Zmiany, zmiany, zmiany... Formuła 1 u progu rewolucji

Moto
Zmiany, zmiany, zmiany... Formuła 1 u progu rewolucji
fot. PAP

Zakończył się pierwszy intrygujący dla kibiców, inżynierów i kierowców okres w Formule 1. Za nami prezentacje i pierwsze testy przed sezonem 2016. Równolegle do tego co działo się na hiszpańskim torze Catalunya, Międzynarodowa Federacja Samochodowa (FIA) ogłosiła postanowienia Komisji F1. Sprawa dotyczy zmian, które po przegłosowaniu przez Światową Radę Sportów Motorowych w marcu, mogą wejść w życie i mocno pozmieniać dotychczasowy porządek.

Pod koniec kwietnia poznamy ostateczny kształt przepisów technicznych na sezon 2017. W przyszłym roku na torach Formuły 1 mają pojawić się szybsze od trzech do pięciu sekund bolidy. Konstrukcje będą szersze, głośniejsze i podobno ładniejsze. Docisk ma być zwiększony dzięki nowym przednim i tylnym skrzydłom, większemu dyfuzorowi. Rewolucyjną nowością ma być zabezpieczenie głowy kierowcy tak zwaną obręczą nad kokpitem kierowcy. Przede wszystkim prowadzenie ma być wyzwaniem dla kierowcy jak za dawnych lat. Niemniej już pojawiają się głosy, z których najgłośniejszy jest mistrza świata Lewisa Hamiltona, że większa waga przewidziana w nowych bolidach jest pomysłem absurdalnym. Jednak cały ten pakiet nowości ewentualnie przed nami.

 

Tymczasem mocno kontrowersyjny pomysł na kwalifikacje może być wprowadzony już w tym roku. Istotą nowości, ogólnie rzecz ujmując, jest eliminacja najwolniejszego kierowcy co 90 sekund. Przeciwnicy tego pomysłu, jak na przykład kierowca Williamsa Felipe Massa są zdania, że ten format wprowadzi zamieszanie i dużą dozę loterii w czasówce. Pomysłodawcy, chwalą się, że dzięki nowej formule, rozrywka dla kibiców będzie większa, a ewentualne niespodzianki w sobotniej klasyfikacji uatrakcyjnią niedzielny wyścig. Słowem nadchodzą ciężkie czasy dla purystów, dla których sesja kwalifikacyjna to przede wszystkim istota przesuwania granicy idealnego okrążenia toru.

 

Gdy w tle toczyły się dyskusje na temat przyszłości na torze Catalunya zaprezentowano i przetestowano kilka nowych bolidów. Naturalnie wielkie zainteresowanie zbudził pretendent do kolejnego tytułu mistrzowskiego W07 Hybrid ekipy Mercedesa. Choć konstrukcja nie jest rewolucyjna, sporo uwagi wzbudziło kilka nowatorskich elementów jak podzielony na kilka małych komór wlot powietrza nad głową kierowcy czy też nowy nos i przednie skrzydło.

 

Najważniejszy jest jednak fakt niesamowitej wytrzymałości bolidu Mercedesa. Drugiego dnia testów samochód Srebrnych Strzał przejechał rekordową liczbę 172 okrążeń. Przy tym codziennym obciążeniu to nie bolid, a kierowcy ostatniego dnia testów musieli się wymieniać z powodu zmęczenia. Łączny bilans to przejechane 3137,47 kilometrów. Ponad tysiąc więcej niż którykolwiek z pozostałych rywali. To budzi respekt. Obraz prawdziwej prędkości bolidu dopiero poznamy podczas kolejnych testów lecz nikt nie ma wątpliwości, że wolny raczej nie będzie.

 

Za największego rywala Mercedesa w tym sezonie uważa się ekipę Ferrari. Włoski zespół pokazał najbardziej zmienioną koncepcję konstrukcji z pośród wszystkich rywali. SF16-H to pierwsze, po ubiegłorocznej rewolucji w Ferrari, w pełni przygotowane dzieło przez nowe struktury ekipy. Nie tylko kolorystycznie wyraźnie różni się od swojego poprzednika. Inżynierowie sporo pozmieniali również w silniku, by móc „opakować” go w jak najmniejszej przestrzeni za kierowcą. Trzy z czterech dni Ferrari kończyło z najlepszym czasem, ale niepokoją sygnały o przegrzewającej się jednostce napędowej. Niemniej obaj kierowcy stajni z Marbello Sebastian Vettel i Kimi Raikkonen potwierdzają, że bolid prowadzi się lepiej i ma wszelkie znamiona szybkiego. Informacje o przewidywanych modyfikacjach agregatu przed pierwszym Grand Prix w Australii również dają dużą dozę nadziei, że Ferrari w 2016 roku znacznie częściej będzie walczyć z Mercedesem. Po pierwszych testach wstępne obliczenia inżynierów Ferrari wskazują deficyt 0,2 sekundy w warunkach wyścigowych i 0,3 sekundy straty w symulacji kwalifikacji do Srebrnych Strzał. 

 

 

Optymistami po pierwszych testach, mogą być jeszcze w kilku zespołach. Całkiem udany debiut zaliczył amerykański team Haas. Pierwszy raz od debiutu Toyoty w 2002 roku, zupełnie nowy zespól w stawce zalicza tak przyzwoity początek przygody z F1.

 

Z kolei wciąż rozwijany bolid Williamsa prezentował bardzo przyzwoite tempo i teoretycznie jest w tym momencie jest trzecią siła w stawce. Jeszcze daleka od ostatecznej wersji konstrukcja Force India również pokazała obiecujące rezultaty. Mocno zmieniony zespół Manor udowodnił, że idzie w dobrym kierunku. Z silnikiem Mercedesa i skrzynią biegów Williamsa nowe auto ekipy już teraz osiągnęło rezultat o 5,5 sekundy lepszy na torze Catalunya od osiągnięcia z kwalifikacji podczas Grand Prix Hiszpanii w 2015 roku.

 

To nie jest dobra informacja dla przedostatniej ekipy poprzedniego sezonu McLaren Honda. W Woking powstało ciekawe nadwozie MP4-31. Ma kilka intrygujących rozwiązań, ale główny problem zespołu tkwi gdzie indziej. U japońskiego partnera Hondy nastąpiła zmiana na stanowisku szefa. Yosuhisę Arai'a zastąpił Yusuke Hasegawa, ale wyzwania wciąż są ogromne.

 

Początek testów zapowiadał pozytywne zmiany. Pierwszego dnia bolid pokonał więcej okrążeń niż podczas wszystkich dni testowych rok temu. Nowa mocno przebudowana konstrukcja silnika Hondy, choć wciąż nie zbyt mocna lecz przynajmniej nie defektowała. Do czasu. Ostatnie dwa dni prób to powrót demonów przeszłości. Postęp jest, ale nie taki na jaki liczono.

 

Swoje kłopoty ma Renault. Francuzi przejęli mocno niedoinwestowany zespół Lotusa. Brak pieniędzy w 2015 roku odbił się na rozwoju nowego bolidu. Kierowca stajni Jolyon Palmer przyznaje, że trwa pogoń w odrabianiu strat przy przygotowaniu nowych elementów. Na dodatek francuska jednostka napędowa również ma jeszcze sporo prac rozwojowych przed sobą, by dorównać konkurencji. Jednak w zespole widać entuzjazm. Czuć dobrą atmosferę od kierowców po inżynierów i mechaników. W końcu jest światełko w tunelu i cel powrotu do dawnej świetności.

 

Mieszane za to są nastroje w Red Bull Racing. W zespole głosem Helmuta Marko są przekonani, że nadwozie RB12 jest jednym z najlepszych jakie zaprojektowano w stajni. Jednak wciąż niezadowolenie wzbudzają agregaty Renault, które noszą nazwę producenta zegarków TAG-Heuer.

 

Z silnikami w specyfikacji 2015 Ferrari siostrzana stajnia Red Bulla Toro Rosso testowała bolid przejściowy. Jednak tu także da się wyczuć entuzjazm, bowiem kierowcy przejechali sporo okrążeń, a czasy były bardzo przyzwoite. Na ocenę pracy domowej podczas zimy Saubera przyjdzie jeszcze poczekać. W Katalonii szwajcarski zespół korzystał ze starego nadwozia. Jednak jeszcze mają czas. Kolejne testy na torze pod Barceloną już 1 marca. Pierwszy wyścig sezonu odbędzie się 20 marca w Melbourne.    

Krystian Sobierajski, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze