Mimo że we Włoszech piłkarze są traktowani niemal jak bogowie, to myślę, że – paradoksalnie – we Florencji masz spokojniejsze życie niż w Dortmundzie, gdzie byłeś uznawany za wielką gwiazdę. Mylę się?

 

Jakub Błaszczykowski: Przede wszystkim nie lubię słowa „gwiazda”. Po prostu mnie drażni.

 

Afera FIFA: Wstrzymano finansowanie konfederacji amerykańskich

 

To jakbyś się określił? Kim byłeś w Dortmundzie?

 

Kibice wiedzieli, że jestem normalny i widzieli, że zostawiałem całe zdrowie i serce na boisku. Słowo „gwiazda” zawsze będzie mnie uwierać, bo nigdy takową się nie czułem. To, że wykonujemy zawód, który pokazują w telewizji, to nie znaczy, żeby mówić o kimś, że jest ponad tymi, którzy wykonują normalną robotę za mniejsze pieniądze. Kibica nie da się oszukać. Widzą, jak ktoś robi coś z pasją i wydaje mi się, że w dużej mierze pozytywnie mnie oceniali i traktowali jak swojego. To na pewno pozostanie w mojej głowie, bo spędziłem przecież w Dortmundzie osiem lat. To super okres w moim życiu. Przechodziłem do Borussii, która nie grała na tak dobrym poziomie i nie była tak wysoko w tabeli, jak teraz. Wszyscy zawodnicy, którzy podpisywali kontrakty z BVB, właśnie w Dortmundzie osiągali swoje pierwsze sukcesy w wielkiej, europejskiej piłce. Kiedy wraca się do tego czasu pamięcią, to człowiek wszystko docenia. W ponad stuletniej historii klubu nie było takich okresów, kiedy drużyna zdobywała tytuł mistrza kraju dwa razy z rzędu. To wielkie chwile, ale… nie myślę teraz o przeszłości. Przyjdzie jeszcze czas, żeby wszystko podsumować.

 

We Florencji faktycznie masz jednak większy spokój?

 

Staram się pewne rzeczy zrozumieć. To, że wykonujemy taki zawód, jest składową tego wszystkiego. Trzeba być cierpliwym. Ludzie podchodzą do piłkarza raczej z sympatii, a nie żeby zrobić mu na złość.

 

Piłkarz może jednak mieć czasem dość kontaktów z kibicami. A Ty jesteś gościem, który nie daje tego po sobie poznać. Trochę Cię obserwuję i widzę, jakie zainteresowanie wzbudzasz w Polsce przy okazji meczów reprezentacji. Podejdziesz do ostatniego kibica, zostaniesz, żeby zrobić zdjęcie.

 

Ja też byłem kiedyś po drugiej stronie i też zawsze czekałem na swoich ulubieńców. Chciałem mieć jak najwięcej autografów i wiem, jaka to jest wielka sprawa dla kibica. Kiedy nie dostaniesz autografu czy zdjęcia, przeżywasz ogromny zawód. Tyczy się to przede wszystkim młodych chłopaków, którzy widzą w tobie kogoś, na kim mogliby się wzorować. I w tym momencie, kiedy obojętnie przejdziesz obok takiej osoby, możesz zabrać jej ten zapał, który w tak młodym wieku jest bardzo ważny. Jesteśmy dla nich wzorami. Taka jest nasza rola i musimy się z niej jak najlepiej wywiązywać. Musimy też „ciągnąć” tych młodych, żeby starali się nam dorównywać, a najlepiej byłoby, żeby nas przeskakiwali.

 

Wróćmy do tematu Florencji. Wielu piłkarzy chwali sobie Toskanię. Słońce, dostęp do dobrego jedzenia, ciekawa kuchnia, która dobrze wpływa na sportowca. Twój trener, Paulo Sousa, jest takim „freakiem”, który praktycznie w klubie mieszka i mało kiedy z niego wychodzi. Ma też bzika na punkcie zdrowego trybu życia.

 

Dla mnie najważniejsze jest to, żeby grać w piłkę. Zawsze to stawiałem na pierwszym miejscu. Nieważne, w jakim mieście grasz. Ważne jest, żeby osiągać sukcesy. I tak do tego podchodzę. Zdrowe jedzenie w dzisiejszych czasach jest praktycznie wszędzie dostępne. Ale nie ma co ukrywać, że tutaj jest naprawdę pyszne. Miasto także jest piękne. Ma swój urok. Ja jednak nie jestem na wakacjach, a w pracy.


Z drugiej strony to może dobre…. Jak sam powiedziałeś: „Kiedy wraca się pamięcią do przeszłości, to człowiek wszystko docenia”.

 

Jest mądre powiedzenie – „Wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma”. Zawsze myślimy o innych miejscach, w których mogłoby być nam lepiej, ale nie doceniamy tego, gdzie jesteśmy. To fajna sprawa, że człowiek od czasu do czasu może nabierać innego doświadczenia. Zmieniać spojrzenia na inne rzeczy. Zaczyna doceniać to, co miał lub to, co w danym momencie zmienił. W życiu piłkarza możesz nabierać wielu doświadczeń, poznawać nowe kultury. No i przede wszystkim nowy sposób grania w piłkę. To sprawia, że stajesz się lepszym.