Pomiędzy Stasiakiem a Pejicem od początku tygodnia medialnego było sporo złej krwi. Chorwat niesiony dopingiem publiczności już na ważeniu starał się sprowokować reprezentanta Polski, ale "Webster" nie dał się wyprowadzić z równowagi, a siły zachował na niedzielną walkę.

Polak zyskał wsparcie publiczności chorwackiej ze względu na wybór piosenki do wyjścia. Utwór Duran Duran "Wild Boyz" przez lata używany był przez największego zawodnika z Chorwacji - Mirko "Cro Copa" Filipovica. Piosenka okazała się również szczęśliwa dla Stasiaka.

Od pierwszej syreny Chorwat chciał narzucić swoje warunki gry, ale już przy otwierającym kopnięciu jego noga została przechwycona przez Polaka. Stasiak z łatwością sprowadził walkę do parteru i chwilę później powtórzył sprowadzenie. "Webster" z łatwością zmieniał pozycję na ziemi, przeszedł do pozycji bocznej, a następnie zyskał plecy. Takiej okazji Stasiak nie mógł zmarnować i szybko zapiął duszenie zza pleców, a Pejic musiał odklepać.

Po zakończeniu pojedynku Polak gestami rąk rozstrzelał swojego rywala. Zachowanie dość efektowne, ale może nieść za sobą spore konsekwencje. Stasiak liczy jednak, że możliwa kara nie będzie tak wysoka. - Mam nadzieję, że jeśli będzie jakaś kara to jej nie odczuje - powiedział.

Stasiak zapisał na swoim koncie pierwszej zwycięstwo w organizacji UFC i o swój kontrakt z amerykańskim gigantem może być spokojny. Dla Polaka była to druga walka w UFC, a w debiucie na gali w Krakowie prze decyzję sędziowską przegrał z Yaotzinem Mezą. Polak już myśli o kolejnych występach dla UFC.

- Liczę na szybką walkę i mam nadzieję, że jeszcze w tym roku uda się stoczyć dwa pojedynki. Myślę, że już za trzy miesiące stoczę kolejną walkę - mówił po walce Stasiak.

Damian Stasiak pokonał Filipa Pejica przez duszenie zza pleców; Runda 1, 2:16.