Lorek: Speedway po szwedzku

Żużel
Lorek: Speedway po szwedzku
fot. PAP

Kiedy w 1956 roku Szwed Ove Fundin przełamał hegemonię Anglosasów w indywidualnych mistrzostwach świata, Brytyjczycy, Australijczycy, Nowozelandczycy i Amerykanie zaczęli baczniej przyglądać się Skandynawom jeżdżącym na żużlu. Szwedzi mogą poszczycić się szerokim wachlarzem legend. Wychowali wielkich mistrzów: Bjorna Knutssona, Andersa Michanka, Pera Jonssona i Tony’ego Rickardssona.

Jonas Bjorkman, trzykrotny mistrz Wimbledonu w grze podwójnej, niegdyś rakieta nr 4 w rankingu ATP, poczytuje sobie za spory zaszczyt, że jest dobrym kolegą Tony’ego Rickardssona. Poznali się swego czasu na torze w Vetlandzie, następnie spotkali się na gali mistrzów sportu w Skandynawii i tak rozpoczęła się komitywa.

 

Magnus Norman, zdobywca Pucharu Davisa w 1998 roku, finalista Roland Garros’2000 i były nr 2 światowego tenisa, zachwyca się profesjonalizmem Rickardssona. Normana bawi również specyficzny akcent żużlowego championa, a ponadto docenia umiejętności taneczne Tony’ego. W samych superlatywach o Rickardssonie wyraża się Thomas Enqvist, finalista Australian Open’1999, były nr 4 światowego tenisa. Jak to możliwe, aby Tony przedarł się do świadomości gwiazd szwedzkiego i światowego tenisa? Charyzma, tytuły mistrzowskie zdobywane w wielkim stylu, poczucie humoru, otwartość na nowe trendy, swoboda przed kamerą – to niezaprzeczalne atuty Rickardssona. Tony rozkręcił boom na speedway, ale w przyrodzie nic nie trwa wiecznie.

 

Czy szwedzki żużel ma pomysł, aby przetrwać okres bez wielkiej gwiazdy światowego formatu? I jak sprawić, aby młodzi ludzie chcieli przedzierać się przez ból, kontuzje, leśne knieje i marzyli o triumfie w Speedway Grand Prix skoro wokół istnieje tyle pokus?

 

W drodze na czarodziejski Odsal Stadium

 

1 wrzesnia 1990 roku autokar wypełniony szwedzkimi fanami żużla z wolna pokonywał pagórki hrabstwa Yorkshire. Ktoś wpadł na pomysł, aby zabawić się w totka i spróbować wytypować zwycięzcę finału światowego na Odsal Stadium. Ten legendarny obiekt z nieludzko podniesionymi łukami niczym na welodromie gwarantował wyśmienite ściganie. Kiedy kierowca mijał kolejne senne miasteczka, fani prześcigali się w wymienianiu potencjalnych triumfatorów.

 

Todd Wiltshire – Australijczyk obdarzony niezwykłym refleksem, solidny Szwed Jimmy Nilsen, profesor z Oxfordu Hans Nielsen, a może młody nieopierzony Szwed Henka Gustafsson? Tylko na moment wesołe i ekscytujące rozważania o żużlu przerwał radiowy komunikat o inwazji Iraku na Kuwejt. Saddam Hussein oznajmił wszem i wobec, że Kuwejt stał się dziewiętnastą prowincją Iraku. Stany Zjednoczone uruchomiły operację wojskową pt. Pustynna Tarcza, aby osłonić Arabię Saudyjską przed atakiem irackich sił zbrojnych. Świat delikatnie zachwiał się w posadach. W świecie speedwaya również panowało bezkrólewie. Nikt nie potrafił przewidzieć zwycięzcy pasjonująco zapowiadającego się finału na Odsal…

 

Pewien jegomość owinięty szalikiem Smederny Eskilstuny, nie bacząc na to, że na zewnątrz panują dość wysokie temperatury, zatęsknił za rykiem motocykli i wyjął taśmę VHS. Uprzejmie spytał kierowcę autokaru czy może wyświetlić zapis meczu szwedzkiej Elitserien. Kierowca skinął głową i po chwili podróżnicy, których żyły wypełnione były metanolem, a nie krwią, zastygli niczym rzeźby. Wpatrywali się w ekranik, na którym z gracją wiraże pokonywali tacy fachowcy jak Hans Nielsen, Martin Dugard i Kelvin Tatum. Zachwyty wzbudzała jazda Henrika Gustafssona, który balansował na motocyklu ze zręcznością kalifornijskich kowbojów. Shawn Moran znalazł naśladowcę…

 

Gustafsson pojechał olśniewająco na Odsal. Nie przebił się przez eliminacje, ale pech dotknął duńskiego koliberka Jana Osvalda Pedersena. Pedersen odniósł kontuzję i nie mógł wystąpić w finale, a Henka znalazł się w gronie szesnastu szczęśliwców. Wygrał dwa wyścigi, zajął szóste miejsce w debiucie w finale światowym i porwał fanów ekscytującymi manewrami.

