To było jedno ze spotkań w fazie pucharowej, po których nie chcielibyśmy żegnać żadnego z zespołów. Vardar Skopje był zdecydowanym faworytem dwumeczu z Orlen Wisłą Płock w 1/8 finału Ligi Mistrzów, jednak płocczanie postawili twarde warunki i do ostatnich sekund byli o centymetry od wyszarpania rywalom awansu. W Polsce udało się zremisować w ostatnich sekundach po golu Marko Tarabochii, jednak końcówka rewanżu w Skopje należała do gospodarzy.

Na pierwszy plan wysunęli się bramkarze obu zespołów. Cuda między słupkami wyczyniał zarówno duet niebieskich: Rodrigo Corrales i Marcin Wichary, jak i rywale: Arpad Sterbik i Petar Angelov - broniący dostępu do swoich bramek często bronili kontrataki jeden na jeden czy rzuty karne. Znakomita skuteczność wybijała rzucających z rytmu, jak się jednak okazało lepiej tę przeciwność udało się pokonać Vardarowi.

Podopieczni Manolo Cadenasa przewagę osiągnęli tuż po przerwie, kiedy udało im się wyjść na trzy bramki prowadzenia. Gospodarze jednak szybko odrobili straty i zaczęli naciskać coraz mocniej: Wisła miała problemy z rozgrywaniem akcji i często gubiła piłkę umożliwiając rywalom szybkie kontrataki. Nafciarze z każdą minutą gubili rytm, a gdy na zegarze pozostawało kilkadziesiąt sekund, do awansu wciąż potrzebowali dwóch bramek. Gdyby nie fatalne pomyłki Dibirowa, Vardar awans zaklepałby na kilka minut przed końcem, jednak stykowy wynik budził nadzieje do ostatnich chwil.

W ostatniej akcji niebiescy mieli okazję wyrównać stan meczu, co oczywiście nie dałoby im awansu w dwumeczu, jednak remis na terenie potęgi europejskiej piłki ręcznej z pewnością smakowałby dużo lepiej. Ostatecznie jednak zespół Cadenasa musiał obejść się smakiem, chociaż może być dumny ze swojej postawy w starciu z mocniejszym rywalem.

 

Vardar Skopje - Orlen Wisła Płock 25:24 (13:15)