Gdy drużyna przegra trzy pierwsze walki w takim meczu, to nie może już marzyć o końcowym zwycięstwie. W World Series of Boxing każdy mecz składa się bowiem z pięciu, pięciorundowych pojedynków. Liderzy Husarii, Tomasz Jabłoński oraz Igor Jakubowski zrobili co do nich należało, wygrali pewnie, ale pozostali nie sprostali zadaniu.

 

WSB: Zwycięstwa Jabłońskiego i Jakubowskiego nie pomogły. Kolejna porażka Husarii

 

Jabłoński, jak na razie jedyny polski pięściarz, który ma zapewniony start na igrzyskach w Rio de Janeiro, zmierzył się w wadze średniej (75 kg) z kilka laty młodszym Joaquinem Linguą i pokonał go jednogłośnie, nawet przez moment nie będąc zagrożonym. Z Tomkiem rozmawiałem przed walką, trochę się jej obawiał, bo nie wiedział, jak będzie się prezentował po długiej przerwie, ale już w ringu większych problemów nie miał. Mimo to szczerze stwierdził, że nie jest do końca z siebie zadowolony. No, ale jeśli ktoś mierzy w olimpijski medal, a ten cel stawia sobie w Rio Jabłoński, to takie słowa nie dziwią. Mnie się w tej walce Tomek podobał, a na olimpijską formę przyjdzie czas.

 

Nieco niższą ocenę można wystawić Jakubowskiemu (91 kg), który na początku męczył się z mistrzem Patagonii Dario Alcaplanem, ale z takimi jak Argentyńczyk (175 cm wzrostu i wszechobecny chaos w walce) trudno zaprezentować się z dobrej strony. Jakubowski wraca do boksu po operacji oka i dość długiej przerwie, więc najważniejsze, że wygrał. Do chwili dyskwalifikacji rywala prowadził bardzo wysoko na punkty.

Na zwycięstwa dwóch naszych wicemistrzów Europy mogliśmy liczyć w ciemno, tym bardziej, że ich rywalami byli przeciętni pięściarze. Najważniejsze, że Jabłoński z Jakubowskim nie zawiedli, ale do pełni szczęścia zabrakło trzeciej wygranej. Ci, którzy pamiętali zwycięstwo Dawida Jagodzińskiego (49 kg) z Juniorem Zarate w styczniu ubiegłego roku we Włocławku mieli zapewne cichą nadzieję, że tak będzie i teraz, ale Argentyńczyk nikomu nie pozostawił złudzeń, kto jest lepszy.

 

Swoją wyższość dość wyraźnie pokazał też 20-letni Elias Gonzalez (56 kg) w starciu z naszym debiutantem, o rok młodszym Adrianem Kowalem. Pięściarz z Lublina zapowiadał wprawdzie twardy bój i wygraną, ale w ringu warunki dyktował silniejszy Gonzalez. Kowal bił się ambitnie do końca, ale miał w pięściach za mało argumentów. Po prostu zabrakło umiejętności.

 

Tak więc, gdy do trzeciej walki w tym meczu wychodził Mateusz Kostecki, kolejny debiutant w drużynie Rafako Hussars Poland, było już jasne, że jeśli przegra z Ronanem Sanchezem,  to Argentyńczycy odniosą drugie zwycięstwo w tegorocznej edycji WSB.

Trudno powiedzieć jak wyglądałby ten pojedynek, gdyby sędziowie dwie pierwsze rundy punktowali korzystniej dla Kosteckiego. Tym bardziej, że walka była równa, a doświadczony Sanchez sprawiał wrażenie nieco zaskoczonego odwrotną pozycją Polaka. Niestety sprawdziło się stare porzekadło, że ściany pomagają gospodarzom. Do tego sędzia ringowy, Kubańczyk Jose del Puerto wyraźnie sprzyjał Sanchezowi dając naszemu pięściarzowi dwa ostrzeżenia. Po tym drugim, w czwartym starciu było już jasne, że tylko nokaut może dać wygraną Kosteckiemu. – Próbowałem mu urwać głowę, jednym kończącym uderzeniem, ale nie wyszło – tłumaczył się bokser WKS Desant  Kraków. I trzeba przyznać, że swojej szansy szukał do końcowego gongu.

 

Kolejna porażka Husarii, i znów 2:3, na pewno boli, bo widoków na wyjście z grupy nie ma już chyba żadnych. Za dwa tygodnie kolejne spotkanie daleko od domu, tym razem w Wenezueli. Casiques, to mocny zespół, tam o wygraną też będzie ciężko.

 

W załączonych materiałach wideo podsumowanie występu Rafako Hussars Poland oraz skróty walk Tomasza Jabłońskiego i Igora Jakubowskiego.