 

Jednak to inny Szwed był królem wieczoru w Bradford. Per Jonsson został pierwszym szwedzkim mistrzem świata od czasu triumfu Andersa Michanka na Ullevi w 1974 roku. Per ścigał się jak natchniony. Jego magiczna akcja na ostatnim wirażu w trzecim wyścigu, gdy ściął do krawężnika i wyprzedził Jimmy’ego Nilsena praktycznie na kresce przyprawiła wielu fanów o zawał serca. Richard Knight i Zdenek Tesar byli tłem dla zaciekle walczących Szwedów. I kolejny klasyk Pera Jonssona… Szesnasty wyścig.

 

Per w kasku czerwonym, a w żółtym szalony król balansu, Amerykanin Shawn Moran. Ten wyścig warto obejrzeć zanim zstąpimy do Hadesu i zaśniemy na wieki wieków. Kreatywność, jazda w kontakcie i porażka Pera, która otworzyła bramę przed Moranem do wyścigu barażowego o tytuł mistrza świata. W dodatkowym biegu takich emocji już nie było i Per sięgnął po tytuł indywidualnego mistrza świata. Autokar nie przestawał śpiewać tej nocy. August Soderman, szwedzki kompozytor, byłby dumny przysłuchując się śpiewom żużlowych fanatyków wracających do domostw Eskilstuny, Kumli, Orebro i Mariestad…

 

Nadzwyczajne kadry telewizji zakochanej w żużlu – stacji Screensport do dziś wywołują dreszczyk emocji. Per był królem speedwaya, ale złote czasy szwedzkiego żużla miały dopiero nadejść…

 

 

Zagraniczny zaciąg

 

Kiedy przyjrzeć się liście startowej finału światowego rozegranego na Memorial Coliseum w Los Angeles w 1982 roku, widniał na niej zaledwie jeden Szwed. Jan Andersson, dziś znakomity tuner silników, wówczas szwedzki rodzynek. Zaliczył niezły występ: ósme miejsce z dorobkiem ośmiu punktów, bez zwycięstwa biegowego. Gdy Jan szturmował bramy do żużlowego Olimpu, szwedzka liga preferowała sos własnego wyrobu. W 1982 roku nikt nie dopuszczał myśli o tym, aby otworzyć rynek pracy dla obcokrajowców. Dopiero w 1987 roku podjęto nieśmiałe próby zatrudnienia zawodników z zagranicy.

 

Duńczyk Erik Gundersen i Fin Kai Niemi przybyli z pochodnią i wnieśli ozdrowieńcze światło do szwedzkich lochów. W owym czasie kluby startujące w szwedzkiej Elitserien mogły kontraktować jednego obcokrajowca w meczu. Z biegiem lat powiększano limit i coraz szerszy wachlarz zagranicznych żużlowców ścigał się na torach w Vastervik, Malilli, Gislaved i Vetlandzie.

 

Bracia Karlssonowie: Peter, Mikael i Magnus, Henka Gustafsson, Peter Nahlin, Jimmy Nilsen i Per Jonsson zostali zmuszeni do podniesienia kwalifikacji. Per, mistrz świata z Bradford, doskonale rozumie sens zatrudnienia przybyszów. „Wdrapałem się na szczyt, bo liga w Szwecji wyraźnie poprawiła swój poziom. Gdy nie mieliśmy obcokrajowców w naszej lidze, nie trzeba było wykonać katorżniczej pracy, aby wykręcić komplet punktów. Problem polegał na tym, że gdy przenosiłem się na Wyspy Brytyjskie, dostrzegłem, że jestem wolny niczym żółw. Pojawienie się utytułowanych zawodników zagranicznych sprawiło, że bardziej staraliśmy się i jeszcze więcej pracy wkładaliśmy w warsztacie i podczas treningów. Na efekty nie trzeba było długo czekać” – zauważa Per Jonsson.

