Łukasz Majchrzyk: Skąd w Chinach ten nagły szał kupowania jak najdroższych zawodników? Jeszcze w zeszłym roku wyglądało to dużo spokojniej.

Radosław Pyffel (szef think tanku Centrum Studiow Polska-Azja, spędził w Chinach ponad 5 lat. Prywatnie fan i milosnik futbolu. Czlonek pilkarskiej reprezentacji Polski dziennikarzy): To się wzięło przede wszystkim z tego, że prezydent Xi Jinping dał sygnał, że Chiny chcą zbudować globalny futbol. W Chinach tak jest, że przywódca wyznacza kierunek działania w jakiejś dziedzinie i wszyscy się potem zastanawiają, jak to zrobić, jak te wskazówki wypełnić. Chińczycy mają dużo pieniędzy i nie wiadomo do końca, co z nim zrobić. Można by inwestować na giełdzie, ale w ostatnim czasie z giełdy wyparowały pieniądze równe PKB Polski. Można by budować kolejne osiedla, ale nowe mieszkania już od jakiegoś czasu stoją puste. Prezydent Xi Jinping lubi futbol, ma nawet fotografię z Sergio Aguero.
 
To oznacza centralne sterowanie chińskim futbolem?

Prezydent nie ma czasu się tym zajmować, żeby centralnie sterować. To było wyznaczenie ogólnej linii postępowania. Jest nawet stosowny, 50-punktowy plan, który można chyba nawet obejrzec w Internecie, ale jak zawsze w takich sytuacjach jest bardzo ogólny, żeby można się było z tego łatwo wycofać w dowolnej chwili. Nie ma wyznaczonych konkretnych terminów, procedur. Chińczycy przystąpili do realizacji takiego planu na swój sposób.

Jeszcze niedawno trafiali tam piłkarze z ekstraklasy. Teraz Chińczycy robią transfery za dziesiątki milionów dolarów.

Rok temu Chińczycy rzeczywiście byli na poziomie ekstraklasy. Teraz są już na poziomie ligi francuskiej, a kto wie, gdzie będą niedługo. Z Polski nikt nie jest brany pod uwagę, żeby go kupować. Spójrzmy na gwiazdę Legii Warszawa, która się tam niedawno przeniosła. Miroslav Radović. Fakt, że złapał kontuzję, ale był potrzebny tylko przez rok. Teraz na jego miejsce został kupiony Gervinho. Weźmy ponadto pod uwagę, że drużyna Radovicia dopiero awansowała do 1. ligi. Do Chin trafił absolutny gwiazdor czyli Ezequiel Lavezzi z PSG.

Niektóre transfery były absurdalne i zupełnie oderwane od realiów cenowych. A przecież Chińczycy umieją liczyć.

Może to wynikać z kilku czynników. Po pierwsze, u nich jest ogromna gotówka, która jest "czarnym Piotrusiem". Coś z nią trzeba zrobić, bo jak oni tego nie wydadzą, to im te pieniądze wyparują, więc już lepiej przepłacić za jakiegoś piłkarza. Nikt nie oszczędza. Dziesięć milionów w tę stronę, czy dziesięć milionów w tamtą - kogo to obchodzi? To jest też gorliwe pokazanie, że "my się przejmujemy dyrektywą prezydenta". Po trzecie: Chińczycy rzucili tyle pieniędzy do Europy, żeby się mówiło o tym. Najlepszy dowód, że im się udało jest choćby taki, że my rozmawiamy o tym. To buduje markę.

Kto bogatemu zabroni?

Na to się nie zwraca uwagi w Europie, nikt nie ma tego świadomości, ale to przypadło na Chiński Nowy Rok i to też dla Chińczyków to ma ogromne znaczenie. Oni się czuli tak, jakby kupowali sobie prezenty na delegacje. Wtedy jest większa skłonność do wydawania pieniędzy w tamtej kulturze. To były prezenty, a wiemy z Europy, że przed Świętami płaci się więcej. To są takie wątki, które Europejczykom nie przychodzą do głowy.

Czemu nie kupują klubów na zachodzie tak jak robią to szejkowie z Zatoki Perskiej?

Chiny przestały być tanim producentem, chcą budować nową jakość. Mają takie hasło, że budują "nową normalność", "chińskie marzenie". We wszystkim chcą dokonać skoku. Oni przeobrażają światową turystykę, sport, przemysł. W piłce nożnej działa taki sam mechanizm - ściągają najlepszych do siebie, żeby u siebie budować potęgę. Nie będzie jak z szejkami, którzy bedą kupować sobie kluby. Chińczycy chcą gwiazdy u siebie, żeby nie było takiej sytuacji, że tylko raz na jakiś czas przyjeżdżają Real, albo Barcelona zagrać latem jakiś mecz. Oni chcą mieć gwiazdy "na miejscu". Kiedy najlepsi Brazylijczycy i Argentyńczycy przeniosą się do Chin, to tamte rozgrywki staną się najważniejsze. Ligę Mistrzów będziemy oglądać o 13:45 w sobotę i będzie to Azjatycka Liga Mistrzów. Może Evergrande pokona kiedyś Real Madryt, ale żeby tak się stało, Chińczycy muszą nie tylko ściągać "Zidanes", ale też wyprodukować swoich "Pavones", jak kiedyś w Realu. "Zidanes" już mogą sobie kupić, ze szkoleniem "Pavones" jest problem.

Wychodzi na to, że paradoksalnie, krach na chińskiej giełdzie, spowodował boom transferowy w Europie?

Giełda pokazuje miejsce, w którym są Chiny. Na plenum chińskiego Parlamentu premier zapowiedział, że będzie wzrost na poziomie 6,5-7 procent i mówi się, że zapaść. Każdy chciałby mieć taką "zapaść".

Kiedy Chińczycy wyprodukują odpowiednią liczbę swoich "Pavones", żeby się liczyć w światowym futbolu?

W 2002 roku grali na mistrzostwach świata, ale od tego czasu jest regres. To jest ich kompleks. Doszli do średniego poziomu zamożności i mają problem jak w Polsce. Dopóki byli biedakami, to było dużo ludzi zdeterminowanych jak w Brazylii, żeby zrobić karierę i wyjść z biedy poprze sport i ciężki trening. Teraz chińska klasa średnia woli pograć na konsoli. W Chinach mają świetne boiska, wyprzedzili pod tym względem Polskę o kilka lat, ale nie ma kto na nich grać. Poprawienie tej sytuacji może im zająć jakieś dziesięć lat.