- Pamiętajmy, że to była walka wagi ciężkiej, pierwsza runda, nie brakowało więc adrenaliny i emocji, a obydwaj zawodnicy – a zwłaszcza Mollo – przystąpili do pojedynku z dużym animuszem. Dlatego nie uważam, że cios Amerykanina po komendzie „break” nie był z premedytacją. To było w ferworze walki – powiedział w magazynie Puncher sędzia Leszek Jankowiak.

 

Odniósł się także do zarzutu Krzysztofa Zimnocha, który zauważył, iż arbiter złapał go za rękę uniemożliwiając obronę przed uderzeniem rywala. – Ciężko mi z tym dyskutować. Na powtórkach widać kontakt, ale czy był on na tyle wyraźny, że uniemożliwiał ruch ręki, to nie mnie oceniać. Dowiedziałem się, że w dniu dzisiejszym Zimnoch złożył oświadczenie, że przez to nie mógł się zasłonić i przyjmuję to iż w jego opinii tak było - stwierdził.

 

Do całej sprawy odniósł się także sam Zimnoch. – Wszystko było w ferworze walki, nie mam nic do sędziego, ale jednak arbiter ściągnął moją rękę nie starając się powstrzymać ataków Mollo. Wiadomo, że ja nie lubię faulować, zawsze staram się być w ringu sportowcem. A Mollo znany jest z tego, że lubi faulować, lubi uderzyć po komendzie „stop”. Sędzia mógł zareagować inaczej. Szczególnie, że dostałem cios, który mnie naruszył. Od tego ciosu nie pamiętam niemal niczego – tłumaczył polski pięściarz.

 

Na koniec Zimnoch zadeklarował: - Nic wielkiego mi się nie stało. Chcę po prostu rewanżu. I tyle. Jedziemy dalej!

 

Rozmowy z sędzią Leszkiem Jankowiakiem i Krzysztofem Zimnochem zobacz w materiale wideo.

 

W załączonym materiale wideo również walka Mike Mollo - Krzysztof Zimnoch.