31 października w Hali Legionów w Kielcach niespodzianki nie było. Mistrz Polski ponownie rozbił Orlen Wisłę, tym razem 32:22. Dzięki temu zwycięstwu Vive wysworowało się na czoło tabeli i jest tam do dzisiaj. Przed ostatnią kolejką płocczanie tracą do odwiecznych rywali dwa punkty i czysto teoretycznie istnieje szansa, by wyprzedzili kielczan w tabeli. W niedzielę muszą jednak wygrać z Vive 11 trafieniami.

- Mało prawdopodobne, byśmy zdołali wygrać 11 bramkami, ale jak zawsze, bardzo będziemy się starali. To trudne, ale w sporcie możliwe, wiele zależy od dyspozycji dnia - mówi skrzydłowy Orlen Wisły Adam Wiśniewski. Właśnie on jest jednym z najbardziej doświadczonych graczy w płockiej ekipie i przeżył już w swojej karierze niejedną Świętą Wojnę.

A propos starć płocko-kieleckich, to gospodarze niedzielnego meczu nie wygrali z Vive od maja 2014 roku. W tym czasie grali przeciwko kielczanom 8 razy i... 8 razy schodzili z parkietu pokonani. Najgorzej wspominają chyba ubiegłoroczne starcie w Płocku w fazie zasadniczej, które zakończyli wynikiem 22:35. Jednego na pewno nigdy jednak nie brakowało - emocji.

- Każdy zawodnik lubi grać w takich spotkaniach. Oczywiście, zawsze bardzo trudno jest wygrać w Płocku - mówi Manuel Strlek, który ostatnio jest w wybornej formie. On i jego koledzy w niedzielę nie będą mogli skorzystać z pomocy Karola Bieleckiego i Denisa Bunticia, którzy zmagają się z drobnymi problemami zdrowotnymi. Czy bez tych dwóch graczy Vive zostanie wreszcie przełamane przez płocczan?

Transmisja meczu Orlen Wisła - Vive Tauron w Polsacie Sport od 18:00. Studio od 17:30.