Jak Pan ocenia zjazd PZPN w sprawie statutu?

 

Było dużo emocji, również napięć personalnych…

 

Kluby pozbawiły się możliwości poszerzenia ligi.

 

Ekstraklasa i PZPN są sobie potrzebne. Reprezentacja Polski to przecież piłkarze wyszkoleni w zdecydowanej większości polskich klubach. Co więcej - Zbigniew Boniek uzdrowił wizerunek PZPN-u. Kiedyś afera goniła aferę. Dziś nikt nie mówi negatywnie o piłce. Kadra odniosła sukces, wielki sukces - jakim jest awans do finałów EURO 2016. Dodam, że PZPN - odwołując się do poletka klubowego - poszedł nam na rękę w kwestii opłat transferowych. Gdybym miał poszukać minusów, to chciałbym, aby współpraca PZPN-u z Ekstraklasą była bardziej harmonijna. Żeby było pełne zrozumienie naszych potrzeb. Reprezentacja to koło zamachowe polskiej piłki, ale i kluby swoją rolę odgrywają. A zjazd? Cóż…

 

Jednym zdaniem…

 

Zmiana statutu rozbiła się o pewne kwestie, które można ustalić na drodze kompromisu. Nigdy nie powiem, że PZPN ma budżet 150 milionów złotych i niech się z nami dzieli. Związek ma wiele potrzeb - mnóstwo kosztuje reprezentacja, a także wszystkie projekty szkoleniowe. Teraz słyszę o inicjatywie "Pro Junior System", która ma promować wprowadzanie piłkarzy do zespołów Ekstraklasy, 1. i 2. ligi. W środę przyjadę do Warszawy, aby na miejscu przekonać się o szczegółach.

 

Na dwie kolejki przed końcem rundy zasadniczej Lech traci do Legii 18 punktów - to wyraz siły warszawskiego klubu?

 

Myśli Pan? Raczej naszej słabości. Gdy spojrzy się na bilans punktowy Legii i Piasta, to nie można powiedzieć, że Wojskowi zdominowali ligę.

 

Widzę, że zaczęliście ścisłą dobrą współpracę z ultrasami.

 

Współpraca jest zawsze. Choć nie zawsze jest idealnie, ale ważne, żeby umieć ze sobą rozmawiać. Stanowimy szeroko pojętą rodzinę Lecha. Kibice to różne środowiska - również ultrasi. Dziś nikt nikomu nie odmawia zaangażowania, klub aktywnie wspiera wyróżniające się inicjatywy kibicowskie, angażujemy się w tworzenie takich opraw jak kartoniada mistrzowska z czerwca minionego roku, czy ostatnia, rocznicowa z 19 marca.

 

Zaboli, jeśli Lech nie zagra w Europie?

 

Bardzo, ale… Wszystko jest możliwe - walczymy o Puchar Polski, walczymy o "trójkę" w Ekstraklasie. To przede wszystkim kwestia naszych ambicji. Oczywiście, aby klub normalnie funkcjonował, potrzebuje startu w międzynarodowej rywalizacji. To też szansa na wzrost frekwencji w lidze. Sprzedaliśmy 11 tysięcy karnetów na ten sezon, to oznacza że ponad połowa naszej średniej frekwencji, to kibice, którzy nam bardzo ufają i nie można ich zawieść. Cieszy mnie, że piłkarze w pełni rozumieją, w jakim momencie się znajdują. I dają temu dowody. Ostatnio - przed meczem z Legią - dziewięciu piłkarzy przez tydzień walczyło z infekcją wirusową, czterech z nich miało gorączkę 40 stopni, jeden z nich leczył się w szpitalu. Jednak wyszli na boisko i dali z siebie wszystko, a ten ostatni zagrał pełne 90 minut! Taki Łukasz Trałka zagrał na blokadzie. Taki Darko Jevtić - który jest obcokrajowcem - też ryzykował zdrowie. Gdyby którykolwiek z nich powiedział, że nie zagra, każdy by to zrozumiał. Ale też to pokazuje, że są ludzie z charakterem w Lechu i za to mają u mnie szacunek. A dzięki takiemu zaangażowaniu, buduje się zaufanie kibiców.

 

Zimą interesowaliście się Mariuszem Stępińskim z Ruchu. Naprawdę ciekawy napastnik, ale Bogusław Leśnodorski podbił cenę - napisał, że jeśli Lech daje 600 tysięcy, to Legia daje 600 tysięcy plus X, bo piłkarz jest wart ponad milion euro…

 

Nawet tego nie czytałem.

 

Nie czytał Pan na Twitterze?

 

Nie, czasem wręcz się zastanawiam, kiedy Boguś ma na to wszystko czas.

 

A czy Pan założy swoje konto?

 

A powinienem?