Pindera przed Polsat Boxing Night: Adamek gotowy na wszystko

Sporty walki
Pindera przed Polsat Boxing Night: Adamek gotowy na wszystko
fot.Cyfrasport

Tak mówi sam „Góral” i jego trener Roger Bloodworth. Słowa te potwierdza też dr Jakub Chycki, specjalista od przygotowania fizycznego, który już od grudnia dba o formę Tomasza Adamka.

Czas biegnie szybko. W ubiegłym tygodniu byłem w Osadzie Śnieżka w Łomnicy, by przyjrzeć się z bliska jak wyglądają treningi byłego mistrza świata dwóch kategorii wagowych, ale to już historia. Adamek zakończył przygotowania i przeniósł się do Krakowa, gdzie w sobotę przed północą wyjdzie na ring w Tauron Arenie, by walczyć na dystansie 12 rund z Amerykaninem Erikiem Moliną.

 

Tak się składa, że od ponad dwudziestu lat towarzyszę Adamkowi w jego fascynującej przygodzie w boksem i jak tylko mam okazję obserwuję nie tylko jego walki, ale również treningi. Pamiętam doskonale jak zaczynał, jeszcze w wadze 75 kg, jak przygotowywał się na zgrupowaniu w Wiśle do mistrzostw świata amatorów w Budapeszcie (1997), ale to jeszcze nie był jego czas. Wtedy trenerem kadry był Adam Kusior, ale Adamkiem zajmował się Janusz Gortat, dwukrotny brązowy medalista igrzysk olimpijskich. I już wtedy bardzo pochlebnie wyrażał się o pięściarzu z Gilowic.

 

Z Andrzejem Gmitrukiem „Góral” zaczął współpracę dwa lata później, gdy ten wrócił z Norwegii i zajął się zawodowym boksem. Szkoda, że obaj trochę nie poczekali z podpisaniem kontraktu. Adamek miał przecież szansę występu na igrzyskach olimpijskich w Sydney (2000), kto wie, może stanąłby tam na podium?

 

Z Gmitrukiem tworzyli jeden organizm, więc przyszłość rysowała się ciekawie, ale walcząc w Polsce, Adamek nigdy nie byłby mistrzem świata. Jak zwykle zadecydował przypadek, szybki kontrakt z Donem Kingiem i walka w Chicago (2005) o wakujący pas WBC w wadze półciężkiej z Australijczykiem Paulem Briggsem. Ta w której „Góral” bił się z byłym mistrzem kickboxingu ze złamanym nosem.

 

Ale w Polsce też wygrywał i w polskich sportowych ośrodkach przygotowywał się do ważnych walk. Jak chociażby do tej z O’Neil Bellem w Wiśle w 2008 roku. Wtedy Gmitrukowi pomagał Kubańczyk  Roberto Norris. Ten sam, który teraz jest trenerem Moliny. Bardzo chwalił Adamka, twierdził, że pokona Jamajczyka, jednego z najmocniej bijących ex mistrzów kategorii junior ciężkiej. I miał rację. Dał mi wtedy swój telefon, zapisał na kartce papieru adres w Las Vegas, ale nie było okazji się spotkać. Teraz będzie, w Krakowie.

 

Wracam tak wspomnieniami do różnych walk i przygotowań Adamka, ale muszę szczerze przyznać, że takich jak te w Łomnicy nie miał chyba nigdy. No może w Houston, z Ronnie Schieldsem, przed walką z Chrisem Arreolą w 2010 roku. Tyle, że tam mnie nie było, nie widziałem tego z bliska. Ale w Łomnicy mimo wszystko było inaczej, naprawdę mógł się czuć jak u siebie w domu. Zrozumiał to chyba we wrześniu minionego roku, gdy szykował się na Saletę. Sam mówił, że nie brakowało mu tam ptasiego mleka. I dlatego chyba tak szybko przyjął propozycję kolejnej walki, znacznie trudniejszej, w której może być różnie, bo wiedział, że w Osadzie Śnieżka przygotuje się najlepiej jak to możliwe, bo Mateusz Borek, który mu ten obóz zorganizował, podobnie jak poprzedni, zadba o każdy detal.

 

Teraz też miał więc dosłownie wszystko, czego zapragnął. A przy tym wielu różnych, ciekawych sparingpartnerów. Ciężkich, takich jak Marcin Rekowski czy Travis Walker, jego dawny rywal, oraz lżejszych, cruiserów, w osobach Mateusza Masternaka, Michała Cieślaka, a ostatnio niepokonanego młodego, 24-letniego chłopaka z Nowego Jorku, Earla Newmana.

 

Nie wiem, czy forma, którą tam wykuwał pozwoli Adamkowi pokonać w Krakowie Molinę, ale jestem przekonany, że w sobotę pokaże choć trochę naprawdę dobrego boksu. Bo tego z pewnością nie zapomniał.

Janusz Pindera, Polsat Sport

PolsatSport.pl w wersji na telefony z systemem Android i iOS!

Najnowsze informacje i wiadomości na bieżąco, gdziekolwiek jesteś.

Komentarze