Przemek Garczarczyk: Jak ważny był ten wcześniejszy przyjazd Krzysztofa Głowackiego, na dwa tygodnie przed walką?

 

Fiodor Łapin: To bardzo ważna sprawa i ważny etap przygotowań. Dwa tygodnie to takie minimum i gdyby nie walka Andrzeja Wawrzyka w Krakowie, bylibyśmy tu jeszcze wcześniej. Krzysiek te zmiany czasowe przechodzi dłużej i dopiero teraz naprawdę czuje się dobrze. tamten tydzień był trochę męczący dla niego, na szczęście mieliśmy dobre miejsce w bezpośrednim samolocie z Warszawy do Nowego Jorku. Podróż nie była tak męcząca, jak wtedy, gdy lecieliśmy przez Amsterdam na walkę z  Marco Huckiem.

 

Ogólne opinie ludzi z tzw. branży są takie, że ta wersja Głowackiego, którą zobaczymy teraz to będzie na pewno lepszy pięściarz. Nie lubisz takich porównań, nie lubisz takich ocen przed walką?

 

Nie, bo gadanie o szansach to tylko teoria. Tak naprawdę zweryfikuje to ring. To jest praktyka. Po walce możemy do tego pytania wrócić i wtedy mogę odpowiedzieć. Bo to, że powiem, że Krzysiek lepiej zadaje lewy prosty na dół, czy lepiej wykonuje taktykę, to i tak wszystko okaże się 16 kwietnia w ringu.

 

Rozmawiałem z ludźmi z ekipy Steve Cunninghama. Oni zdają sobie sprawę, że to jest jego być, albo nie być. Taki zdesperowany zawodnik będzie lepszym, czy gorszym rywalem dla Głowackiego?

 

Chciałbym, żeby on był zdesperowany, wówczas nie wykonuje się poleceń taktycznych, często traci się głowę. Steve czasami w swych walkach tracił głowę, ale potrafił też zaskoczyć dobrą taktyką i toczyć naprawdę świetne walki myśląc w ringu. Presję ma każdy, mistrz świata również ma presję. Musi wygrać, to też jest stres. Na tym poziomie presja jest taka, że jak ktoś jej nie wytrzymuje, to nie może być mistrzem.