Sebastian Staszewski: Niedawno wrócił Pan ze zgrupowania sędziów na Cyprze. Słyszałem, że forma dopisuje!

 

Szymon Marciniak: Nie wypadało nie pokazać się z dobrej strony. To były testy zaliczeniowe, ale moja filozofia jest taka, że lepiej być w pierwszej „trójce” niż w tej dolnej. Jesteśmy przygotowani do sezonu. Dodatkowo fajnie było spędzić pięć dni w temperaturze plus 20°C.

 

Polka z PSG: Wciąż czekam na spacer po Paryżu ze Zlatanem

 

Przygotowania do mistrzostw Europy idą pełną parą?

 

Za nami są już trzy obozy. Przygotowujemy się do turnieju podobnie, jak piłkarze. Wszystkich to dziwi, ale nie zmieniliśmy nic, jeśli chodzi o sposób treningu. Znamy swoje organizmy, wiemy, czego potrzebujemy. Rok temu sędziowałem aż 64 mecze, więc nie sądzę, że teraz ten rekord pobiję – nawet jeśli we Francji pracowałbym przy kilku spotkaniach.

 

Przed Euro wiele może Pan ugrać sędziując dobrze w europejskich pucharach?

 

Tak, ale znam też ciemną stronę i wiem, że wiele można stracić. Nie ma to znaczenia, czy będziemy pracować przy Lidze Mistrzów czy Lidze Europy, bo sędziując dobrze takie spotkania okazuje się, że nie ma meczu na świecie, który byłby dla nas zbyt trudny. Nogi mamy jednak na ziemi. Jest pokora.

 

Rok 2008, Austria, ostatnia minuta meczu reprezentacji Polski z gospodarzami Euro. Zagwizdałby Pan faul, który zauważył Howard Webb?

 

Pomidor! Po pierwsze Howard to mój serdeczny przyjaciel, a po drugie przepisy i zalecenia zmieniają się bardzo szybko…

 

Pytam o tą sytuację, bo już po meczu pojawiło się kilka interpretacji faulu Mariusza Lewandowskiego. Może powinien Pan spotkać się z reprezentantami i wytłumaczyć im, jakie zmiany w sędziowaniu zaszły w ostatnich latach?

 

Mogę zapewnić, że będzie specjalna komórka z UEFA, która będzie prowadzić szkolenia. Zdradzę w ramach ciekawostki, że w 2008 również byli ludzie, którzy szkolili, ale reprezentacja Polski na to spotkanie nie miała czasu. W tym roku w razie pytań służę pomocą. Poza tym fajnie, że takie szkolenia są już w Ekstraklasie. Z piłkarzami mamy spotykać się dwa razy w roku.

 

Powiedział Pan, że ubiegłym roku sędziował Pan 64 mecze. Często od ilości ważniejsza jest jednak jakość. Czymś wyjątkowym byłoby sędziowanie finału Euro 2016!

 

Bardzo realnie mówię, że jest to niemożliwe. I to nie dlatego, że nie jestem przygotowany, ale tam potrzeba kogoś bardzo doświadczonego. A ja jestem przecież najmłodszym sędzią w elicie. Marzę o meczu otwarcia. To moje ciche marzenie, o którym głośno mówię po raz pierwszy.

 

Całą rozmowę z Szymonem Marciniakiem zobacz w materiale wideo.