Ukraiński gigant powalczy w Legionowie. "Nie chcę kończyć kariery"

Sporty walki
Ukraiński gigant powalczy w Legionowie. "Nie chcę kończyć kariery"
fot. PAP

W 2013 roku Ukrainiec Sierhij Werwejko wygrał turniej im. Stamma i pojawił się pomysł jego występu dla Polski na igrzyskach w Rio. "Nic z tego nie wyszło, ale cieszę się, że wracam do boksu, bo nie chcę kończyć kariery" – mówi prawie dwumetrowy pięściarz.

Zawodową karierę bokser grupy Fight Events rozpocznie 20 lutego na gali "Power Punch" w Legionowie. Jego rywalem będzie Patryk Kowoll, który w ubiegłym roku poniósł porażkę m.in. z byłym mistrzem Europy Ołeksandrem Dimitrienką.

"Wierzę, że Sierhij nie powiedział ostatniego słowa i po odpowiednich przygotowaniach będzie wygrywał z polską czołówką wagi ciężkiej" – mówi promotor Werwejki Marcin Piwek, a trener Dariusz Mróz dodał: "Pomogę mu w pierwszych walkach, to dobry chłopak, aczkolwiek ma sporo zaległości i niedociągnięć. Jeśli chodzi o debiut, pytanie brzmi: w jakim stylu wygra z Kowollem, bo o zwycięstwo jestem spokojny".

Pindera: Nocna wojna w Buenos Aires

Mierzący 197 cm i ważący 106-107 kg Werwejko dał się poznać polskim kibicom podczas turnieju im. Feliksa Stamma przed trzema laty. Wygrał rywalizację w kategorii superciężkiej, pokonując w finale Anglika Frazera Clarke’a. Pojawił się pomysł przyznania Ukraińcowi polskiego obywatelstwa, aby mógł powalczyć o igrzyska w 2016 roku.

"Najpierw trafiłem do drużyny Rafako Hussars Poland, w której barwach stoczyłem trzy pojedynki w lidze World Series of Boxing. Dwa z nich wygrałem, a jeden przegrałem, z Kubańczykiem Yoandi Toiracem, byłym młodzieżowym mistrzem świata. Później występowałem w specjalnym projekcie międzynarodowej federacji (AIBA) pod nazwą APB – AIBA Pro Boxing. Niestety, ani jeden z trzech pojedynków nie zakończył się moim zwycięstwem" – twierdzi Werwejko.

Niemal cały rok 2015 spędził w Ługańsku, gdzie mieszka na stałe z żoną i córką. Trenował sam, ale cały czas liczył, że jeszcze dostanie szansę pokazania swych bokserskich umiejętności.

"Nie miałem trenera, dlatego robiłem tyle, aby podtrzymywać kondycję, czyli ćwiczyłem w małej siłowni i biegałem. Ucieszyłem się, kiedy zadzwonił Marcin Piwek, bo to oznacza, że są osoby, które we mnie wierzą, a ja jestem przekonany, że stać mnie na dobre walki. Ale muszę być w stałym treningu, a nie ciągle być w rozjazdach. Otrzymanie polskiej wizy w Charkowie wcale nie jest takie łatwo i trochę czasu zabiera. Optymalnie byłoby, abym zamieszkał z rodziną w Polsce. Kariery bokserskiej nie chcę kończyć" – dodał.

Kilka miesięcy temu Werwejko pomagał w przygotowaniach Tomaszowi Adamkowi, dawnemu czempionowi wagi półciężkiej i junior ciężkiej, który od kilku lat występuje w kategorii ciężkiej. Teraz Ukrainiec ma sparować m.in. z Albertem Sosnowskim, byłym pretendentem do tytułu mistrza świata WBC.

"Sporo czasu straciłem, tego się nie cofnie, ale nie zapomniałem jak się boksuje. Chcę pokazać, że warto na mnie stawiać" – podkreślił pięściarz, który trenuje w Warszawie w Legia Fight Club z Mrozem i Żoliborskiej Szkole Boksu z Jackiem Dymowskim.

W głównej walce w Arenie Legionowo Krzysztof Zimnoch, współpromowany przez Babilon Promotion i Sferis KnockOut Promotions, spotka się z Amerykaninem Mikem Mollo, który raz przegrał z Andrzejem Gołotą i dwukrotnie z Arturem Szpilką, ale łącznie trzy razy miał go na "deskach".

psl, PAP

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze