Boniek vs Opozycja, czyli Warszawska Bitwa Na Głosy

Piłka nożna

W poniedziałkowe popołudnie opozycja powiedziała „nie” prezesowi PZPN Zbigniewowi Bońkowi i jego idei zmiany statutu związku. Na sali obrad obserwowaliśmy sceny niczym z najlepszych seriali politycznych. Nie zabrakło ostrych ataków personalnych, emocji, a przede wszystkim nerwów.

Już na kilka dni przed Nadzwyczajnym Walnym Zgromadzeniem PZPN, które odbyło się w poniedziałek w stołecznym hotelu Sofitel Victoria, nie było wątpliwości, iż na sali obrad dojdzie do Wojny Na Głosy. Co miało być kością niezgody? Według zaprezentowanego projektu statutu kluby, które miałyby zagrać w powiększonej do osiemnastu zespołów Ekstraklasie (a statut dopuszczał możliwość powiększenia ligi), miałyby do dyspozycji 32 mandaty. Czyli tyle, ile dziś należy do… szesnastu zespołów. – Mamy pretensje o sposób w jaki były prowadzone konsultacje. Jesteśmy gotowi na starcie - usłyszeliśmy tuż przed rozpoczęciem obrad od jednego z delegatów.

Zjazd rozpoczął się jednak na bogato. I to dosłownie. Ze zmodyfikowanego preliminarza finansowego na rok 2016 dowiedzieliśmy się m.in., że budżet PZPN zaplanowano na kwotę 151 milionów złotych. Ujawniono także, że wydatki związku związane ze startem reprezentacji Polski na mistrzostwach Europy we Francji (a więc m.in. koszt przygotowań, organizacji meczów towarzyskich, wyjazdu, pobytu we Francji i podróży etc.) oszacowano na 17,5 mln zł. Sala czekała jednak na prawdziwe emocje. I dostała je bardzo szybko.

Wandzel atakuje Bońka
 
Gorąco zrobiło się po wystąpieniu szefa Rady Nadzorczej Ekstraklasy i współwłaściciela Legii Warszawa Macieja Wandzla, który – jak oznajmił – przemawiał w imieniu niemal wszystkich klubów z najwyższej klasy rozgrywkowej. Wandzel wyjaśnił więc, że nad analizą projektu statutu pracowali wynajęci prawnicy, którzy poddali wątpliwości treść dokumentu. – Jeśli projekt zostanie przyjęty prorokuję, że odrzuci go Ministerstwo Sportu – stwierdził ku zaskoczeniu większości delegatów i kontynuował: - Jesteśmy zniesmaczeni sposobem w jaki ten projekt był z nami konsultowany. Dokumenty otrzymaliśmy 22 grudnia, czyli dwa dni przed Wigilią. Czas na składanie naszych propozycji mieliśmy tylko do 12 stycznia. Mimo to udało się przesłać nasze wątpliwości. 80 proc. zostało odrzucone – powiedział.

Jak dowiedzieliśmy się później dwanaście klubów Ekstraklasy i trzy 1 ligi wysłały do PZPN pisma o identycznej treści, nawołujące do zmiany projektu. Doszło też do jednego spotkania na linii opozycja – PZPN, z którego jednak – jak się okazało – wyniknęło niewiele. – Zwracam się do prezesa Bońka, aby biorąc pod uwagę ten niedemokratyczny sposób konsultowania projektu, odwołać głosowanie – zaapelował Wandzel, którego chwilę później wsparł były sekretarz PZPN, a obecnie przedstawiciel Piasta Gliwice, Zdzisław Kręcina. – Tego statutu nie wolno zmieniać. Trzeba go napisać od nowa – grzmiał.

Kręcina wskazał także na analizę profesora prawa Huberta Izdebskiego, która była „druzgocąca”. Na błędy techniczne wskazał też Zbigniew Lach, który żartował: - Nie wiem, jaki wydział prawa skończył ten, kto to pisał, albo jaki uniwersytet… Ja sam skończyłem Uniwersytet Jagielloński!

Zbieżność nazwisk

Po Lachu wystąpił Witold Dawidowski, którego przemówienie było jednym z nielicznych momentów, gdy śmiała się cała sala. Prezes Podlaskiego ZPN zwrócił się do Lacha per „Zbyszku”, co prezes Boniek odebrał personalnie.

- Do kogo mówisz? – zapytał.  

- Do Zbyszka.

- Ale do którego?

- Do Lacha! Panie prezesie, do pana bym się tak nie odważył na Walnym.

 

Sala wybuchła śmiechem. Jeszcze zabawniej zrobiło się, kiedy Dawidowski zaczął się tłumaczyć.

- Przepraszam, to zbieżność… nazwisk.

Głos zabrał także wiceprezes Roman Kosecki, który oficjalnie ogłosił, iż nie zamierza startować w wyborach na prezesa PZPN, jeśli o kolejną kadencję będzie starał się Boniek. – To byłoby niehonorowe. Jestem wiceprezesem, więc ktoś mógłby pomyśleć, że przez te cztery lata kopałem pod Bońkiem dołki – oświadczył Kosecki. W nieoficjalnej rozmowie z Polsatsport.pl dodał także, że jeśli Boniek nie wystartuje w wyścigu o drugą kadencję, on poważnie rozważy taką decyzję - nawet kosztem złożenia poselskiego mandatu.

Wojna Na Głosy dla opozycji

Jako ostatni przed głosowaniem do mikrofonu podszedł Zbigniew Boniek. Prezes PZPN przemawiał do delegatów niczym najlepszy rzymski mówca. Modulował głos, gestykulował. Sala milczała i w napięciu słuchała tyrady Bońka. Najbardziej dostało się Wandzlowi i Kręcinie. – Odszedłeś przed wyborami, wybieliłeś się. Krytykujesz nas, ale kiedy my przychodziliśmy do związku, to PZPN miał tylko jedną stronę internetową: www.koniecpzpn.pl (…). Poza tym spotkaliśmy się niedawno i nic mi nie mówiłeś. A teraz jesteś na „nie” – dziwił się Boniek nawiązując do sprzeciwu Kręciny. Jeszcze brutalniej potraktował Wandzla. – Krytykowałeś wadliwy system jurysdykcji. O jakich straconych milionach mówisz? O jakich sprawach? Bo chyba nie o amatorszczyźnie, jaką zrobiliście grając z Celticem – usłyszeliśmy z ust prezesa. Na koniec swojego przemówienia Boniek uspokoił się i zasugerował 15-minutową przerwę na ostudzenie emocji. – Możemy przegrać z uśmiechem na ustach. Takie jest życie sportowca – dodał Zibi.
 
Przerwa faktycznie została zarządzona. W ciągu kilkunastu minut trwało grupowanie sił i liczenie głosów. Czy się uda? Czy warto? Po niemal godzinie okazało się, że opozycja postawiła na swoim. Poza kilkoma wyjątkami każde głosowanie wyglądało identycznie: Eugeniusz Nowak prezentował poprawkę, a kilkanaście sekund później ogłaszał wynik: ok. 60 proc. na „tak”, reszta na „nie”. I poprawka zostawała odrzucona. Do ich zatwierdzenia niezbędna była większość 2/3 głosujących, a więc co najmniej 66,6 proc. Opozycja wobec pomysłu Bońka była na tyle silna, że odrzucała wszystkie poprawki – nawet te niebudzące sprzeciwu czy obaw.

Na 66 propozycji przyjęto zaledwie kilka – i to, jak komentowano w kuluarach, tylko przez gapiostwo głosujących. Nie dało się nie odnieść wrażenie, że permanentne naciskanie czerwonego przycisku było niczym innym, jak pokazem siły. Kiedy Nowak zarządził ostatnie głosowanie – nad całością projektu – opozycjoniści triumfowali. Aż 44 głosy były przeciw, „za” opowiedziało się zaledwie 55 osób (sześć wstrzymało się). – Takie jest życie, takie jest też środowisko piłkarskie. Nic się nie dzieje, gramy dalej – powiedział po ostatnim głosowaniu rozgoryczony prezes PZPN.

Sebastian Staszewski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze