Szymon Rojek: Rafał, za wami pierwszy z dwóch kroków, które musieliście zrobić w drodze do półfinału - krok, jak się wydaje, łatwiejszy. Teraz ten trudniejszy? Zgadzasz się z tym?

Rafał Gliński: Oczywiście, że tak. Też mi się wydaje, że Chorwacja jest dużo trudniejszym przeciwnikiem niż Białoruś. Jeżeli chcemy myśleć o dalszych krokach, czyli o wejściu do półfinału, musimy dać z siebie 200 procent i ten mecz wygrać.

Wreszcie mecz z Białorusią ułożył się tak, jak byście pewnie chcieli: nie było nerwowej końcówki, był czas, żeby weszli zawodnicy, którzy mniej grali a odpoczęli ci najbardziej eksploatowani. Tak to chyba miało wyglądać?

Stworzyliśmy sobie zaliczkę sześciu bramek do przerwy, później jeszcze ją powiększyliśmy. Trener zadecydował, że ci najbardziej eksploatowani zejdą i bardzo dobrze, bo siły gdzieś musimy zachowywać na kolejne mecze, a w meczu z Białorusią nie trzeba było eksploatować liderów. To mogło nam wyjść na plus. Wierzymy, że zregenerujemy się do spotkania z Chorwacją odpowiednio i musimy to wygrać.

Białorusini na początku grali zaskakująco w obronie - wysoką strefą 3-3. Może to dobre przetarcie przed Chorwatami, którzy również potrafią wyjść wysoko w obronie?

Trener przed spotkaniem nas uczulał, że Białorusini mają trzy systemy obronne: 6-0, 5-1 i właśnie 3-3. Nie byliśmy zaskoczeni, wiedzieliśmy, co mamy robić i jak mamy się zachowywać przy tej defensywie.

 

Cała rozmowa z Rafałem Glińskim w załączonym materiale wideo.