G2 bardzo szybko pokonało Fnatic w pierwszej z gier serii. Teamfight z 30 minuty, w którym Emperor popisał się świetnym zagraniem, pozwolił G2 Esports popchnąć linie głęboko w kierunku bazy Fnatic, zdobyć pierwszą wieżę inhinitora, a potem sam inhibitor. Zdobyta przewaga ułatwiła domknięcie pierwszej gry w ekspresowym tempie.

 

W drugiej grze Fnatic zdobyło tak dużą przewagę, że G2 miało problemy z nawiązaniem jakiejkolwiek walki. Tylko jeden teleport po każdej stronie pozwolił Fnatic grać bardziej agresywnie, co skończyło się wynikiem 15-4 w zabóstwach i blisko 15 tysięczną przewagą w zdobytym złocie. Fnatic z łatwością weszło do bazy G2, wygrało drugą grę i doprowadziło do stanu 1-1.

 

Potem nie było już tak kolorowo. W trzeciej grze G2 próbowało skoncentrować się na zdobywaniu celów na mapie, a wczesne zabójstwa na koncie Kikisa i Perkza tylko to ułatwiły. Ostatecznie G2 wygrało potrzebny, kluczowy teamfight i – pomimo kilku strat w okolicach wzmocnienia barona – zdołała doprowadzić grę do końca pod swoje dyktando i ponownie wyjść na prowadzenie w serii.

 

W czwartej grze G2 zdołało potwierdzić swoją wyższość zamykając się w 33 minutowym zwycięstwie. Drużyna G2 Esports korzystała z każdego błędu Klaja i Gamsu i sukcesywnie popychała linię w kierunku nexusa Fnatic. Rekkles i jego koledzy z drużyny nie byli w stanie odepchnąć przeciwników, którzy mieli blisko 10 tysięczną przewagę w zdobytym złocie.

 

To pierwszy raz historii EU LCS gdy Fnatic nie awansowało do finału. Z drugiej strony G2 Esports, czyli drużyna która w zeszłym sezonie występowała w lidze challengera, osiągnęła historyczny sukces i 17 kwietnia zmierzy się w finale z Origen.