A propos Lewandowskiego – wyjaśniona została kwestia z jego menedżerem, Cezarym Kucharskim? Bo zupełnie nie przypadło mi do gustu, jak Lech chciał ją załatwić...

 

Z Cezarym Kucharskim podpisaliśmy ugodę. Sprawa była bardzo trudna prawnie. Wielokrotnie wracała w różnych instancjach. Ostatecznie...

 

Zapłaciliście 1,5 miliona złotych, zamiast prawie 5 milionów...

 

Liczę, że kiedyś będziemy współpracować z Cezarym Kucharskim, bo uznajemy, że jest skutecznym menedżerem.

 

Po udanych zakupach do ataku i wypromowaniu Lewandowskiego, Rudniewa i Teodorczyka, przyszedł gorszy czas – w szczególności, jeśli chodzi o rękę do napastników. Czy nie wzywa Pan - żartując - "na dywanik" Piotra Rutkowskiego, wiceprezesa Lecha ds. sportowych?

 

Pewnie, że rozmawiamy na ten temat. Jeszcze rok temu Zaur Sadajew odegrał swoją rolę w historii Lecha, ale ze względów rodzinnych nie chciał zostać w Polsce. Denis Thomalla to nie jest zły piłkarz. Strzelał bramki w austriackiej Bundeslidze, teraz strzela i w 2. Bundeslidze. U nas, w pierwszych miesiącach gry, miał być rezerwowym i systematycznie odgrywać coraz ważniejszą rolę. Rolę pierwszego napastnika miał pełnić Marcin Robak, a drugiego Dawid Kownacki. Przyszły jednak kontuzje i Thomalli przyszło grać niemal od razu pod ogromną presją. Sam początek był udany - strzelił bramkę w Sarajewie. Później z powodu nieporozumienia został zdjęty z boiska w meczu z FC Basel i potem było już gorzej. To się zdarza. Lech był nadzwyczaj obciążony jesienią...

 

Zagrał 38 meczów.

 

Były dwa kluby nadzwyczaj obciążone  w Europie - jedyne, które zagrały tyle spotkań...

 

I to wcale nie Real, Barcelona, Bayern, czy Juventus - tymi klubami były Lech i Legia.

 

Dokładnie!  Zgadza się dwa polskie kluby: Lech i Legia!

 

I oba miały problemy. Legia jesienią znalazła się za Piastem Gliwice w tabeli. Trzymała się czołówki, ale nie dała rady w Lidze Europy. Lech w Lidze Europy do końca walczył o awans, ale w Ekstraklasie była katastrofa.

 

Mamy wnioski na przyszłość. Konieczna jest rotacja składem. Trener Henning Berg dużo bardziej rotował, niż Maciej Skorża. Gdy u nas Jan Urban zaczął rotować, to odbiliśmy się od dna tabeli.


Dlaczego było tak źle za Skorży?


To była nakręcająca się spirala. I ważne, by mieć w świadomości, jakie było tło tych wydarzeń. Wcześniej piłkarze nie odpoczęli psychicznie i fizycznie po wyczerpującym sezonie mistrzowskim, a już stanęli do kolejnych wyzwań - walki o Superpuchar Polski, walki o Ligę Mistrzów, ostatecznie rywalizacji w Lidze Europy.

 

Jednak nikt nie widzi, że popełniony został poważny błąd u zarania reformy ESA 37, w której jest runda zasadnicza (30 kolejek) i runda mistrzowska (dodatkowe 7 spotkań). Polski klub, który startuje w Europie, jesienią ma co najmniej 12 meczów, jak nie 14! Przecież to mega dawka!

 

Dlatego nie waham się tego powiedzieć - czas na koniec reformy ESA 37. Jeszcze jeden sezon rozegramy w tej rywalizacji. Później musi nastąpić korekta. Najlepiej, aby nastąpiła już teraz. Niestety nie ma już jednak czasu. Jednak od sezonu 2017/18 liga musi grać w innym systemie, który będzie brał pod uwagę również aspekt rywalizacji międzynarodowej.

 

I Pan to mówi tak spokojnie? Przecież o normalną ligę walka trwa od kilku lat, ale opór w Ekstraklasie jest ogromny.

 

Wprowadzono pewien system. Testowaliśmy go kilka lat. Jednak czas, aby się wycofać. Nie wszystko było złe.

 

Zgadzam się - był efekt większej rywalizacji. Chęć znalezienia się w górnej połówce tabeli spowodowała, że nie było "bezbarwnych" kolejek, jak je określam pod koniec rywalizacji w rundzie zasadniczej. Jednak nie wzrósł poziom, a i frekwencja nie drgnęła. Dopiero teraz będzie wyższa, bo Legii rośnie - przez skuteczny marketing - i nowo otwarty stadion w Zabrzu.

 

Na forum Ekstraklasy jasno się określiliśmy. Nie wiem, czy liga od sezonu 2017/2018 będzie rozgrywana w systemie 16, czy 18-zespołowym. Na pewno nie będzie to jednak ESA 37. Szczególnie, że od 2018 roku polskim klubom przyjdzie grać jeszcze wcześniej w rundach wstępnych europejskich pucharów. Przecież przy ESA 37 kluby w drugiej ósemki otrzymują "wyrównanie" - po 250 tysięcy złotych. Bo nie zarabiają na "dniu meczowym". Mało kto w Ekstraklasie zarabia. Na 16 klubów - w skali sezonu - może cztery, może pięć. Przecież to nie może tak być, że jest więcej meczów i jeszcze się do tych meczów dokłada. Dam obrazowy przykład - ktoś produkuje długopisy, które trzymamy w rękach. Na koniec niech zarabia choć kilka groszy. Jednak nikt nie pozwoli sobie na dokładanie kilku groszy do tych długopisów, aby tylko zaistniały na rynku. Rzecz jasna walka o wyższą frekwencję to proces - dotyczy to Lecha, ale i każdego innego klubu w Ekstraklasie.