Grzegorz Jędrzejewski: Za tobą pierwsze spotkanie z klasą WRC2 i już pierwsze, wielkie wyzwanie, bo jednak Monte Carlo to rajd wyjątkowy, tradycyjny, ale niezwykle trudny.  

Hubert Ptaszek: Teraz już świetnie wiem, dlaczego wśród kierowców panuje opinia, że to najtrudniejszy rajd w sezonie. Jestem tego samego zdania. Strasznie ciężko jest zostać na drodze. Mieliśmy założenia, żeby dojechać do mety, a samo to było trudno zrealizować. Nie mówiliśmy o jakimś szaleńczym tempie, podejmowaniu wielkiego ryzyka, tylko po prostu jeździe. I to już jest trudne. Trzeba się bardzo dobrze wstrzelić z oponami, notatkami od szpiegów, to jest dla mnie nowość. Sam świat WRC2 jest dla mnie nowy. Już przed odcinkiem testowym, który jest przed samym rajdem cała czołówka światowa jest z nami razem, bo WRC2 nie jest odseparowane. Ubolewam, że Robertowi układa się tak, jak się układa, w Szwecji nie pojedzie z tego, co wiem. Szkoda, bo mógłbym się nauczyć jeszcze więcej od tak wspaniałego człowieka.

Widać było u ciebie nerwy przed startem w Monte Carlo. Mówiliśmy, że wybór opon był kluczowy. Jak to wyglądało w twoim przypadku? Jak wyglądała praca ze szpiegami?

Nie działało to perfekcyjnie, bo to była nowość dla nas. Wiadomo, że można coś podpatrzeć u innej załogi, jak oni to robią, ale nie jest powiedziane, że u nas czyjaś metoda zadziała, bo każdy człowiek jest inny. Były drobne niedociągnięcia. To nie jest tak, że wsiadasz, jedziesz i wszystko gra. Jeszcze dużo pracy przed nami. Mi ten rajd pokazał, że jest jeszcze wiele pracy przede mną. Jeszcze dużo nam brakuje, żebym był z przodu stawki. Świetnie zdaję sobie z tego sprawę. Czytałem opinie, że jedziemy bardzo słabo. Plan był taki: dojechać. Podejmowanie ryzyka podczas pierwszego startu w Monte Carlo to jest głupota.

 

Cała rozmowa z Hubertem Ptaszkiem w załączonym materiale wideo.