 

Peter Karlsson, przesympatyczny okularnik z Gullspang, skończy w grudniu 47 lat. Wciąż ma energię, aby ścigać się na żużlu. Ba, szczęśliwy tata dwóch smyków, ma w sobie tyle sił, aby co roku brać udział w Biegu Wazów. Peter zaczął zabawę ze speedwayem w 1985 roku w barwach Ornarny Mariestad. W poprzednim sezonie Pikej wciąż tkwił na liście zawodników – gości Ornarny… Nie przeszkodziło mu to w pracy na drugim etacie. Karlsson przywdziewał kevlar Smederny Eskilstuny w Elitserien. „Gdy zacząłem wchodzić w łuk ślizgiem kontrolowanym, szwedzki speedway był amatorską zabawą dla zapaleńców. Żużlowcy z zagranicy szerzej wkroczyli do Szwecji w 1989 roku. Wówczas mieliśmy grupę około 10 utalentowanych zawodników: Henka, Tony i Peter Nahlin stanowili solidny trzon młodej generacji. Prezentowaliśmy się całkiem przyzwoicie na tle zagranicznych gwiazd” – podkreśla Peter Karlsson.

 

W 1990 roku najlepszym zespołem w Szwecji była Indianerna Kumla z Henką Gustafssonem w składzie. Kumla pokonała wówczas w finale ligi ekipę Ornarny Mariestad, a na trybunach zasiadło 6000 widzów. W barwach mistrzowskiej drużyny ścigało się dwóch obcokrajowców: fenomenalny spec od długich torów: Brytyjczyk Simon Wigg i zdolny Norweg Lars Gunnestad.

 

Indianerna wciąż znajduje się w gronie prężnie działających klubów. W sezonie 2015 Kumla co prawda przegrała finał play – off z Vetlandą, ale mimo porażki, mecz o złoto rozegrany na stadionie Indianerny przyciągnął na trybuny 3506 widzów. Co intrygujące, w składzie Indianerny wystąpiło aż czterech obcokrajowców: Niels-Kristian Iversen, Artiom Łaguta, Piotr Protasiewicz i Mikkel Bech. Z kolei Ornarna Mariestad znacznie obniżyła loty i ściga się w niższej lidze, odpowiedniku polskiej I ligi i brytyjskiej Premier League – Allsvenskan League.

 

Szwedzi sporo zyskali ustanawiając dogodny termin dla spotkań ligowych: wtorkowe wieczory zarezerwowano dla Elitserien, a czwartkowe dla Allsvenskan. Idealny moment, aby zawodnicy dotarli z Polski promami po niedzielnych meczach, a ci startujący w Anglii, mogli przedostać się samolotem po poniedziałkowych spotkaniach na torach Belle Vue Aces czy Wolverhampton Wolves. Szwedzi, którzy nie chcieli wprowadzenia systemu Grand Prix i zdecydowanie optowali za jednodniowymi finałami, ostatecznie skapitulowali, ale w lidze są wierni wypracowanemu schematowi aż do dziś. „To świetny system. Ludzie niechętnie zrywają ze swoimi przyzwyczajeniami, nieprawdaż? Gdybyś próbował przekonać brytyjskiego fana, że Wilki przestaną jeździć w poniedziałkowe wieczory, podniósłby lament, czyż nie tak? A tak, wiadomo, nadchodzi wiosna i wszyscy uzależnieni od metanolu w poniedziałkowy wieczór wybierają się na Monmore Green” – zauważa Peter Karlsson, legenda Wolverhampton Wolves.

 

Tommy Rander, pomysłodawca żużlowych relacji w telewizji Screensport, niegdyś muzyk rockowy, dziś wzięty publicysta, autor książek o tematyce motocyklowej, uważa, że wtorek to idealny dzień na wyścigi żużlowców na szwedzkiej ziemi. „System jest sprytnie przemyślany. Wszystkie drużyny z Elitserien ścigają się tego samego wieczoru. Fani mogą śledzić wyniki w internecie, rodzi się rywalizacja, większe zainteresowanie kibiców z ośrodków żużlowych. Kibice na trybunach stadionu w Vetlandzie są informowani przez spikera o wyniku meczu w Kumli. To mądre rozwiązanie, aby ścigać się we wtorkowe wieczory” – podkreśla Tommy Rander.

 

Szwedzi nie tylko zadbali o sensowny terminarz rozgrywek ligowych. Byli również prekursorami w instalacji dmuchanych band. „Kiedy patrzę z jaką prędkością wchodzą w wiraż młodzi zawodnicy i przypomnę sobie moje młodzieńcze lata, mam ciarki na plecach. Uważam, że źródłem problemów i narastającego niebezpieczeństwa są leżące silniki. Na stojących silnikach łatwiej można było zachować kontrolę nad motocyklem. Wiem, że wiele osób nie zgodzi się z moją opinią, ale „stojaki” były wolniejsze, ataki częściej były przeprowadzane przy wewnętrznej. Dziś moc silników jest tak porażająca, że chłopcy napędzają się po zewnętrznej, wchodzą w łuk na zawrotnej prędkości, mają szybsze motocykle, ale ściganie wcale nie jest ciekawsze niż przed laty. „Leżaki” zrewolucjonizowały speedway” – zauważa Peter Karlsson.

