Obaj na zawodowych ringach są niepokonani, ale ich kariery są nieporównywalne. 32 letni Ward jest ostatnim, amerykańskim mistrzem olimpijskim. Złoto igrzysk w Atenach (2004) wywalczył w kategorii półciężkiej (81 kg). Na zawodowych ringach teraz debiutuje w tej wadze, ale limit jest tu niższy niż w boksie olimpijskim i wynosi 79,378 kg. Wcześniej Andre Ward (28-0, 15 KO)  przez wiele lat królował w wadze superśredniej. W tej właśnie kategorii był mistrzem świata i wygrał głośny swego czasu turniej Super Six, pozostawiając w pokonanym polu między innymi Duńczyka Mikkela Kesslera, Niemca Arthura Abrahama i Anglika Carla Frocha.

 

Mimo to są tacy, którzy twierdzą, że może mieć problemy z dwa lata starszym, byłym mistrzem świata juniorów, Sullivanem Barrerą (17- 0, 12 KO). Jest w tym gronie chociażby słynny Shane Mosley, który uważa, że mocno bijący Kubańczyk może być pierwszym, który zatrzyma mistrza z Kalifornii. Warto bowiem wiedzieć, że Andre Ward nie przegrał walki od dwunastego roku życia. Wydaje się mało prawdopodobne, ale to prawda.

 

Nie ukrywam, że jestem sympatykiem talentu Amerykanina. Miałem okazję komentować jego walki na igrzyskach w Atenach, gdzie sprawił wielką sensację eliminując z olimpijskiego turnieju, już w fazie eliminacji, głównego faworyta wagi półciężkiej, Jewgienija Makarenkę. Rosjanin przystępował do tej rywalizacji z pozycji suwerena. Był mistrzem Europy w wadze ciężkiej (Perm – 2002) i półciężkiej (Pula – 2004), zdobył też dwa złote medale mistrzostw świata w Belfaście (2001) i Bangkoku (2003). Oba w wadze półciężkiej. W Puli, na kilka miesięcy przed igrzyskami dosłownie zmiótł konkurencję, w tym Polaka Aleksa Kuziemskiego, który wywalczył tam brązowy medal. Oglądałem wygrane walki Rosjanina siedząc obok ringu (podobnie jak w Belfaście) i nie sądziłem, że w Atenach ktokolwiek będzie mu w stanie zagrozić.

 

Ale igrzyska, to igrzyska, mają swoją magiczną moc. 20-letni Andre Ward pokazał, że dla takich jak on, nie ma rzeczy niemożliwych. Makarenkę owinął sobie wokół palca wygrywając 23:16 i w pięknym stylu sięgnął później po olimpijskie złoto, co nie udało się w greckiej stolicy chociażby Giennadijowi Gołowkinowi, srebrnemu medaliście wagi średniej (75 kg). Znakomity Kazach znalazł pogromcę w osobie Rosjanina Gajdara Gajdarbekowa, który wygrał z nim na punkty.

 

Ale wróćmy do sobotniej walki Warda z Barrerą: jakie szanse ma w tej rywalizacji Kubańczyk? Na pewno nie jest ich zupełnie pozbawiony, choć nie ukrywam, że stawiam na Amerykanina. Barrera (188 cm) jest wyższy od Warda (183 cm), dobrze wyszkolony technicznie, zadaje dużo mocnych ciosów, a jak już zrani rywala, to potrafi dokończyć dzieła. Sęk w tym, że z kimś takim, jak Ward jeszcze nie walczył. I chyba się nie spodziewa, że to aż tak niezwykle trudny przeciwnik.

 

Nie bez znaczenia może być jednak fakt, że Amerykanin sporadycznie pojawia się w ringu. Z uwagi na spór z nieżyjącym już promotorem od 2011 roku walczył zaledwie trzy razy. Ostatni raz w czerwcu minionego roku z Anglikiem Paulem Smithem, którego zatrzymał w 9 rundzie.

 

Zasadne jest więc pytanie, czy ten kubański test nie jest zbyt wymagający. Ale trener Warda, znakomity Virgil Hunter, nie ma wątpliwości. – To ja wybrałem Barrerę, to moja decyzja. Andre ją oczywiście zaakceptował, ale pomysł był mój. Test musi być poważny jeśli jesienią chcemy walczyć z Siergiejem Kowaliowem, posiadaczem trzech mistrzowskich pasów w tej kategorii – twierdzi Hunter.

 

Sam Andre Ward mówi niewiele, ale jak zwykle jest pewny siebie. Trudno się temu dziwić, przecież on nie ma prawa pamiętać jak smakuje porażka.

 

A Barrera będzie miał w swoim narożniku Abela Sancheza, trenera Gołowkina, który, co zrozumiałe, do porażek też nie jest przyzwyczajony. Kubańczyk wierzy, że w Oakland, na terenie rywala, to on będzie górą, ale  jakoś trudno mi sobie to wyobrazić. Coś czuję, że i tym razem Ward da sobie radę. Nie ulega jednak wątpliwości, że starcie dwóch niepokonanych, znakomitych pięściarzy, zapowiada się fascynująco. Warto, choćby dla tego jednego pojedynku zarwać noc z soboty na niedzielę, bo to naprawdę będzie bokserskie święto.

 

Transmisja gali w Oakland w Polsacie Sport.