Maciej Turski: Rozpocząłeś dość spokojnie ten pojedynek. Taki był plan, żeby dać się wyszaleć Igorowi w 1. rundzie, tak by się zmęczył?

Jan Błachowicz: Zawsze w tej pierwszej rundzie potrzebuję czasu, by się rozkręćić. Sam trochę zepsułem jedną z sytuacji, spadłem z pleców i zachowałem się jak amator przy siatce. Na szczęście rywal nie zrobił mi tam żadnej krzywdy. Na tyle nieudolnie kontrolował pojedynek, że mnie ani razu mocno nie trafił. Kolejne dwie rundy już przebiegały pod moje dyktando, brakło tylko kropki nad "i".

Atmosfera na trybunach była wspaniała, było słychać zarówno polskich, jak i chorwackich kibiców. Po kolejnych wymianach ciosów aura była jeszcze lepsza...

Chciałem walczyć, chciałem się bić. Widziałem, że moje ciosy są minimalnie silniejsze i w końcu go naruszą. Liczyłem, że go trafię i padnie. Nie udało się, ale on także był mocno przygotowany, wiedział o co walczy, bo dostał drugą szansę od UFC. Obaj mieliśmy coś do udowodnienia.

Jednym z Twoich największych atutów w dzisiejszej walce było sprowadzenie do parteru. To trenowałeś przed tym pojedynkiem z Pokrajacem?

Tak, to był jeden z elementów gry, które szlifowaliśmy. Chciałem wchodzić pod jego ciosy po swoich ciosach. Jak widać taktyka okazała się skuteczna.

Cały wywiad z Janem Błachowiczem w załączonym materiale wideo.