Kołtoń: 30 zmiana trenera w erze Cupiała...

Piłka nożna
Kołtoń: 30 zmiana trenera w erze Cupiała...
fot. PAP

Moskal, Broniszewski, licencja Kmiecika – czyli dalej Broniszewski, Pawłowski, znowu Broniszewski... Negocjował Jurcić, miał być Smuda, ale został Wdowczyk... To już 30 zmiana trener w erze Cupiała, choć kilka nazwisk – jak widać na przykładzie obecnego sezonu – powtórzyło się...

Wisła Kraków zapisała w ostatnich kilkunastu latach wielki czas - przynajmniej na krajowym podwórku. Osiem tytułów mistrza Polski o tym świadczy. Były również niezapomniane chwile w europejskiej rywalizacji, ale… Cieniem – można nawet śmiało napisać, że potężnym cieniem, kładzie się na klubie kwestia trenerska. Tylko czasami przychodziło otrzeźwienie. Tylko czasami szkoleniowiec otrzymywał dłuższą szansę, ale zawsze było to związane z sukcesem. Nigdy nie zdarzyło się, aby trener utrzymał się na posadzie, gdy brakowało wyników. Ba, kilka razy były wyniki, ale i tak trener wylatywał z posady…

 

Co tam kasa, liczy się fun…

 

W grudniu 1997 roku Tele-Fonika nabyła udziały w Wiśle Kraków. Udziałowców firmy było trzech – Bogusław Cupiał, Stanisław Ziętek i Zbigniew Urban. Wkrótce Cupiał spłacił dwóch wymienionych biznesmenów i już samodzielnie prowadził Tele-Fonikę. W Wiśle powoływano kolejne zarządy, ale… wiadomo, że właściciel lubił – i zapewne dalej lubi – być informowany, co się dzieje.

 

Zaczęła się najbardziej szalona karuzela trenerska w polskiej piłce – chyba wszech czasów, a na pewno obecnej doby. Cupiał i jego ludzie zastali w klubie Wojciecha Łazarka, ale dali mu popracować tylko wiosną 1998 roku - sezon kończył już Jerzy Kowalik, a od czerwca 1998 roku zatrudniony został Franciszek Smuda. Smuda przepracował cały sezon, a nawet zaczął następny! Czyżby stabilizacja? A skąd, wystarczyło kilka słabszych meczów, aby Smuda z hukiem stracił posadę… Karuzela uległa przyśpieszeniu – we wrześniu 1999 roku zatrudniony został Jerzy Kowalik, w październiku 1999 roku Marek Kusto, w lutym 2000 roku Wojciech Łazarek, a w marcu 2000 Adam Nawałka. W czerwcu 2000 roku nastał czas Oresta Lenczyka. W kwietniu 2001 roku szansę znowu – ale ponownie na krótko – dostał Adam Nawałka. W czerwcu 2001 roku wrócił Franciszek Smuda. Tym razem nie wytrzymał sezonu. W marcu 2002 roku na Reymonta pojawił się Henryk Kasperczak. Ach, cóż to była za zmiana „Franz” do dziś nie może spokojnie przejść nad nią do porządku dziennego…

 

Wraz z osobą Kasperczaka przyszedł czas najdłuższej stabilizacji na ławce trenerskiej. Kasperczak dokończył sezon, a także przepracował sezony 2002/03 i 2003/04. Ba, zaczął cykl rozgrywek 2004/05, ale w grudniu 2004 roku pożegnał się z posadą. Przynajmniej formalnie. Bo dalej czuł się trenerem „Białej Gwiazdy”, tyle że ochroniarze nie wpuszczali pana Henryka na obiekty. Wisłę prowadził już Czech Werner Licka, a od czerwca 2005 roku Jerzy Engel. Kasperczak dalej czuł się trenerem Wisły, a klub musiał mu z tego tytułu płacić… Co tam kasa – liczy się fun, jakby powiedzieli młodzi… 

 

Trener leci na stulecie klubu!

 

Za chwilę karuzela znowu zaczęła się kręcić w najlepsze. W październiku 2005 roku pierwszym trenerem został Tomasz Kulawik, a od stycznia 2006 roku Rumun Dan Petrescu. Został zwolniony na stulecie klubu, dzień przed meczem z FC Sevillą, która przyjechała na jubileusz… We wrześniu 2006 roku klub objął Serb Dragomir Okuka. W grudniu 2006 roku nastała trzecia – i jak na razie ostatnia - era Adama Nawałki. Hm, era? To brzmi dumnie, ale nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. To był co najwyżej epizod. W kwietniu 2007 roku trenerem został Kazimierz Moskal. Od czerwca 2007 roku szansę otrzymał Maciej Skorża. Dwa i pół roku pracy! Coś niesamowitego, jak na warunki Wisły. Jednak w marcu 2010 roku znowu pojawił się Henryk Kasperczak i tym razem ochroniarze otwierali bramę na sam widok samochodu trenera. Tyle, że pan Henryk musiał wcześniej przeprosić właściciela Wisły za kurczowe trzymanie się posady za pierwszym razem (czy raczej płacy – bodaj kilkanaście miesięcy był na garnuszku „Białej Gwiazdy”, dopóki nie objął reprezentacji Senegalu). Drugie podejście Kasperczka naznaczył samobój Mariusza Jopa. Tak bywa, nic dziwnego, że trwało tak krótko. W sierpniu 2010 roku kolejną szansę otrzymał Tomasz Kulawika, choć było jasne, że ówczesny prezes Bogdan Basałaj i dyrektor sportowy Holender Stan Valckx rozglądają się za inną opcją. Ostatecznie wybór padł na rodaka Valckxa – Roberta Maaskanta, który szybko został następcą Kulawika.

 

Szał obcokrajowców, czyli czkawka do dziś

 

Szaleństwo jeśli chodzi o trenerów przekształciło się w szał zakupów. W całym sezonie mistrzowskim 2010/2011 pracowało dwóch trenerów – Kulawik i Maaskant, a wystawili łącznie 33 piłkarzy! Z czego aż 17 to obcokrajowcy! Jeśli spojrzy się w nieocenione „Roczniki Encyklopedii Piłkarskiej” Andrzeja Gowarzewskiego (niedawno świętował pół wieku – oby sto lat!), to można tam doszukać się i takiej informacji: - Jeszcze wyraźniejsze są wskaźniki czasu przebywania na boisku – zagraniczny 63 procent, zaś miejscowi niespełna 37 procent, a także „osobomeczów”, bo tu goście mieli 67 procent występów, zaś „krajowcy” ledwie 33 procent. Z grubsza – tytuł mistrza Polski „Biała Gwiazda” zdobyła w dwóch trzecich siłami zagranicznymi”. A kosztowało to, co niemiara. Czkawką odbija się do dziś.

 

W listopadzie 2011 roku Maaskant poszedł w świat, a jego następcą został Kazimierz Moskal, a od marca 2012 roku zaczął pracę Michał Probierz. W październiku 2013 roku – co stanowi chlubny wyjątek – Probierz sam podał się do dymisji, a nie czekał na zwolnienie (a tym samym sowitą oprawę w przypadku trenerów z nazwiskami). Probierz pokazał Cupiałowi i jego otoczeniu, że można. Jednak sprawa dłuższych kontraktów i odszkodowań z tym związanych niedługo wróci. Następcą został Tomasz Kulawik i dokończył sezon. W czerwcu 2013 roku nastał – już po raz trzeci - Franciszka Smudy. Wydawało się, że to będzie story – no może nie po wsze czasy – ale na długie, długie lata. Skończyło się wiosną 2015 roku, gdy ster objął Kazimierz Moskal. Smuda jednak miał kontrakt do 2016 roku. Nic dziwnego, że wszczął spór prawny. I jego prawnicy doprowadzili do wypłacenia ponad miliona złotych! Kibice dostali szału i gdy ostatnio znowu pojawiło się nazwisko Franza w kontekście posady w Wiśle, protestowali.

 

Dwa razy była Barcelona, a raz Real z „Galacticos”

 

Moskal to fachowiec pełną gębą. Wisła pod jego wodzą grała naprawdę ciekawą piłkę. Jednak po derby z Cracovią został zwolniony i karuzela ruszyła w najlepsze. Marcin Broniszewski, formalnie Kazimierz Kmiecik, choć tylko „dawał” licencję temu pierwszemu… Tadeusz Pawłowski, znowu Marcin Broniszewski i w końcu Dariusz Wdowczyk. Pisząc ten tekst, naliczyłem się trzydziestu zmian trenerów w erze Cupiała. Jeśli nie liczyć zasłużonego snajpera „Białej Gwiazdy”, Kazia Kmiecika... Zaczęło się to wszystko z Łazarkiem, a być może kończy z Wdowczkiem. Bo do kupienia Wisły przymierza się Józef Wojciechowski, pamiętany z Polonii Warszawa. Napisałem na wstępie, że Wisła jest unikalna, jeśli chodzi o czas pracy trenerów (czy raczej brak tego czasu…). Polonia była jeszcze większym kuriozum.

 

Jednego Cupiałowi nie można odmówić – działo się. Podniósł klub z dna i doprowadził do dwóch wizyt Barcelony, wizyty „Galacticos” Realu, niesamowitego sezonu z Parmą, Schalke i Lazio… Iście szalonej rywalizacji z Panathinaikosem o Ligę Mistrzów, gdy zabrakło tak niewiele do awansu. Tych wspomnień nie odbierze fanom Wisły już nikt, podobnie jak świętowania krajowych trofeów. Pytanie, co tak naprawdę było możliwe przy większym zaufaniu do kilku szkoleniowców, pozostanie otwarte…

 

 

 

 

Roman Kołtoń, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze