Piłkarski Olimp nie dla niego?

Piętno na menedżerze zostało wówczas odciśnięte: wiecznie przegrany Ranieri przestał być łakomym kąskiem na rynku transferowym i tułał się po futbolowym świecie nie mając okazji na walkę o upragnione mistrzostwo. Mały epizod w tak mocno krzyżującym mu plany Interze wypadł fatalnie: zaledwie dwa zwycięstwa w 13 meczach i odpadnięcie z Ligi Mistrzów po wtopie z Olympique Marsylią kosztowały go kolejną posadę. Z reprezentacji Grecji wyrzucony został po porażce z Wyspami Owczymi. Czy to miał być już koniec Claudio Ranieriego, który wielokrotnie był tak blisko piłkarskiego Olimpu?

Zamiast rzucać się po raz kolejny na głęboką wodę i walczyć o mistrzostwo kraju, Claudio postanowił stworzyć zespół od fundamentów. W spokoju budował drugoligowe AS Monaco, które wzmacniane grubymi pieniędzmi miało przebojem wedrzeć się do Ligue 1 i z miejsca zaatakować nietykalne PSG. Trzeba przyznać, że zespołowi z Księstwa powiodło się fantastycznie, a dystans do giganta z Paryża przez większą część sezonu był bardzo niewielki. Ambitny klub założył jednak walkę o mistrzostwo, a za jej niepowodzenie obarczono oczywiście Włocha, który stracił pracę po nieudanej pogoni: Monaco zostało wicemistrzem Francji z dziewięcioma punktami straty do PSG, ponownie łapiąc gorszy okres w drugiej połowie sezonu.

W drodze po Oscara

Rozszarpywany przez niedźwiedzia Di Caprio w filmie "Zjawa" tak bardzo przekonał krytyków, że postanowili wreszcie uciszyć świat showbiznesu wręczając aktorowi statuetkę za świetne odegranie bólu i cierpienia u postaci, która na przeżycie nie ma większych szans. Taką ekipę właśnie obejmował Ranieri na początku bieżącego sezonu w Anglii: Leicester City cudem uniknęło degradacji do Championship w rozgrywkach poprzednich, gdy nikt nie dawał im na to większych szans i idąc na fali sensacyjnie stało się głównym kandydatem do mistrzostwa Anglii. Lisy z zespołu walczącego o utrzymanie w pół roku awansowały na pretendenta do mistrzowskiej korony.

Tym razem to Ranieri ma w swoich rękach wszystkie asy: pięciopunktową przewagę nad Tottenhamem, wszystkich poważniejszych rywali daleko za plecami i kolejne wykreowane gwiazdy w świetnej formie. To pod jego batutą rozkwitł niesamowity talent wciskanego do Barcelony Riyada Mahreza, który jest pewniakiem do tytułu MVP bieżących rozgrywek z 15 golami i 11 asystami. To pod jego okiem grający kilka lat temu w ósmej lidze Jamie Vardy jest liderem klasyfikacji strzelców i największym faworytem do obsadzenia linii ataku reprezentacji Anglii na Euro 2016.

To wreszcie pod jego rządami zlepek zawodników średniej klasy uczy kultury gry i wyprzedza o kilka odległości takie potęgi Premier League jak oba zespoły z Manchesteru czy gigantów z Londynu, po drodze rozprawiając się z niemal każdym z nich (prócz Arsenalu). Czy ta historia będzie mieć w końcu happy end, a Włoch otrzyma swoją upragnioną nagrodę za lata pogoni i to w zespole, który miał bić się o utrzymanie? Leicester na osiem kolejek przed końcem sezonu ma 63 punkty i wydaje się, że tylko... Klątwa Ranieriego, czyli fatalna końcówka, do której Włoch przyzwyczaił podczas swoich poprzednich przygód mógłby odebrać Lisom największą sensację w ciągu ostatnich kilkunastu (kilkudziesięciu?) lat w Premier League. Claudio, Lisy - piłkarski świat kibicuje!