Kus dopiero w wieku niespełna 29 lat miał okazję zadebiutować w reprezentacji Polski.

 

„To był dla mnie wyjątkowy weekend. Zagrałem pierwszy mecz w kadrze, zdobyłem pierwszą bramkę, wygrałem pierwszy turniej i wywalczyłem pierwszy awans na igrzyska. Same pozytywy” - ocenił.

 

W Gdańsku biało-czerwoni zapewnili sobie awans już w sobotę, po wygranych z Macedonią 25:20 i Chile 35:27. W niedzielę na zakończenie turnieju gospodarze pokonali Tunezję 28:24.

 

„To nie był mecz o pietruszkę. Zwycięzca imprezy ma zapewnione lepsze rozstawienie w losowaniu olimpijskiego turnieju. Poza tym trener Dujszebajew wymusza na nas takie podejście, że mamy starać się wygrać każdy mecz, zwłaszcza u siebie. A walcząc przed tak wspaniałą publicznością nie mieliśmy innego wyjścia jak pokonać Tunezję. Do igrzysk nie zostało dużo czasu i każdy wspólny trening oraz mecz są dla nas ogromnie ważne” - stwierdził.

 

Kus wystąpił we wszystkich spotkaniach. Jego rola sprowadzała się głównie do zatrzymywania ataków rywali.

 

"Jestem wystawiany w defensywie, zatem muszę walczyć i grać twardo. W tej sytuacji kary są nieuniknione, ale muszę przyznać, że pierwszego upomnienia w meczu z Tunezją mogłem uniknąć, bo niepotrzebnie popchnąłem rywala. Ten się jednak nie myli kto nic nie robi” - zaznaczył.

 

Obrotowy Vive Tauronu Kielce zdaje sobie sprawę, że zawodnicy, którzy wywalczyli awans na igrzyska nie muszą w komplecie pojechać do Rio de Janeiro.

 

„W Gdańsku usłyszałem pierwszy hymn i tu spełniły się moje marzenia. Teraz wiem jak smakuje reprezentacja. Na pewno każdy, ja również, będę walczył o olimpijski paszport, ale droga do jego uzyskanie wiedzie także przez klub. Dlatego teraz zamierzam skoncentrować się na grze w Kielcach” - podkreślił Mateusz Kus.