Wydawało się, że ekipa, która posiada takich zawodników jak Wilfredo Leon, Matthew Anderson czy Maksim Michajłow nie może roztrownić takiej przewagi! Zenit po raz ostatni w meczu o punkty przegrał w listopadzie ubiegłego roku i był murowanym faworytem do kolejnego tytułu najlepszej drużyny Europy. A już zwłaszcza, jak wyszedł na prowadzenie 2:0 w setach w starciu z siatkarzami PGE Skry Bełchatów. Polacy nie grali źle, to po prostu przeciwnik wydawał się być z innej planety, na szczęście jednak do czasu!

 

Zenit, choć wygrał dwa sety, to nie miał aż tak miażdżącej przewagi. Nie licząc krótkiego epizodu z pierwszej partii, kiedy to na chwilę odjechał na kilka punktów przewagi, mecz był bardzo wyrównany. Skra wiedziała, że jeśli kiedyś można pokonać gigantów europejskiej i światowej siatkówki, to właśnie teraz. Od trzeciego seta podopieczni Miguela Falaski wznieśli się na wyżyny umiejętności. Trudno wyróżnić jednego zawodnika, bo każdy dołożył swoją cegiełkę. Znakomity poziom w ataku trzymał Facundo Conte, świetnie na środku wyglądał Srecko Lisinac, a Mariusz Wlazły w decydującym momencie posyłał petardy z zagrywki. W decydującej akcji nie wytrzymał Wilfredo Leon, który dał się zablokować. Skra jest w dobrej sytuacji przed rewanżem!

 

Zenit Kazań - PGE Skra Bełchatów 2:3 (25:23, 25:21, 23:25, 25:27, 16:18)

 

Zenit: Anderson (23), Butko (4), Demakow, Leon (31), Gutsaljuk (6), Michajłow (16), Salparow (libero) oraz Aszczew (2), Poletajew, Kobzar (1) i Werbow.


Skra: Lisinac (16), Wlazły (14), Conte (21), Wrona (4), Uriarte (2), Marechal (13), Milczarek (libero) oraz Piechocki (libero), Kłos (9), Janusz, Stanković, Gromadowski (1) i Rodriguez (1).