Ale to pokazuje, że potencjał wzrostowy jest, tylko trzeba cierpliwie czekać. Tylko jak długo, tego nie wie nikt. Nawet najlepsi trenerzy. Kamil Stoch spada z progu w serii treningowej, później wygrywa kwalifikację, w kolejnym skoku znów ląduje daleko i tak bez przerwy. W pierwszej serii indywidualnego konkursu Pucharu Świata w fińskim Kuopio skoczył 125 metrów i był piąty, z niewielką stratą (1,6 pkt) do Niemca Severina Freunda. Tuż za Polakiem był dominator tego sezonu, mający chwilową zadyszkę Słoweniec Peter Prevc. I kiedy wydawało się, że podium dla podwójnego mistrza olimpijskiego z Soczi jest realne, ten w finałowej serii wylądował na 102 metrze. Fatalny, nieudany skok, który jedynie potwierdza, że Stoch wciąż nie może odnaleźć siebie. Prędzej czy później jednak odnajdzie, bo takie są skoki narciarskie, a Kamil to przecież wielki mistrz, tyle że chwilowo w kryzysie.

 

Cieszy, że tym razem wsparcie w polskiej ekipie miał wyjątkowo mocne. Ostatnio pisałem o dobrym, równym sezonie Stefana Huli, najbardziej doświadczonym polskim skoczku biorącym udział w zawodach Pucharu Świata. W Kuopio Hula zajął szóste miejsce, najlepsze w karierze. Tuż za nim był Dawid Kubacki. Po pierwszej serii zajmowali odpowiednio miejsca 7 i 9, ale wytrzymali presję i jeszcze się poprawili. Obaj nigdy nie byli tak wysoko w zawodach PŚ. Hula poprawił swoje najlepsze osiągnięcie z Engelbergu w 2010 roku, gdzie był siódmy, a Kubacki na tej samej skoczni był dziewiąty dwa lata później.

 

Warto jeszcze dodać, że Piotr Żyła, czwarty polski skoczek w finałowej serii, zajął 16 miejsce. Czyli jest światełko w tunelu, dające nadzieje na dobre skoki naszych reprezentantów w Wiśle, już niedługo. A na zakończenie będą już tylko loty w Planicy, tam zawsze jst ciekawie, bez względu na wyniki. W Kuopio czwarte pucharowe zwycięstwo, a trzecie z rzędu odniósł Austriak Michael Hayboeck, a trzeci był jego rodak Stefan Kraft. Przedzielił ich Norweg Andre Daniel Tande, a tuż za podium znalał się lider klasyfikacji generalnej PŚ Peter Prevc. Słoweńcowi nikt już chyba Kryształowej Kuli nie odbierze, gdyż ma ogromną przewagę (ponad 500 pkt) nad Freundem. Na trzecie miejsce wyszedł Hayboeck, wyprzedzając o 6 pkt  Norwega Kennetha Gangnesa.

 

Z Polaków wciąż najwyżej Kamil Stoch (22), tuż za nim Hula, ale w tym momencie ta kwalifikacja chyba nie jest dla naszego mistrza najważniejsza. Coś mi się zdaje, że on już myśli o kolejnym sezonie w którym miejmy nadzieję powetuje sobie wszystkie tegoroczne niepowodzenia. Pytanie tylko z kim będzie pracował. Być może dalej z Łukaszem Kruczkiem, takie są najnowsze informacje. I tak jak kiedyś Adam Małysz miałby własny sztab szkoleniowy, pracujący tylko z nim. Ciekawy pomysł, warto się nad nim pochylić. Na razie wiadomo tylko, że na najbliższe konkursy do Kazachstanu Stoch nie leci, więc w Ałmatach go nie zobaczymy. Za to w kolejny weekend, w Wiśle, będzie skakał.