Masternak: Napiszę nowy scenariusz. Fields: Skorzystam z jego nazwiska

Sporty walki

Pięściarscy eksperci nie mają wątpliwości, że w starciu z Erikiem Fieldsem (24-3, 16 KO) faworytem jest Mateusz MAsternak (36-4, 26 KO). W sobotę wieczorem w krakowskiej Tauron Arenie o werdykcie zadecyduje dyspozycja w ringu, a nie statystki. Obaj pięściarze zapowiadają świetną dyspozycję.

Amerykanin powraca do ringu po niemal dwóch latach przerwy, ale nie czuje się "zardzewiały". Potrzebował czasu, aby zadecydować o swojej przyszłości, a do gali Polsat Boxing Night przygotowywał się na pełnych obrotach.

Czasu nie tracił również Mateusz Masternak, który powrócił do treningów z Andrzejem Gmitrukiem. Były mistrz Europy zapewnia, że walka na polskiej ziemi dodaje mu tylko motywacji. Zanim Masternak skrzyżuje rękawice z Fieldsem, pięściarze spotkali się na czwartkowej konferencji prasowej. Oto ich wypowiedzi:

Eric Fields:

- Moja ostatnia walka odbyła się około dwa lata temu. Pozostaję jednak spokojny, bo ciężko trenowałem. Walka w Polsce mnie również nie stresuje. Boks to dyscyplina międzynarodowa, a zasady wszędzie są takie same.

- Masternak od lat jest pięściarzem, który ma miejsce w czołówkach rankingów. Jak ktoś z nim wygrywał, to zaraz walczył o mistrzostwo świata. Teraz ja skorzystam z trampoliny jaką jest jego nazwisko.

- Przez dwa lata po prostu musiałem odpowiedzieć sobie na pytanie: czy chcę to robić? Odpowiedzieć brzmiała oczywiście - tak. Eksperci stawiają na Masternaka? A ilu z nich spróbowało boksu w ringu, żeby oceniać pięściarzy?

Mateusz Masternak:

- Na pewno spory się zmieniło. Wracam na swoją ziemię po kilku latach i liczę, że damy z Fieldsem dobrą walkę. Każda walka jednak pisze swój scenariusz. On nie walczył dwa lata i nie wiadomo, co przez ten czas robił.


W załączonym materiale wideo wypowiedzi pięściarzy z konferencji prasowej oraz wywiad z Erikiem Fieldsem.

mt, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze