Stan boiska na INEA Stadionie, podobnie jak na innych obiektach w kraju, jest daleki od ideału. Nie kryją tego też sami piłkarze Lecha. Z drugiej strony wymiana murawy na początku marca przy obecnej pogodzie nie jest dobrym rozwiązaniem.

 

"Byliśmy przygotowani na dwa warianty - ratujemy obecną nawierzchnię, albo ją wymieniamy. Gdybyśmy zdecydowali się na nową trawę, rodzi się pytanie, skąd ją wziąć. Z polskiej plantacji w tym okresie jest to nierealne, a kupowanie za granicą to olbrzymie koszty. Poza tym, przy tak dużej częstotliwości grania, trudno znaleźć optymalny termin" – powiedział Szulczyński.

 

W niedzielę lechici podejmować będą Cracovię, a kolejny mecz na Bułgarskiej rozegrany zostanie 15 marca, kiedy to poznaniacy w półfinale Pucharu Polski zmierzą się z Zagłębiem Sosnowiec. Jedynym realnym terminem byłaby szybka wymiana murawy po spotkaniu z Cracovią.

 

"Tak naprawdę to będzie zaledwie siedem dni roboczych, z czego na przykład padający śnieg może zabrać nam cztery. Mało kto zaryzykuje w takich okolicznościach i weźmie za to odpowiedzialność. Do tego cztery dni po spotkaniu z Zagłębiem Lech gra z Legią Warszawa. Trzy dni później czekają nas już treningi obu reprezentacji, a proszę mi wierzyć, że są one często gorsze dla murawy od samych meczów.

 

Reasumując, w ciągu ośmiu dni zagramy trzy spotkania, do tego treningi i de facto możemy wrócić do tego stanu, jaki mamy teraz" – dodał Szulczyński.

 

Wprawdzie ostateczna decyzja co do wymiany murawy jeszcze nie zapadła, ale poznański greenkeeper mocno pracuje nad poprawą obecnego stanu boiska. Specjalne lampy sodowe zamontowane na wózkach mają za zadanie pobudzić i przyśpieszyć wegetację trawy. Koszt takiej operacji nie jest jednak tani. Samo zużycie prądu przez dwa tygodnie to ok. 40 tysięcy złotych.

 

"W tej chwili możemy mówić o tzw. oszukanej wegetacji. System grzania w minimalny sposób ją napędza. Wzorem krajów zachodnich takie lampy powinniśmy mieć przynajmniej na połowie boiska, albo nawet na całości, a u nas pokrywają zaledwie 1/8 powierzchni. Lampy pozwoliły zainicjować na niektórych miejscach boiska korzeń, a to jest już krok ku lepszemu. Jest jednak kilkanaście miejsc, które są po prostu puste, choć w telewizji to ładnie wygląda" – przyznał Szulczyński.

 

W jego opinii tylko kilka obiektów w Polsce dysponuje obecnie boiskami o wysokiej jakości. To stadiony Legii Warszawa, Zagłębia Lubin, Jagiellonii Białystok czy Ruchu Chorzów. Z kolei kluby takie jak Lech, Śląsk Wrocław czy Lechia Gdańsk grające na nowoczesnych 40-tysięcznikach po części cierpią właśnie z tego powodu.

 

"To są olbrzymie obiekty z wysokimi trybunami bez dostępu światła. Można łatwe doświadczenie w domu zrobić – postawić karton na kawałku trawy, wyciąć określoną dziurę i niech latarka emituje słońce. Wtedy można zobaczyć jak mało światła dotrze, jak będziemy tą latarką naśladować ruch słońca. Prawda jest taka, że na koniec maja te boiska też mogą nie być w doskonałym stanie" – wyjaśnił.

 

Dodał, że w polskich klubach zdarzają się też patologiczne sytuacje, kiedy to zespoły trenują na głównych płytach, przez co sami je niszczą.

"To jest niedopuszczalne, tym bardziej, że są one w takim stanie, w jakim są. Albo chcemy grać na czymś ładnym, albo sami to rujnujemy. Nikt na zachodzie nie trenuje na głównych płytach. Innym przykładem są rozgrzewki. W Poznaniu staramy się tego pilnować; niektóre elementy, jak na przykład sprinty, można wykonać poza liniami boiska. Ekstraklasa uczyniła wstępne kroki, ma być stworzony dokument regulujący te kwestie" – powiedział Szulczyński.

 

Jego zdaniem polskie kluby coraz bardziej inwestują w infrastrukturę, w tym boiskową, ale wciąż są to środki nieporównywalne do tych, którymi dysponują kluby zachodnie.

 

"Byliśmy z wizytą w Wolfsburgu, gdzie greenkeeper ma do dyspozycji ośmiu ludzi i budżet w wysokości 1,4 mln euro, a nie uwzględnia on kosztów prądu. Mi by wystarczyła sama końcówka tej kwoty. Natomiast gdybyśmy chcieli w 100 procentach zrobić i utrzymać taką płytę, która będzie miała standard jak to ma miejsce w Anglii czy w Niemczech, jest to wydatek kilku budżetów naszej ekstraklasy. Takie są brutalne realia" – podsumował.