Najnowsze informacje mówią o proteście wniesionym przez grupę Main Events promującą Tomasza Adamka. Organizacja IBF otrzymała pismo, w którym promotorzy "Górala" krytykują decyzję podjętą przez sędziego ringowego Leszka Jankowiaka. O co tak naprawdę chodzi w całym zamieszaniu?

Punkt czwarty rozdziału "Nokdaundy i nokauty" przepisów organizacji IBF mówi:

Kiedy zawodnik zostanie posłany na deski, sędzia odsyła stojącego pięściarza do najdalszego, neutralnego narożnika i dopiero rozpoczyna liczenie. Jeśli stojący pięściarz opuści narożnik przed zakończeniem liczenia, sędzia przerywa liczenie i zwraca uwagę stojącemu pięściarzowi. Liczenie nie może zostać wznowione, jeśli stojący pięściarz nie powrócił do neutralnego narożnika.

Sędzia Leszek Jankowiak po nokdaunie w dziesiątej rundzie walki pomiędzy Adamkiem a Moliną rozpoczął liczenie, a następnie udał się do cieszącego się Amerykanina, aby go napomnieć. Sędzia Jankowiak kontynuował liczenie przez co Adamek miał mniej czasu, aby dojść do siebie. W konsekwencji jego zachowania walka została przerwana. Eksperci zwrócili również uwagę na szybkość liczenia sędziego.

- To jest troszkę złamanie przepisów. Szybkość liczenia jest czasami kwestią względną, ale to było również wyjątkowo szybkie liczenie - powiedział Janusz Pindera w studiu Punchera.

- W powtórce to liczenie wygląda naprawdę szybko. Na żywo wyglądało to zupełnie inaczej. Adamek wstawał ciężko, ale tym bardziej sędzia mógł dopuścić Polaka do walki, bo miał przed sobą przerwę między rundami - dodał Artur Szpilka.

W załączonych materiałach wideo dyskusja ekspertów o decyzji sędziowskiej z walki Adamek - Molina oraz materiał z omawianą sytuacją.