Eric Hunter przystąpił do drugiej obrony tytułu mistrza świata IBF w kategorii koguciej, który wywalczył pokonaniu Evgenya Gradovicha (21-1-1, 9 KO) w maju 2015 roku. Później pokonał jeszcze Fernando Montiela, by w sobotę skrzyżować rękawice z groźnym Ameryknaninem Erikiem Hunterem.

Zdecydowanym faworytem był Selby, lecz mimo sennej pierwszej rundy, dał się zaskoczyć w drugim starciu. Hunter trafił mocnym lewym sierpowym, przez co Walijczyk po raz pierwszy w karierze wylądował na deskach! Amerykaninowi zostało kilkanaście sekund na dobicie rywala, lecz nie zdołał tego zrobić, co było punktem zwrotnym tego pojedynku.

Od tego momentu Selby dominował między linami, konsekwentnie punktując Huntera. Bez problemów wygrał trzecią rundą, później kontrolował czwartą - nie obyło się bez wymiany słownej - i dopiero w piątej Amerykanin wrócił na lepsze obroty. Domagał się nawet liczenia Selby'ego, który... się poślizgnął. Sędzia był jednak nieugięty i nie podzielił jego zdania. Jak widać Hunterowi nie było po drodze z arbitrem - w ósmej rundzie pretendentowi został odjęty punkt za uderzenia poniżej pasa.

Chwilę później sędzia zagroził nawet, że przerwie pojedynek, jeśli Hunter dalej będzie tak nieczysto pogrywał. Amerykanin próbował zmienić losy starcia, ale nie dał rady. Wszyscy trzech arbitrzy punktowali wskazali na zwycięstwo Walijczyka (115:111, 116:110, 116:110), który pozostał mistrzem świata IBF w wadze piórkowej.

Wynik walki:


Lee Selby pokonał jednogłośnie na punkty (115:111, 116:110, 116:110) Erika Huntera.