 

Wybitny technik, dwukrotny indywidualny mistrz Szwecji, nosi w sobie tyle miłości dla speedwaya, że nie zamierza zawieszać laczka na kołku…

 

 

Piknik na obrzeżach miast

 

Na Wyspach Brytyjskich w klub inwestują prywatni przedsiębiorcy. Przeważnie na tyle zamożni, że ewentualne straty finansowe nie przesłonią im miłości do żużla. Fanatycy, którzy nie mogą żyć bez iskierki niewiadomej i niepowtarzalnej atmosfery panującej podczas meczów Elite czy Premier League. A w Szwecji? Tu struktury są odmienne. „Kluby w Szwecji nie są prowadzone jak profesjonalny biznes. Nie ma pensji, nikt nie pobiera wynagrodzenia. Speedway w Szwecji budują zapaleńcy, których śmiało można nazwać wolontariuszami. Kiedy prowadziłem klub Kaparna Goeteborg (drużynowy mistrz Szwecji w 2003 roku), byłem prezydentem klubu wybieranym przez członków stowarzyszenia. Nie rządzi stos prywatnych pieniędzy. W pewnym sensie jest to niebezpieczne, bo gdy kogoś przestaje bawić speedway, odchodzi ze stanowiska bez żadnych konsekwencji” – twierdzi Tommy Rander.

 

Pod względem geograficznym, speedway króluje w południowej części Szwecji. To logiczne, bo komu chciałoby się gnać do Kiruny w regionie Norrbotten, gdzie w lipcu przy dobrych wiatrach temperatura wynosi circa 12 stopni Celsjusza? „Są takie miejsca w Szwecji, gdzie jedziesz autem przez 10 godzin i nie widzisz żywej duszy. To byłaby niezbyt idealna lokalizacja na tor żużlowy, prawda? Kończysz poniedziałkowy mecz Elite League w Wolverhampton o 22.30, bierzesz prysznic, wypijasz szklaneczkę whisky i nie wiesz gdzie lądować na szwedzkim odludziu następnego ranka… Szkoci lubią speedway, ale nikt nie wpadnie na pomysł, aby ścigać się na północnych rubieżach Szkocji, czyż nie tak?” – pyta z uśmiechem Peter Karlsson.

 

Tommy Rander zauważa, że należałoby się cofnąć o dwie dekady, aby znaleźć klub działający w rejonach 200 km na północ od Sztokholmu. „Tory nie stanowią problemu. Myślę, że dla wielu fanów wyprawa na odludzie byłaby nie lada wyzwaniem. Szwedzi lubią szalone pomysły, więc śmiałków znalazłoby się sporo, aby wyrwać się z ramion cywilizacji. O to jestem spokojny. Problem polega na tym, że kurczą się możliwości finansowania takich dzikich torów. Znalazłbym bez trudu na mapie Szwecji tory, które leżą odłogiem i pies z kulawą nogą nie raczy na nie zajrzeć… Koszty prowadzenia klubu są wysokie, torów ci u nas dostatek” – mówi Rander.

 

Dla wielu fanów wieczorny wypad na speedway to okazja do relaksu. Piknik, mniejsza o wynik – zdawałoby się myśleć patrząc na uśmiechniętych sympatyków speedwaya w Szwecji siedzących na rozkładanych krzesełkach na trawiastych wałach. „Owszem, Szwedzi nie lubią nadmiaru stresu, ale jestem daleki od stwierdzenia, że wynik nie jest istotny. Klubu marzą o mistrzostwie Elitserien, walczą o każdy punkt, ale nie jesteśmy tak emocjonalnie przywiązani do wyniku jak polscy fani” – zauważa Peter Karlsson.

 

 

Era Rickardssona

 

Jonas Holmqvist, szwedzki korespondent branżowego tygodnika „Speedway Star” od 1992 roku, dostrzega ważny czynnik demograficzny. Fani w Szwecji nie są brzdącami, ale są młodsi od kibiców żużla w Anglii. „Przeciętny kibic żużla w Szwecji jest młodszy od Brytyjczyka, ale z pewnością starszy niż Polak. Wielu szwedzkich żużloholików przekroczyło 45 rok życia, ale na trybunach pojawiają się też młodzi ludzie. Wciąż spotykam ludzi ze złotej generacji lat 70 – tych. Lata osiemdziesiąte były kryzysowymi w szwedzkim speedwayu. Boom narodził się w latach 90 – tych pod wpływem sukcesów na arenie międzynarodowej. Spora w tym zasługa Tony’ego Rickardssona, wyjątkowego czarodzieja żużlowych torów” – twierdzi Holmqvist.

 

Jonas ma rację. Styl w jakim Tony Rickardsson sięgnął po tytuł mistrza świata w ostatnim jednodniowym finale w duńskim Vojens w 1994 roku, wzbudził zachwyt ludzi, których dusza nie mieszkała w pobliżu beczki z metanolem. Pamiętny baraż z Hansem Nielsenem i Craigiem Boycem… „Najważniejsze szwedzkie dzienniki zaczęły rozpisywać się o Tonym. W prasie można było natknąć się na mnóstwo artykułów o Rickardssonie. Speedway przeżywał złoty okres” – mówi Peter Karlsson.

 

Holmqvist podkreśla ważny aspekt boomu na speedway. „Po drugim tytule mistrzowskim Rickardssona wywalczonym w 1998 roku, szwedzka telewizja, odpowiednik BBC, zaczęła poważnie interesować się żużlem. Wysyłała komentatorów i reporterów na każdy turniej Speedway Grand Prix. Rickardsson był magnesem, bo oprócz wybornej jazdy, potrafił ciekawie opowiadać, był obdarzony charyzmą, nie można było przejść obok niego obojętnie. Profesjonalista o wyjątkowym poczuciu humoru. Czegóż więcej potrzebują dziennikarze?” – pyta Holmqvist.

 

Gdy Tony sięgnął po czwarty tytuł mistrzowski, na jego mecze ligowe przybywały prawdziwe tłumy zważywszy na populację Szwedów (9,8 miliona mieszkańców). Kiedy Rospiggarna Hallstavik podejmowała drużynę Rickardssona – Masarnę Avesta, na trybunach zasiadało 5214 kibiców, a gdy Smederna Eskilstuna rywalizowała z Masarną, na mecz przychodziło 5548 fanów. Masarna Avesta ustanowiła rekord na swoim torze: 6613 kibiców na półfinałowym meczu play-off z Kaparną Goeteborg.

 

Rickardsson przefrunął nad legendą Ove Fundina. Ove zdobył pięć tytułów mistrza świata. Tony posiada w kolekcji sześć złotych krążków. Tylko Nowozelandczyk Ivan Mauger ma sześć złotych medali w indywidualnych mistrzostwach świata. Rickardsson był dla Szwecji taką ikoną jak Tomasz Gollob dla polskiego speedwaya czy Bruce Penhall w czasach prosperity brytyjskiego żużla. „Rickardsson sprawił, że frekwencja na meczach Masarny Avesty zwiększyła się trzykrotnie. Na przestrzeni lat: 1998 – 2003 Avesta notowała wzrost frekwencji na ligowych meczach. Wówczas liga liczyła 10 zespołów (osiem wystartuje w Elitserien w sezonie 2016). Kiedy w połowie lat 60-tych szwedzki speedway przeżywał prosperitę dzięki fenomenalnemu Fundinowi, w lidze funkcjonowało 6 drużyn, które z trudem wiązały koniec z końcem” – uważa Tommy Rander.

 

Jednak nie wszędzie było tak różowo jak w Avesta. We wrześniu 2004 roku klub jeżdżący w niższej dywizji (Allsvenskan League) stanął na skraju bankructwa. Długi wynosiły około 1,8 miliona koron szwedzkich (niemalże 200 tysięcy funtów). Jednak Tony wciąż utrzymywał statek w królewskiej formie. Nie było ryzyka zatonięcia tudzież abordażu… Nadzwyczajna forma Rickardssona w sezonie 2005, w którym zdemolował konkurentów w walce o mistrzostwo świata (196 punktów Tony’ego i „tylko” 154 wicemistrza świata Jasona Crumpa, trzeci Leigh Adams z dorobkiem 107 oczek), zaowocowała niesamowitą frekwencją w Elitserien. Finałowe spotkania fazy play-off pomiędzy Vetlandą a Vastervik przyciągnęły na trybuny odpowiednio: 8703 i 7264 fanów. Ogółem, mecze w szwedzkiej lidze w sezonie 2005 legitymowały się najlepszym wynikiem pod względem frekwencji od zamierzchłych czasów, bo za takowe należy uznać sezon… 1953!

 

Niestety, nic nie trwa wiecznie. Tony Rickardsson zakończył przebogatą karierę w 2006 roku i rzeczywistość nie wyglądała już tak wspaniale jak za czasów, gdy Szwed dokonywał cudów zręczności na Millennium Stadium w Cardiff podczas GP Wielkiej Brytanii w 2005 roku. Wówczas Tony w olśniewającym stylu wyprzedził Jarka Hampela przytulając się do dmuchanej bandy!

 

Ostatnim mgnieniem wiosny była frekwencja podczas finałowego meczu play-off Elitserien w Vastervik w 2007 roku: 9398 widzów zasiadło wówczas na trybunach.

 

 

Kryzys i białe kołnierzyki

 

To nieprawda, że Szwecja wyszła bez szwanku po ogólnoświatowym kryzysie. Pozornie Skandynawowie wciąż żyją w krainie miodem i mlekiem płynącej… „Mit głosi, że Szwedzi są nietknięci przez finansowe zawirowania w sektorze bankowości. Nic bardziej mylnego. Na przestrzeni minionych ośmiu lat, produkt krajowy brutto zwiększył się minimalnie, zaledwie o 0,2, a to bardzo niski wskaźnik. Straciliśmy 450 000 miejsce pracy w przemyśle, a speedway to wciąż sport klasy robotniczej. Większość szwedzkich obywateli pracuje teraz w białych kołnierzykach, a „krawaciarze” nie przepadają za żużlem. Zanikają żużlowe tradycje w robotniczych rodzinach, bo ludzi nie stać na wizytę na stadionie. Uważam, że zakończenie kariery przez Tony’ego Rickardssona to jeden z elementów niskiej frekwencji na trybunach, ale to tylko jeden klocek w tej skomplikowanej układance” – twierdzi Tommy Rander.

 

Nie da się ukryć, że apanaże jakie pobierali wielcy mistrzowie pokroju Rickardssona, Crumpa, Pedersena czy Golloba pozostały na tym samym poziomie po odejściu Tony’ego i Jasona z czynnego uprawiania sportu. Nowe twarze chciały zarabiać jak artyści speedwaya, ale finanse nie są z plasteliny. Czyż to nie ironia, że następcy Rickardssona doprowadzili Masarnę Avesta na skraj bankructwa w 2007 roku? Długi klubu osiągnęły poziom miliona koron… „Od momentu zakończenia kariery przez Tony’ego frekwencja na ligowych spotkaniach spadła o jedną trzecią. Wiele klubów zakładało zbyt optymistyczny budżet. Zawodnikom płacono więcej niż było w skarbcu, budowano silne personalnie zespoły, bo ambicja nakazywała myśleć o tytule mistrzowskim, a mało kto spoglądał na stan konta bankowego… W 2009 roku nie było tragedii, bo przeciętnie mecz Elitserien oglądało 3548 kibiców. Mieliśmy okres prosperity, teraz jest bryndza, ale i tak jest lepiej niż przed złotym sezonem 1999. Speedway wciąż jest trzecim najbardziej popularnym sportem w Szwecji: po piłce nożnej i hokeju na lodzie” – zauważa Holmqvist.

 

Sukces sprawia, że o danej dyscyplinie jest głośniej, pojawiają się sponsorzy, rozgłos pomaga w zdobyciu środków, ale czy triumfy Szwedów w Drużynowym Pucharze Świata przekładają się na finanse? Żużlowcy Trzech Koron wygrali finał Drużynowego Pucharu Świata w 2015 roku po pasjonującym boju w Vojens. To ich pierwszy triumf od 2004 roku, gdy w mrożących krew w żyłach okolicznościach pokonali Brytyjczyków na stadionie w Poole… „Owszem, wygrana w Speedway World Cup, której nikt się nie spodziewał, odbiła się szerokim echem w szwedzkich mediach, ale nie przybrała szalonych rozmiarów. Nie należy jednak marudzić, bo żużlowa reprezentacja Szwecji została nominowana w plebiscycie na drużynę roku. Żużlowcy znaleźli się w elitarnym gronie czterech reprezentacji nominowanych do głównej nagrody. 25 stycznia 2016 roku w przepięknej Globe Arena w Sztokholmie odbyła się uroczysta gala mistrzów sportu. Żużlowcy co prawda przegrali z reprezentacją piłkarzy do lat 21, którzy sięgnęli po mistrzostwo Europy, ale sam fakt obecności mistrzów speedwaya wiele znaczy dla dyscypliny.

 

Najgorsze, że za sukcesem drużynowym nie idą popisy solistów. Spada zainteresowanie cyklem GP, bo szwedzcy żużlowcy, poza pojedynczymi wyskokami, nie błyszczą w walce o indywidualne mistrzostwo świata. GP nie można już oglądać w ogólnodostępnej telewizji: to również symptom smutnych zmian w rankingach popularności speedwaya na tle innych dyscyplin” – podkreśla Jonas Holmqvist.

