15 sierpnia ubiegłego roku Legia przegrała z Piastem Gliwice 1:2 i oddała ekipie ze Śląska pozycje lidera Ekstraklasy. Teraz w 24. serii gier nadeszła szansa na odzyskanie przez warszawską drużynę ”tronu”. Zadanie legionistom miał utrudnić zespół Waldemara Fornalika - Ruch Chorzów. ”Niebiescy” przyjechali do stolicy po wygranych derbach Śląska z Górnikiem Zabrze w poprzedni weekend.

 

Dwa gole Milika w urodziny! Ajax Amsterdam wygrał 4:1 (WIDEO)


Od początku rundy wiosennej najwięksi rywale Legii gubią punkty. Zarówno Piast, jak i Cracovia czy Pogoń nie mogą w 2016 roku ustabilizować formy, co skrzętnie wykorzystują piłkarze ze stolicy. Pięć punktów przewagi, które miał Piast na zakończenie rundy jesiennej, rozpłynęły się w mgnieniu oka. Teraz to legioniści rozdawali karty i wszystko zależało od nich.


W niedzielnym spotkaniu trener Stanisław Czerczesow nie mógł skorzystać z pauzujących za kartki Michała Kucharczyka oraz Guilherme. Tym samym od początku spotkania w drugiej linii warszawskiego zespołu zobaczyliśmy czterech nominalnych środkowych pomocników: Tomasza Jodłowca, Ariela Borysiuka, Michała Masłowskiego oraz Ondreja Dudę.


Legia od początku narzuciła swoje warunki gry. Długo utrzymywała się na połowie rywali. Bardzo aktywny był Duda, a swoje okazje miał również Nemanja Nikolić. W 31. minucie Węgier otrzymał od Słowaka podanie, popędził na bramkę Ruchu i starał się zagrać do Aleksandara Prijovicia. Piłkę chciał wybić Paweł Oleksy, jednak niefortunnie wpakował ją do własnej bramki. Sędzia nie zauważył, iż najlepszy strzelec Ekstraklasy był w momencie podania na minimalnym spalonym. Chwilę później w poprzeczkę trafił Duda, który rozgrywał bardzo dobre spotkanie.

 

Gospodarze wyraźnie chcieli podwyższyć prowadzenie. Świetną okazję miał Nikolić, ale piłkę z linii bramkowej wybił Martin Konczkowski. Na gola po przerwie nie musieliśmy długo czekać. Premierowe trafienie w Ekstraklasie zaliczył Adam Hlousek. Legia kontrolowała przebieg spotkania. Świetnie radziła sobie para stoperów - Michał Pazdan oraz Igor Lewczuk byli nie do przejścia, a każda akcja Ruchu była tłumiona w zarodku.

 

Legia odzyskała pozycję lidera, a na dodatek pokazała dobrą i mądrą grę. Jeżeli rywale w dalszym ciągu będą zawodzić to warszawska ekipa może być spokojna o końcowy triumf. Jak na razie w rundzie wiosennej warszawski zespół jest nie do zatrzymania.

 

Legia Warszawa – Ruch Chorzów 2:0 (1:0)
Bramki: Oleksy 31-sam, Hlousek 49