Spotkanie lepiej rozpoczęli gospodarze, a sygnał do ataku już po kilkudziesięciu sekundach gry dał Damian Szymański strzałem z dystansu. To jednak nie zrobiło wrażenia na gościach, którzy odpowiedzieli zaledwie chwilę później. Wszystko za sprawą zdecydowanego wejścia Arkadiusza Recy, który w polu karnym bełchatowian przedryblował dwóch obrońców i huknął pod poprzeczkę.

Kolejne minuty to próby gospodarzy, które usiłowali wrócić do gry. Z dystansu próbował Kubań, a w pole karne z impetem wpadał Wroński, jednak obrońcy i bramkarz Kiełpin w ostatniej chwili ratowali sytuację. Najgroźniejszy strzał tuż przed przerwą oddał z dwudziestu kilku metrów Petr Zapalacz, któremu niewiele brakowało do wyrwania konstrukcji bramki z ziemi! Piłka obiła poprzeczkę, jednak szczęśliwie dla Kiełpina nie wpadła do siatki.

Problem GKS-u polegał na braku skuteczności, a goście po prostu wykorzystali nadarzające się okazje. Na dziesięć minut przed końcem wynik ustalił Dymitar Iliew, który przytomnie odnalazł się na siódmym metrze od bramki gospodarzy po rzucie rożnym i uderzył mocno w krótszy słupek. Wisła odniosła piętnaste zwycięstwo w tym sezonie i wróciła na fotel lidera: to już kolejny, poważny krok w stronę Ekstraklasy. 

 

PGE GKS BEŁCHATÓW - WISŁA PŁOCK 0:2 (0:1)
Reca 2', Iliev 82'