 

Mija prawie 30 lat od czasu, gdy otwarto granice dla obcokrajowców w szwedzkiej Elitserien. Czy młode szwedzkie talenty nie mają możliwości rozwoju, bo zagraniczne gwiazdy zabierają im miejsca pracy? Tommy Rander uważa, że większym zagrożeniem są rosnące koszty uprawiania speedwaya. „Spójrzmy na budżety zawodników. Zdolny Szwed, Oliver Berntzon ma rocznie do wydania 75 000 funtów. Po podsumowaniu wydatków, Oliver nie może liczyć na zysk większy niż 1100 funtów miesięcznie. Speedway był niegdyś jednym z najtańszych sportów motorowych. Wielu chłopców wywodzących się z robotniczych rodzin mogło liczyć na to, że tata kupi im motocykl. Dzisiejsze ceny części do motocykli wykluczają taką możliwość, choćby nie wiadomo jak tata i syn kochali speedway.

 

Owszem, można bawić się na poziomie amatorskim w żużel, ale gdy masz stanąć pod taśmą z Gregiem Hancockiem, jesteś skazany na pożarcie. Zawodnicy chcieliby zarabiać jak najwięcej, to naturalne, ale chcą też ścigać się rzadziej, bo skarżą się, że podróże wysysają z nich mnóstwo energii. Spójrzmy na juniorski speedway. Dziś nawet dla dzieciaka, który chce śmigać na motocyklu z silnikiem o pojemności 80 ccm, koszty są astronomiczne. 20 czy 25 lat temu Szwedzi mieli całe zastępy młodych i utalentowanych juniorów. Dziś rodziców nie stać na takie wydatki. Efekt? Mamy góra 40 zawodników w klasie 80 ccm. To dramatyczne statystyki” – podkreśla Holmqvist.

 

To brutalna prawda. Zawodnicy, których talent upoważniał do występów poza granicami Szwecji, tacy jak Simon Gustafsson czy Dennis Andersson, zostali pokonani w bitwie z rosnącą spiralą wydatków na sprzęt. Kluby zaczęły nieregularnie płacić i kółko się zamyka…

„Instalacja band dmuchanych „zdmuchnęła” z powierzchni szwedzkiego speedwaya kilka klubów. Inwestycja okazała się zbyt droga jak na możliwości lokalnych klubów. A bandy były obowiązkowe, więc nie można było uwolnić się od surowych przepisów. W rezultacie mniejsze kluby ogłosiły bankructwo” – zauważa Rander.

 

 

Staromodny speedway?

 

Peter Karlsson, który tak rewelacyjnie ścigał się w Poole podczas finału Drużynowego Pucharu Świata w 2004 roku, zna smak złota. Jest bystrym obserwatorem żużlowej sceny. Uważa, że speedway nie jest obłąkańczo drogi, tylko wyszedł z mody. „Nie sądzę, że żużel jest bardzo kosztowny dla kogoś kto uprawia ten sport. Nie musi być wcale drogim sportem. Spójrzmy na Kyle’a Howartha, który obojętnie czy jeździł dla Swindon Robins czy dla Coventry Bees, potrafił wygrywać z bardzo dobrymi zawodnikami. Nie musiał ponieść gigantycznych wydatków, aby ścigać się dzielnie na poziomie Elite League. Kyle pokazał, że nie ma rzeczy niemożliwych. Problem leży gdzie indziej: dziś nie ma tylu młodych chłopaków, którzy chcą jeździć na żużlu.

 

Ludzie mają dzisiaj mnóstwo zajęć, ale i oferta skierowana do szerokiej publiczności jest bogatsza. Teatr, kino, video, wspinaczka wysokogórska, taniec, komputery. Młodzi ludzie nie chcą poświęcać się dla speedwaya, bo to sport dla chłopców z charakterem. Problem z narybkiem nie dotyczy jedynie Szwecji czy Wielkiej Brytanii. Mój wieloletni mechanik z Polski, Dariusz Piela, podzielił się ostatnio opinią, że w Polsce pojawia się coraz mniej chętnych, aby ścigać się na żużlu. Na egzaminach na licencję kiedyś były tłumy młodych chłopaków, a dziś z trudem udaje zebrać się dziesięciu chętnych! Świat ma zbyt bogatą ofertę dla młodych ludzi” – twierdzi Peter Karlsson, który wciąż przedkłada bieg na nartach nad czas spędzony przed telewizorem, ale Pikej urodził się w 1969 roku, więc jest oldschoolowcem…

 

Sky Sports bajecznie pokazuje żużel na szklanym ekranie. Dzięki wysiłkom Randera, Screensport rozkochał miłośników motoryzacji w szwedzkim żużlu. Eurosport pokazuje mecze Elitserien, ale to wciąż zbyt mało, aby mówić o zadowalających wynikach oglądalności. „Płatne kanały nie zawsze sprzyjają wzrostowi popularności danej dyscypliny. Wiele osób nie posiada dostępu do kodowanych kanałów sportowych. Dziś każdy może mieć w domowym zaciszu setki kanałów telewizyjnych, ale to, że speedway jest pokazywany w płatnej telewizji, niekoniecznie przekłada się na zamożność żużla.

