Pindera: King Kong ma mistrzowskie papiery

Sporty walki

Luis Ortiz miał wygrać i wygrał. Jego pojedynek w Waszyngtonie z Tony Thompsonem skończył się w 6. rundzie. Kubańczyk ma wszystko, by zagrozić każdemu w wadze ciężkiej.

Przed laty, gdyby Teofilo Stevenson zdecydował się na ucieczkę z Kuby, byłby multi milionerem. Za walkę z Muhammadem Alim oferowano mu wtedy fortunę. Dekadę później podobną propozycję miał inny z bohaterów kubańskiego boksu, wielokrotny mistrz świata i trzykrotny mistrz olimpijski Felix Savon, ale on też pozostał wierny Fidelowi Castro.

 

Luis Ortiz nigdy taką gwiazdą jak Stevenson czy Savon nie był, nie miał też szczególnie intratnych ofert, ale z Kuby uciekł, jak wielu jego rodaków i kolegów bokserów. Wydawało się, że na zawodowych ringach największe szanse na spektakularną karierę ma Odlanier Solis, mistrz olimpijski z Aten (2004) i trzykrotny mistrz świata wagi ciężkiej i superciężkiej, ale tak się nie stało. Zgubiło go lenistwo i obżarstwo.

 

Teraz tym, który może dokonać to czego nie dokonał „La Sombra”  jest „King Kong”. 36 letni Ortiz od dawna mieszka już z rodziną w Miami, wciąż jest niepokonany i ma już na koncie 25 wygranych pojedynków z których 22 rozstrzygnął przed czasem.

 

Ostatnie jego ofiary, to Bryant  Jennings i teraz Thompson. Ktoś powie, że „Tygrys” jest już emerytem, ma przecież 44 lata, ale to wciąż niebezpieczny pięściarz. Wysoki (196 cm), z solidnym zasięgiem (207 cm), walczący z odwrotnej pozycji, potrafiący nokautować prawą ręką.

 

Na przygotowania do tego pojedynku miał mało czasu, zaledwie trzy tygodnie, ale i tak napsuł trochę krwi Ortizowi. Do walki z Kubańczykiem nie było chętnych, a Thompson zgodził się od razu. Po raz pierwszy na deskach znalazł się już w pierwszej rundzie, po lewym sierpowym bitym z góry, ale nie zamierzał rezygnować. Równo z gongiem kończącym trzecie starcie padł po raz drugi, znów po lewym sierpowym, ale tym razem uratował go gong. Koniec przyszedł w szóstej rundzie, bo Thompson niepotrzebnie zaryzykował: uderzył prawym prostym na korpus rywala, odkrył się i King Kong skorzystał z prezentu. Lewy sierpowy, podobny jak te poprzednie, z siłą młota spadł na skroń „Tygrysa” Thompsona. Efekt też był taki sam. Były rywal Władimira Kliczki poleciał na deski, a sędzia przerwał pojedynek. Nikt nie protestował.

 

Pokonany przyznał w wywiadzie, że Ortiz jest prawdziwym potworem i bije bardzo silnie. A Kubańczyk na pytanie co dalej odpowiedział, że może walczyć z każdym i wszędzie. – Jeszcze nie widzieliście najlepszego King Konga, ale wkrótce go zobaczycie – zakończył swoją wypowiedź.

 

Eric Gomez, wiceprezydent Golden Boy Promotions, która promuje Ortiza, poinformował, że kolejnym rywalem Kubańczyka będzie ogromny Rosjanin Alexander Ustinow. I bardzo prawdopodobne, że uda się do tej walki doprowadzić już 7 maja, podczas gali w Las Vegas, gdzie Saul Alvarez zmierzy się w ekscytująco zapowiadającym się pojedynku z Amirem Khanem.

 

Gomez jest przekonany, że Ortiz ma wszystkie papiery, by zostać królem wagi ciężkiej. I zapewne nie jest jedynym, który tak myśli. Mnie osobiście Kubańczyk również bardzo się podoba, ale z tak daleko idącymi deklaracjami byłbym jednak ostrożniejszy. I to z tej prostej przyczyny, że dziś, w wadze ciężkiej, kandydatów do tronu zwyczajnie jest więcej.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze