Awans z rąk Vive wytrącić mogły chyba tylko stare demony, czyli wspomnienie dwumeczu sprzed roku, kiedy po pewnym zwycięstwie w pierwszym meczu zespół z Kielc zlekceważył francuskie Montpellier i ostatecznie awansował korzystniejszą różnicą bramek po wielkim horrorze. Tak się jednak nie stało - zawodnicy Mieszkowa co prawda nie mieli nic do stracenia i mogli zagrać va bank, jednak ostatecznie zabrakło im doświadczenia w końcówce.

Przez większość spotkania jednak trzymali wynik w okolicach remisu i mocno naciskali na bardziej utytułowanego rywala. Przy zmianie stron na tablicy wyników widniał remis 14:14, bo goście w imponującym stylu odrabiali straty; kwestia awansu wciąż była otwarta. W ofensywie mistrza Polski szalał Chorwat Denis Buntić, który w tym meczu mógł w ogóle nie wystąpić: ostatecznie rzucił jednak sześć goli i znacznie przyczynił się do końcowego triumfu Vive.

W drugiej połowie gospodarze zyskiwali jednak zapowiadaną przewagę i odskoczyli na trzy bramki. Prowadzenie Vive na dziesięć minut przed końcem oscylowało w okolicach pięciu bramek, jednak to mogło okazać się zgubne: w szeregi żółtych wkradło się rozluźnienie i namnożyły się błędy w ataku i obronie. Szwankowała skuteczność, a goście odrabiali straty w błyskawicznym tempie. Zwycięstwo gospodarzom zapewniło jednak chorwackie trio Strlek-Buntić-Cupić, które uspokoiło grę w końcówce i zapewniło trzybramkowe zwycięstwo.

Piłkarze Vive Tauronu wygrali 33:30, a w ćwierćfinale Ligi Mistrzów zmierzą się ze zwycięzcą pary Montpellier HB - SG Flensburg-Handewitt. Czy będzie to polsko-francuski rewanż za rok poprzedni?

 


VIVE Tauron Kielce - HC Mieszkow Brześć 33:30 (14:14) - awans VIVE