Cunningham mówi oczywiście o rewanżu z Tysonem Furym, którego omal nie znokautował w kwietniu 2013 roku. W Madison Square Garden posłał Brytyjczyka na deski potężnym prawym już w 2. rundzie. Fury wstał i przetrwał kolejne ciosy "USS", choć mocno chwiał się na nogach. Później przejął inicjatywę. Cięższy od Cunninghama o ponad 20 kg znokautował go w 7. rundzie. Złapał w narożniku, trafił prawym podbródkowym, poprawił sierpowym i… Cunningham padł na deski całkowicie wyczerpany. To był pierwszy i jedyny przegrany pojedynek przez nokaut.


W sumie w wadze ciężkiej Cunningham stoczył osiem pojedynków. Wygrał cztery, choć jak zapewnia – „z Adamkiem na pewno nie przegrał w 2012 roku”. Podobnie z Wiaczesławem Głazkowem rok temu. Teraz wraca do wagi junior ciężkiej, by odebrać pas Głowackiemu. - Zdobycie mistrzostwa świata w wadze cruiser może spokojnie otworzyć mi drzwi do pojedynku mistrzowskiego w wadze ciężkiej - zapewnia Cunningham.


Jak ma tego dokonać? Jak pokonać Głowackiego? - Trzeba walczyć mądrze. Ten dzieciak Głowacki wychodzi na ring i walczy, nie unika bójki. Steve też to umie, ale musi być sprytny. Głowacki będzie musiał odwodnić, że potrafi grać lepiej w pięściarskie szachy od Steve'a - mówi trener Amerykanina Naazim Richardson.- Jesteśmy wojownikami. Szanuję Głowackiego za to, co zrobił z Huckiem. Trzeba mieć jaja, by tego dokonać. Ja pokonałem Hucka, gdy był w najwyższej formie, gdy był niepokonany. 16 kwietnia czeka nas dobra walka - dodaje Cunningham.


Jak zmienił się Cunningham po powrocie z 3,5-letniej przygody w wadze ciężkiej? - Po prostu jem mniej. Wcześniej wydawało mi się, że jak będę więcej jadł, zostanę pięściarzem wagi ciężkiej, ale to nie działało. Cały czas byłem zawodnikiem kategorii cruiser walczącym z prawdziwymi ciężkimi. Teraz zaczyna się dla mnie nowa era. W Barclays Center, która jest nową Madison Square Garden boksu. Chcę być kimś specjalnym w tym świecie. Chcę być w ringu taki, jak ci, których podziwiam, czyli Guillermo Rigondeaux albo Andre Ward. Dlatego pracuję na to tak bardzo ciężko. Nie chcę powiedzieć po walce z Głowackim: „a nie mówiłem…”. Chcę powiedzieć po niej: „spójrzcie - ciężka praca się opłaca” - mówi Cunningham. I dodaje na koniec: - Usłyszałem ostatnio, że jeśli po raz trzeci zostanę mistrzem świata, powinienem zostać kandydatem do pięściarskiej „Galerii Sław”. Nawet jeśli tak nie jest, motywuje mnie to do jeszcze bardziej, by zwyciężyć!


Trener Richardson odpowiada też wszystkim, którzy wątpią w odporność na ciosy Cunninghama. - Steve zawsze się podnosi i nie po to, by przetrwać do końca rundy. On wstaje, by wygrać. Nigdy nie dał nam słabej walki. Wszyscy o tym wiedzą – mówi. Głowacki musi o tym pamiętać, walcząc w sobotni wieczór na nowojorskim Brooklynie.