymanie tej samej kwoty – bez względu na wartość pracy z młodzieżą? Klub – w ramach rozwijania akademii - płaci 300 tysięcy złotych i otrzymuje tyle samo.. Mielenie pieniędzmi.To nic nie zmieni, nie pobudzi do rozwoju. Tak jak system licencyjny nic nie zmienił w tym zakresie, wielu oszukiwało w imię prawa nie mając świadomości, ze głównie oszukują siebie.

 

Z tego co słyszałem rocznie kluby mają wykładać – wspólnie – milion złotych na współpracę z Double Pass. A ile zainwestują w pracę akademii, to już inna sprawa...

 

Błąd! Błąd! I jeszcze raz powtórzę, że błąd! Powinien powstać – i to na gwałt - wspólny projekt PZPN, Ekstraklasy i Ministerstwa Sportu. Te trzy podmioty stać na to, aby przyciągnąć również wielką spółkę skarbu państwa, albo jakiś inny podmiot. Projekt należy zasilić rzeczywistymi środkami, co najmniej 10 milionami złotych. I wprowadzić konkurencję. Akademia pracuje rewelacyjnie? 500 tysięcy złotych rocznie! Pracuje dobrze – 300 tysięcy. A jak źle pracuje, to niech dostaje tylko 100 tysięcy lub zero. Do grona akademii klubów Ekstraklasy warto wprowadzić również inne akademie – aby ożywić konkurencję... To naprawdę musi być wspólna sprawa.. Przyszłość może pokazać, że w niejednym klubie Ekstraklasy będzie więcej moich wychowanków niż z ich własnych akademii. Wychowanie moich piłkarzy nie uszczupla budżetu klubów Ekstraklasy. Chociażby z tego powodu powinniśmy mieć większe preferencje.

 

Główni inwestorzy szkoły, to...

 

Nie mam żadnych tajemnic. To spółka, w której jestem większościowym udziałowcem. Mam 51 procent. Jestem też szefem rady nadzorczej. Pozostałe udziały należą do Witka Millera, z którym współpracuję od dziewięciu lat i obecnie jest prezesem i dyrektorem organizacyjnym. Pozostałe udziały nabyli trzej rodzice piłkarzy – Andrzej Jurczak, Jarosław Jurczak i Jarosław Michalski...Tak jak widać zaletą tej podstawy prawnej jest pozyskanie stałych inwestorów. To kolejna przewaga nad formą prawną stowarzyszenia.