O głosy delegatów walczą: sekretarz generalny Europejskiej Unii Piłkarskiej (UEFA) Szwajcar Gianni Infantino, prezydent Azjatyckiej Konfederacji Piłkarskiej szejk Salman Bin Ebrahim Al-Khalifa z Bahrajnu, jordański książę Ali Bin Al-Hussein, biznesmen i polityk Tokyo Sexwale z RPA oraz były zastępca sekretarza generalnego FIFA Francuz Jerome Champagne.

 

Frustrację przeniósł na... węża? Mecz przerwany przez gada (WIDEO)

 

Kongres ma się rozpocząć o godzinie 9, a samo głosowanie prawdopodobnie około południa. Przedstawiciele ponad 200 krajowych federacji będą oddawać głosy w porządku alfabetycznym. Sądząc po deklaracjach, jakie padały w czasie kampanii wyborczej, bój o najważniejszy urząd w futbolu stoczą Infantino i szejk Salman, a pozostali kandydaci raczej nie będą się liczyć. Jeżeli w pierwszej turze żaden z pięciu kandydatów nie zdobędzie 2/3 głosów, wówczas przeprowadzona zostanie druga tura, w której decydująca może się okazać zwykła większość (powyżej 50 procent). Jeśli nikt jej nie osiągnie, odbędzie się trzecie runda, ale już bez kandydata, który poprzednio otrzymał najmniejszą liczbę głosów. Jeśli ponownie żaden nie osiągnie wymaganego poparcia, procedura będzie powtórzona aż do pozostania dwóch pretendentów. Natychmiast po wyborze zwycięzca będzie musiał raz jeszcze oficjalnie potwierdzić, że zgadza się na objęcie stanowiska prezydenta FIFA. Gdy to zrobi, wraz z zakończeniem kongresu rozpocznie urzędowanie.


Funkcja zwierzchnika światowej federacji nie będzie już tak wpływowa jak wówczas, kiedy sprawował ją Blatter. W wyniku afery korupcyjnej, która kosztowała Szwajcara posadę, planowane są reformy, mające na celu ograniczenie władzy prezydenta i Komitetu Wykonawczego oraz przeprowadzanie częstszych i bardziej wnikliwych kontroli. Uczestnicy piątkowego kongresu mają też zdecydować o wprowadzeniu lub odrzuceniu tych zmian ze statutu FIFA.