Enzo Francescoli: Jak Książę pogrążył Polaków

Piłka nożna
Enzo Francescoli: Jak Książę pogrążył Polaków
fot. PAP

Nosił pseudonim Książę ze względu na elegancję w grze i bajeczną technikę. Był idolem Zinedine Zidana. Enzo Francescoli - piłkarz, który trzydzieści lat temu zdobył prawdopodobnie najpiękniejszą bramkę, jaką kiedykolwiek straciła reprezentacja Polski.

W lutym 1986 roku reprezentacja Polski przygotowująca się do startu w mistrzostwach świata w Meksyku udała się na tournée po Argentynie i Urugwaju. Biało-czerwoni mieli rozegrać trzy spotkania z argentyńskimi klubami i - na koniec - mecz z reprezentacją Urugwaju. Wyprawa rozpoczęła się od zwycięstwa 1:0 nad Boca Juniors (gol Dariusza Dziekanowskiego).  W  drugim spotkaniu podopieczni Antoniego Piechniczka mieli zmierzyć się z najlepszą wówczas drużyną Argentyny - River Plate. Ten mecz, choć w Polsce niemal już zapomniany, w Ameryce Południowej obrósł legendą.

 

Największa gwiazda River Plate

 

Reprezentacja Polski, wówczas trzecia drużyna świata, poleciała za Ocean bez dwóch czołowych gwiazd, grających wówczas w zagranicznych klubach: Zbigniewa Bońka (AS Roma) i Józefa Młynarczyka (FC Porto); w spotkaniu z River Plate nie wystąpił również Włodzimierz Smolarek, który doznał drobnego urazu podczas rozgrzewki.

 

Skład ekipy z Buenos Aires naszpikowany był reprezentantami Argentyny.  Największą gwiazdą był jednak 24. letni wówczas urugwajski napastnik Enzo Francescoli, już wówczas jeden z czołowych graczy kontynentu. Miał na koncie triumf w Copa America z reprezentacją Urugwaju oraz tytuł najlepszego piłkarza Ameryki Południowej w roku 1984. Ze względu na niezwykłą elegancję prezentowaną na boisku otrzymał pseudonim Książę.

 

Enzo Francescoli na kartach PANINI na przestrzeni swej kariery: reprezentacja Urugwaju (MŚ 1986) - Matra Racing Paryż (1987) - Olympique Marsylia (1989) - reprezentacja Urugwaju (MŚ 1990) - Cagliari (1992).

 

Urugwajczyk był piłkarzem kompletnym, znakomicie wyszkolonym technicznie, przy tym bardzo wszechstronnym. Świetny drybler sprawdzał się zarówno w szarżach na pole karne rywali, jak i w sytuacjach podbramkowych (wywalczył tytuł króla strzelców ligi argentyńskiej). Znakomicie prezentował  się również w linii pomocy. Potrafił rozegrać piłkę, wziąć na siebie odpowiedzialność w krytycznych momentach. Miał w tamtym okresie decydujący wpływ na grę zarówno River Plate, jak i reprezentacji Urugwaju, a wszystkie przypisywane mu zalety potwierdził w konfrontacji z Polską.

 

Dreszczowiec w Mar del Plata

 

Polacy zmierzyli się z River Plate na Estadio General San Martin w Mar del Plata 8 lutego 1986 roku. Pierwsza połowa meczu nie zapowiadała wielkich emocji, wynik otworzył gol Norberto Alonso po strzale z 30. metrów, przy którym błąd popełnił bramkarz biało-czerwonych Jacek Kazimierski. Prawdziwa kanonada rozpoczęła się dopiero po przerwie.

 

Kilka minut po wznowieniu gry Polacy wykonywali rzut wolny z okolicy 18. metra. Dariusz Dziekanowski ładnie przymierzył, piłka poszybowała obok muru i odbijając się od słupka wpadła do bramki rywali. Na odpowiedź trzeba było czekać ledwie kilka minut. Efektową akcję, w której gracze River Plate rozklepali polską obronę, zwieńczył równie efektownym trafieniem Enzo Francescoli.

 

Trzy minuty później znów był remis. Strzał Jana Urbana ręką z linii bramkowej wybił Oscar Ruggeri, a karnego na bramkę zamienił Dariusz Dziekanowski. Polacy przejęli inicjatywę. Roman Wójcicki po podaniu Andrzeja Zgutczyńskiego wpakował piłkę do pustej bramki, dając biało-czerwonym prowadzenie, a w 72. minucie było już 2:4. Nery Pumpido, interweniując w sytuacji sam na sam z Krzysztofem Baranem, wybił piłkę przed pole karne, tam dopadł do niej Andrzej Buncol i ładnym lobem umieścił w siatce.

 

Wydawało się, że przy takim wyniku biało-czerwoni dowiozą przewagę do końca, ale swoją rolę w tym spektaklu zaczął grać miejscowy arbiter Abel Gnecco. Na kwadrans przed końcem Kazimierz Przybyś ostro starł się z Enzo Francescolim. Urugwajczyk na ten faul zareagował bardzo impulsywnie - uderzył Polaka w twarz, ale to Przybyś obejrzał czerwony kartonik i powędrował do szatni. Minutę później dwóch kolejnych aktorów zakończyło udział w tym widowisku: sędzia przerwał kłótnię Andrzeja Zgutczyńskiego z Jorge Borellim wyrzucając obu panów z boiska.

 

Więcej miejsca na placu pomogło Argentyńczykom, którzy w końcówce złapali drugi oddech. Ich odrodzenie zaczęło się od niewykorzystanej sytuacji Jana Urbana, gospodarze przejęli piłkę, ruszyli z szybką kontrą, która zakończyła się kolejną bramką Enzo Francescoliego. Na bramkę Polaków sunął teraz atak za atakiem. Na dwie minuty przed końcem, po strzale głową Ramóna Centurióna był remis 4:4. Minęła 90. minuta meczu, ale sędzia zwlekał z końcowym gwizdkiem... Gospodarze mieli jeszcze rzut wolny.

 

Nożyce idealne

 

Piłkę na pole karne z prawej strony wrzucał Norberto Alonso, Oscar Ruggeri dograł ją głową do stojącego na dziesiątym metrze, tyłem do bramki, Urugwajczyka. Enzo Francescoli z książęcą gracją przyjął piłkę na tors i popisał fenomenalną przewrotką... Tak uderzona futbolówka poszybowała wprost do polskiej bramki. Zresztą, zobaczcie sami:

 

 

Ten strzał, zdaniem wielu ekspertów i kibiców był idealną demonstracją strzału z przewrotki, nożyc, zwanych w Ameryce Południowej "chilena". Polscy obrońcy, którzy obserwowali to zagranie i nie zdołali przeszkodzić Księciu w wykonaniu cyrkowej sztuczki, mieli po meczu mieszane uczucia. Gorycz porażki łączyła się z nieskrywanym podziwem dla rywala i jego znakomitego zagrania.

 

(1986.02.08 - Mar del Plata) River Plate - Polska 5:4 (1:0)

 

RIVER PLATE: Nery Pumpido - Jorge Gordillo (85. Jorge Villazán), Jorge Borelli, Oscar Ruggeri, Alejandro Montenegro - Héctor Enrique, Américo Gallego, Norberto Alonso - Luis Amuchástegui (89. Carlos Karabín), Enzo Francescoli, Roque Alfaro (77. Ramón Centurión). Trener: Héctor Veira.
POLSKA: Jacek Kazimierski (46. Józef Wandzik) - Krzysztof Pawlak, Roman Wójcicki, Waldemar Matysik, Kazimierz Przybyś - Andrzej Buncol, Jan Urban, Ryszard Tarasiewicz, Dariusz Dziekanowski (86. Waldemar Waleszczyk) - Mirosław Okoński (46. Andrzej Zgutczyński), Krzysztof Baran. Trener: Antoni Piechniczek.

 

Bramki: 1:0 Norberto Alonso (37.), 1:1 Dariusz Dziekanowski (48.- wolny), 2:1 Enzo Francescoli (52.), 2:2 Dariusz Dziekanowski (55. - karny), 2:3 Roman Wójcicki (67.), 2:4 Andrzej Buncol (72.), 3:4 Enzo Francescoli (83.), 4:4 Ramón Centurión (88.), 5:4 Enzo Francescoli (90).

 

Czerwone kartki: Jorge Borelli (77.) - Kazimierz Przybyś (76.), Andrzej Zgutczyński (77.). Sędzia: Abel Gnecco. Widzów: 30000.

 

Polacy w kolejnych meczach południowoamerykańskiego tournée pokonali Racing Club 1:0 (gol Mirosława Okońskiego) i zremisowali 2:2 w oficjalnym meczu z reprezentacją Urugwaju w Montevideo (2 gole Krzysztofa Barana). Gospodarze wystąpili bez Enzo Francescolego w składzie.

 

Złoty rok River

 

Wygrana ekipy z Buenos Aires w dramatycznych okolicznościach, przepiękny gol wieńczący to wypełnione znakomitymi akcjami i porywającą grą spotkanie - to wszystko sprawia, że ta zupełnie już niemal zapomniana w Polsce konfrontacja, w Ameryce Południowej otoczona jest legendą. "Najlepszy mecz dekady", "Hymn na cześć futbolu" - pisała o tej konfrontacji  miejscowa prasa, a nawet dziś, wiele lat po tym wydarzeniu spotkanie budzi wiele emocji i uznawane jest za jedno z najlepszych w historii River Plate.

 

Wielu uczestników tego widowiska kilka miesięcy później miało okazję zaprezentować swe umiejętności podczas finałów mistrzostw świata w Meksyku. Polacy wypadli na nich przeciętnie, po awansie z grupy, w drugiej fazie trafili od razu na Brazylię, z którą przegrali 0:4. Na tym samym etapie turniej zakończyła również reprezentacja Urugwaju z Enzo Francescolim w składzie. Książę na meksykańskich boiskach nie prezentował już tak bajecznych popisów, jedyną bramkę zdobył z rzutu karnego w przegranym 1:6 grupowym starciu z Danią. Marzenia o ćwierćfinale zamknęła ekipie La Celeste reprezentacja Argentyny, a w pojedynku dwóch południowoamerykańskich gwiazd Książę musiał uznać tym razem wyższość Diego Maradony.

 

Reprezentacja Argentyny, w składzie której wystąpiło trzech piłkarzy River: bramkarz Nery Pumpido, obrońca Oscar Ruggeri oraz pomocnik Héctor Enrique wygrała cały turniej, zgarniając drugi w historii tej drużyny złoty medal mistrzostw świata.

 

To był w ogóle wyjątkowy rok nie tylko dla argentyńskiej reprezentacji, ale również dla River Plate. Klub z Buenos Aires był nie tylko najlepszy w kraju, w październiku został najlepszą drużyną kontynentu - po raz pierwszy w swej historii wygrywając Copa Libertadores, a w grudniu najlepszą drużyną świata, sięgając w Tokio po Puchar Interkontynentalny.

 

Książę - idol Zizou

 

Te dwa ostatnie trofea piłkarze River Plate wywalczyli już bez Enzo Francescoliego w składzie. Książę, skuszony intratną gażą, powędrował do Paryża, gdzie przez trzy lata bronił barw drużyny Matra Racing. To był błąd, próba stworzenia piłkarskiej potęgi w stolicy Francji zakończyła się niepowodzeniem. Urugwajczyk w 1989 roku na jeden sezon trafił do Olympique Marsylia i z  tym klubem mógł wreszcie walczyć o najwyższe cele:  zdobył mistrzostwo Francji i dotarł do półfinału Pucharu Europy. Kolejne lata spędził we Włoszech - w Cagliari i Torino, ale wielkiej kariery w Europie nie zrobił.  Szkoda, że w szczytowym momencie swej kariery nie trafił do któregoś z czołowych europejskich klubów, choć zainteresowanie jego osobą wykazywały chociażby AC Milan, czy Real Madryt.

 

Nie pokazał pełni swych możliwości również w finałach mistrzostw świata. W 1990 roku we Włoszech, podobnie jak cztery lata wcześniej w Meksyku, Urusi pożegnali się z turniejem w 1/8 finału. Z reprezentacją sięgnął za to aż trzykrotnie po mistrzostwo kontynentu. Po raz pierwszy - jeszcze w 1983 roku, będąc objawieniem finałowych spotkań z Brazylią. W 1987 roku poprowadził Urugwaj do obrony tytułu, choć w meczu o złoto z reprezentacją Chile znów dał znać o sobie jego impulsywny temperament. Po faulu  Chilijczyka na Antonio Alzamendim postanowił sam wymierzyć sprawiedliwość obrońcy rywali, za co wyleciał z boiska.

 

Trzeci triumf miał miejsce w roku 1995 podczas turnieju w Urugwaju. To był znów dobry okres w karierze Księcia, który w 1994 roku wrócił na stare śmieci - do River Plate. Ten pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę: Enzo Francescoli znów czarował, sięgając ze swą drużyną w 1996 roku po Copa Libertadores. Rok później zakończył piłkarską karierę.

 

Po latach urugwajski gwiazdor  dowiedział się, że grając we Francji był inspiracją dla Zinédine Zidana. Późniejszy gwiazdor światowej piłki swemu urodzonemu w 1995 roku synowi nadał, na cześć idola, imię Enzo.

 

Enzo Francescoli i Zinédine Zidane (2008). / fot. PAP

 

Obaj piłkarze mieli okazję spotkać się na boisku. W finale Pucharu Interkontynentalnego w 1996 roku startujący do wielkiej kariery Zizou okazał się lepszy od swego mistrza, kończącego już wówczas przygodę z piłką. Juventus Turyn z Francuzem w składzie pokonał wówczas River Plate 1:0. "Jeżeli jesteś na tym samym boisku z piłkarzem, którego podziwiałeś całe swoje życie, zdajesz sobie sprawę, że dokonałeś czegoś wielkiego. Jesteś kimś" - mówił później Zidane.

 

***

 

W lipcu 2012 roku ponad pięćdziesięcioletni już Enzo Francescoli, wziął udział w meczu przyjaciół Ariela Ortegi i przyćmił wszystkich aktorów widowiska piękną bramką zdobytą... przewrotką.

 

Robert Murawski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze