Chory pomysł AIBA: Więcej krwi na Igrzyskach

Sporty walki
Chory pomysł AIBA: Więcej krwi na Igrzyskach
fot. Polsat Sport
Mistrz świata WBA, IBF i IBO w kategorii średniej - Giennadij Gołowkin.

- W niebieskim narożniku, reprezentant Kazachstanu, Giennadij Gołowkin - 34 zwycięstwa, 31 przez KO, mistrz świata WBA/IBF/IBO! Jego rywalem w pierwszej rundzie eliminacyjnej Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro będzie zdobywca Złotych Rękawic, pogromca 9 amatorów, mistrz dwóch dzielnic – w czerwonym narożniku - John Kowalski! Taką wizję ma prezydent AIBA, reprezentant Tajwanu Ching-Kuo Wu. Idiotyzm.

Pomysłu Wu nie można nazwać inaczej, jak tylko desperacją człowieka, którego sport – w tej amatorskiej postaci – powoli umiera. Pomysł przeprowadzenia turnieju, w którym obok siebie ma rywalizować elita poświęcająca swojemu sportowi 365 dni w roku, 7 dni w tygodniu, 24 godziny na dobę z tymi, którzy trenują boks przychodząc z pracy, jest nie do obronienia. Zwolennicy argumentu – śmiesznego – że na przykład najlepsi z National Basketball Association już rywalizują z krajami, gdzie NBA ogląda się się ekranach telewizorów, zapominają o najważniejszym.

 

Po przegranej czterdziestoma punktami z drużyną USA, ekipa na przykład Egiptu idzie na kolację, mając wspaniałe wspomnienia i zdjęcia z LeBronem Jamesem, Kevinem Durantem czy Stephenem Curry. Mój wyimaginowany przeciwnik GGG żadnych wspomnień o Giennadiju by nie miał, bo byłby pod kroplówką na sali reanimacyjnej szpitala miejskiego  w Rio. Wsady do kosza nie bolą – prawy prosty kogokolwiek z pierwszej piętnastki świata, w jakiejkolwiek z kategorii wagowych – bardzo.

 

- Chcesz nokautów, żeby zwiększyć oglądalność? Bez problemu. Troszkę krwi, żeby lepiej wyglądało? Bez stresu, bez kasków ochronnych to gwarantowane. Trwałego urazu mózgu nie ma na liście, bo to przecież zmartwienie samych pięściarzy – gdzieś w przyszłości. Nawet śmierć na ringu nie jest wykluczona, jeśli weźmiemy  pod uwagę niekompetencję tych, którzy rządzą tak zwanym boksem amatorskim – pisze Tim Dahlberg, feletonista pięściarski agencji “Associated  Press”. Pan Wu napisał w swoim oświadczeniu, sugerującym udział zawodowych pięściarzy na olimpiadzie w Rio, że “jest 70 rocznica AIBA, więc chcemy dokonać zmian już teraz, a nie za cztery lata”. Znaczy się, że trzeba zrobić imprezę, a jak padnie przy niej kilka ofiar… no cóż, zdarza się. Pisząc komentarz, byłem ciekaw co o pomyśle sądzą nie profesjonaliści, tylko ci z amatorskich ringów. Byłem ciekaw, czy zdają sobie sprawę z tego, co by ich czekało w ringu. Okazało się, że… nie. Amatorski wicemistrz Europy w  wadze muszej, noszący bardzo profesjonalne nazwisko Muhammad Ali (naprawdę), stwierdził w wywiadzie dla brytyjskiej strony sportowej “zawodowcy mieliby kłopoty, sporo problemów z przestawieniem się  z 12-rundowych na trzyrundowe walki.

 

Poważnie? Zostańmy przy Gołowkinie. Dyskusja między Abelem Sanchez, trenerem GGG, na temat przestawienia się z dwunastu rund na trzy, brzmiałaby tak: “Gienia – bij od razu wszystko na 100 procent, walcz na pełnej szybkości – nie musisz się oszczędzać”. Koniec odprawy trenerskiej. Tak byłoby w przypadku KAŻDEGO trenera, każdego zawodnika. Opinia Muhammada Ali (tego z wagi muszej) ma taki sam sens jak teza, że Messi, Ronaldo czy Neymar byliby gorsi, gdyby wiedzieli, że mecz trwa tylko 45 minut.

 

Dla 99 procent pięściarzy z zawodowej elity tematu nie ma też dlatego, że to się po prostu nie opłaca. Za złoty medal w Rio, zwycięzca dostaje 25 tysięcy dolarów. Przed podatkami. Jeszcze jeden cytat z Dahlberga, poświęcony spekulacjom, jakoby o przerwie w emeryturze myślał z powodu Rio nawet Floyd Maywether Jr. któremu sędziowie zabrali złoto w 1996 roku w Atlancie. - Ci, którzy znają dobrze Floyda, ludzie z jego kręgu uważają (te spekulacje) za śmieszne. Jego motywacja zawsze związana była z wynagrodzeniem finansowym, a nie jakimś świecidełkiem zawieszonym na szyi. 25 tysięcy za złoto nie starczyłoby na wymianę oleju w jednym z jego Bugatti.

 

Amerykanie nie zdobyli złotego medalu w boksie od 2004 roku, od igrzysk w Atenach. Andre Ward, ostatni, któremu się to udało, wspólnie właśnie z Mayweatherem Jr. podtrzymują przy życiu organizację pod nazwą USA Boxing. Jej prezydent, Mike Martino powiedział ostatnio, że nie ma ze strony profesjonalistów żadnego zainteresowania byciem w kadrze USA i obijania amatorów w Brazylii.  Pan Wu myśli, że skoro z nazwy AIBA wyrzucił “amatorska”, zabronił kasków na głowę, to ci ostatni automatycznie stali się zawodowcami. Na razie wygląda na to, że amatorem – jeśli chodzi o wykonywaną funkcję – jest on sam.

Przemek Garczarczyk, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze