Zgodnie z obowiązującym w tym sezonie systemem o mistrzostwo zagrają tylko dwie najlepsze drużyny. Po 16 kolejkach pewnie prowadzi Zaksa Kędzierzyn-Koźle z 44 punktami, druga jest Skra - 37, a trzecia broniąca tytułu Resovia - 34.

 

Na razie jeszcze zupełnie nic nie jest przesądzone. To są trzy punkty różnicy, przed nami jeszcze dużo spotkań. Gdybyśmy w środę przegrali z bełchatowianami 0:3, to może by to już decydowało o końcowej kolejności - zastrzegł Drzyzga.

Falasca trenerem reprezentacji Czech!

 

W pamięci rzeszowian na długo pozostanie drugi set środowego pojedynku. Prowadzili w nim 20:14, by przegrać 29:31.

 

- Mogliśmy - nie wiem, czy wygrać to spotkanie, ale na pewno prowadzić 2:1. Masa zepsutych zagrywek była przyczyną tej porażki. Przegraliśmy końcówki. Mając przewagę, powinniśmy zablokować, obronić, a my podawaliśmy rywalom rękę. Gdy z kolei oni mieli nie najmocniejszą zagrywkę, to my tego nie wykorzystaliśmy - wyliczał 26-letni rozgrywający.

 

W minioną sobotę zespoły te zmierzyły się w półfinale Pucharu Polski. Skra wygrała wówczas 3:1, a dzień później sięgnęła po trofeum.

 

- Taktyka na oba te spotkania była dobra, ale jest jeszcze kwestia realizacji założeń. Jak będziemy psuć tyle zagrywek co w środę, to z każdym przeciwnikiem będziemy mieć problem - ocenił Drzyzga.

 

Jego zdaniem sobotnia porażka nie została w pamięci jego i klubowych kolegów. - Przeciwnicy wtedy zagrali znacznie lepiej, a my naprawdę średnio. W środę to my prowadziliśmy grę i nie wykorzystaliśmy własnych szans. Trzeba było utrzymać przewagę do końca - zaznaczył.

 

O tym, że rzeszowianie nie byli wciąż myślami przy półfinale krajowego pucharu, zapewnił także Thomas Jaeschke.

 

- Tamto spotkanie nie miało teraz znaczenia. Kluczem było fatalne przyjęcie i mnóstwo błędów. Trzeba na pewno zwrócić uwagę na pewien mentalny aspekt, bo w drugim secie prowadziliśmy wyraźnie, a pozwoliliśmy rywalom wrócić do gry - przypomniał w rozmowie z PAP amerykański przyjmujący.

 

Kibice Resovii z niepokojem obserwują ostatnie poczynania swoich ulubieńców. Nie brakuje też głosów, że atmosfera w zespole nie jest najlepsza.

 

- Nie mogę w tym względzie się do niczego przyczepić. Uwielbiam chłopaków i grę z nimi. Nie mogę na nikogo powiedzieć złego słowa - podkreślił Jaeschke.

 

Drzyzga zanegował także twierdzenie, że w pierwszej części środowego meczu u niektórych zawodników brakowało sportowej złości i waleczności.

 

Jeśli ktoś mi powie, że nie walczyliśmy, to ...chyba wynik na tablicy pokazuje co innego. Gdybyśmy nie walczyli, to dostalibyśmy szybkie 0:3 i tyle - skwitował.