 

Kiedy Rickardsson szalał na światowych torach, publiczna szwedzka telewizja SVT pokazywała na żywo Speedway Grand Prix. Ba, w niedzielne popołudnie bywały nawet powtórki i skróty sobotniego turnieju. Nawet jeśli nie byłeś maniakiem żużla, trudno było nie natknąć się na ryk motorów. To tak jakby speedway zagościł na antenie BBC 1. Dziś Speedway GP można obejrzeć na płatnej platformie TV10. Są tacy, którzy mają ten kanał, a i tak przegapią jeden czy dwa turnieje. Nasz mózg ma ograniczone pole manewru. Nie możemy wszystkiego przyswajać. Za czasów Rickardssona GP składało się z 6 rund, dziś mistrzowski cykl to 11 turniejów. Kiedy znaleźć czas, aby oglądać speedway? Angielska Elite League jest pokazywana na kanale C More, ale to wciąż zasięg mniejszy niż publiczna stacja SVT” – twierdzi Jonas Holmqvist.

 

W Szwecji można ścigać się na dwóch frontach. Przepisy zezwalają jednemu zawodnikowi na starty w obu ligach: Elitserien i Allsvenskan. To cudowne rozwiązanie dla zawodników, bo poszerza ich dochody, ale fatalne dla prestiżu dyscypliny. Z wolna zaczyna brakować zawodników, aby zbudować składy, a przecież prawa biologii są nieubłagane: Zorro (Magnus Zetterstroem), Pikej (Peter Karlsson) czy AJ (Andreas Jonsson) wiecznie nie będą jeździć na żużlu…

 

Speedway przypomina staromodny teatr, tudzież stare kino. Chodzą nań koneserzy, przywykli do czarodziejskiego klimatu jaki wywołują te niezwykłe motocykle, ale jak odciągnąć młodzież od multikina i przekonać ją, że w starym kinie danie wieczoru smakuje lepiej? „W Polsce na żużel nie chodzą już takie tłumy jak przed laty. Niektóre tradycyjne ośrodki bankrutują takie jak Gniezno, Ostrów Wielkopolski czy Lublin. W Szwecji próżno wypatrywać na horyzoncie nowego Tony’ego Rickardssona, brakuje oszałamiających talentów, ale są kluby, które świetnie sobie radzą jak chociażby Vetlanda. Klub Andreasa – Rospiggarna Hallstavik może być zadowolony z frekwencji. Eskilstuna przeżywa rozkwit jak za czasów Billy’ego Hamilla: 3000 widzów na meczu, imponująca średnia. W wymiarze lokalnym speedway wciąż cieszy się popularnością.

 

Nie malowałbym żużla jedynie w czarnych barwach. Nawet jeśli średnia widzów spadła w stosunku do najlepszych lat, dobra pogoda i intrygujący zawodnicy są w stanie przyciągnąć kibiców na trybuny. Elitserien ma stabilne fundamenty. Poza tym, każdy z nas, chorujących na speedway, nie może doczekać się początku maja, gdy szwedzka liga nabierze rozpędu… My jesteśmy jak kwiaty, który czekają aż łaskawa ręka ogrodnika podleje je wiosną…” – podsumowuje romantyk Jonas Holmqvist.

 

Jak nie kochać speedwaya, skoro powodem do zawieszenia kariery przez Daniela Nermarka, byłego zawodnika Birmingham Brummies, King’s Lynn Stars, Stali Gorzów i Włókniarza Częstochowa były… demony. „Wiesz dlaczego Daniel zakończył karierę? Przecież nie jest jeszcze taki stary, prawda? Ma dopiero 39 lat. Greg Hancock ma 46 i jest wicemistrzem świata… Nermarka osaczały demony, biesy, czarty, gdy stawał pod taśmą. Nie chciały od niego odejść. Ja też chciałbym zobaczyć demony obok siebie pod taśmą. Mogłyby się nawet do mnie przytulać, gdy ustawiam sobie nogę na haku i wyprzedzam Nickiego Pedersena, ale wolałbym przeżyć takie doświadczenie, a potem chciałbym, aby demony odfrunęły ode mnie i pozwoliły mi na spokojny sen” – powiedział urodzony w Vetlandzie Thomas Jonasson, były uczestnik cyklu GP. Było późno w nocy, prezentacja Eko – Dir Włókniarza Częstochowa dobiegła końca, a Jonasson marzył o tym, aby choć na moment puszczenia sprzęgła być osaczonym przez demony. Niebanalna wyobraźnia to siła, z której speedway czerpie pełnymi garściami, ale ilu z nas kocha niebanalność? Większość kocha ciepłą wodę w kranie, a nie plusk lodowatej wody w górskim potoku...

Tomasz Lorek, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze