Sebastian Staszewski: Patrząc na pozycję Stomilu Olsztyn w 1 lidze i problemy organizacyjne klubu należy zapytać: skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? Bo Stomil spod topora uciekł w ostatniej chwili.

 

Mariusz Borkowski: Mieliśmy trudną sytuację, dalej nie jest ona łatwa, ale pojawiło się zielone światło na przystąpienie do rozgrywek 1 ligi i walkę o najwyższe cele. Teraz naszym zadaniem jest to, aby z piłkarzy i trenerów zdjąć zbędny balast.

 

To, jak działacze, piłkarze i kibice ratowali Stomil, było niesamowite. Apele pojawiały się w prasie, na meczach siatkówki, trwały poszukiwania firm, które miały indywidualnie wspierać zawodników. W Olsztynie ludzie pokazali, że chcą futbolu mimo, iż miasto na te apele długo było głuche.

 

Na pewno łatwiej byłoby nam, gdybyśmy mieli rozbudowaną infrastrukturę. Jesteśmy jednak coraz bliżej stadionu, bo istnieje już projekt. Być może w ciągu trzech, czterech lat doczekamy się tego obiektu. Ostatnia manifestacja kibiców mówiła: „Popatrzmy na sport, nie tylko na piłkę nożną. To nie jest zabawa, ale styl życia”. Udało nam się wyjść z dołka – już niżej upaść nie mogliśmy – i staramy się tworzyć nowe struktury.

 

Stomil zajmuje obecnie piąte miejsce w tabeli 1 ligi. Ekstraklasa w Olsztynie jest realna?

 

Sportowo musimy w to wierzyć. Nie możemy mówić, że nie będziemy o ten cel walczyć. Bo Olsztynowi i temu regionowi należy się miejsce w Ekstraklasie. Już kiedyś tam byliśmy i chcemy tam wrócić.

 

Cała rozmowa z prezesem Stomilu Olsztyn w materiale wideo.